Pierwszy dzień był chaosem. Drugi był pracą. Trzeci stał się modlitwą.
Nie modliliśmy się do żadnego boga. Modliliśmy się do deski, którą przybijaliśmy do okna, do zaostrzonego końca drewnianego pala, do każdego dodatkowego magazynka, który udało nam się znaleźć w starej zbrojowni ojca. Każdy ruch był mantrą, każdy wbity gwóźdź aktem wiary. Wiary w to, że możemy przetrwać nadchodzącą noc.
Dom nie przypominał już posiadłości. Meble zostały zepchnięte na środek pokoi, tworząc ostatnie barykady. Okna, zabite deskami, przepuszczały tylko cienkie strużki światła, które kroiły mrok niczym więzienne kraty. Z zewnątrz wyglądaliśmy jak opuszczona, zabita dechami rudera. Wewnątrz byliśmy klatką pełną gotowych do walki zwierząt.
Paranoja, przed którą ostrzegał David, zaczęła zbierać swoje żniwo. Zauważyłam to w spojrzeniach, którymi moi ludzie obrzucali się nawzajem. Drobne kłótnie wybuchały o byle co – o zgubione narzędzie, o ostatnią porcję jedzenia. Stare urazy, dawno zapomniane, wypływały na powierzchnię. Dwóch młodych wilków pobiło się, oskarżając się wzajemnie o defetyzm.
Rozdzieliłam ich osobiście, a siła mojego warknięcia zmusiła ich do uległości, ale widziałam, że to tylko tymczasowe rozwiązanie. Trucizna już krążyła w naszych żyłach.
W nocy drugiego dnia zadzwonił David.
– Znalazłem coś – powiedział, a jego głos był napięty od bezsenności. – Przejrzałem stare, zamknięte sprawy z całego kraju. Ataki dzikich zwierząt, niewyjaśnione pożary, całe rodziny znikające bez śladu. Wszędzie, gdzie tylko udało mi się dotrzeć do szczegółowych raportów, pojawiał się jeden schemat.
– Mów – ponagliłam go, stojąc samotnie w zimnej bibliotece.
– Oni nie atakują fortec. Nie lubią oblężeń. Zawsze uderzają tam, gdzie ofiara najmniej się spodziewa. Albo od wewnątrz. W raportach często pojawiały się wzmianki o otwartych od środka drzwiach, wyłączonych alarmach. Rebeko, oni już kogoś u was mają. Jestem tego pewien.
Po tej rozmowie nie mogłam już spać. Chodziłam po cichym, zabarykadowanym domu, a każdy cień wydawał mi się zdrajcą, każdy skrzypiący stopień krokiem wroga. Patrzyłam na śpiące twarze moich wilków – tak młodych, tak ufnych – i zastanawiałam się, która z nich skrywa oblicze potwora.
Trzeciego dnia, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, zebrałam wszystkich w głównym holu. Panowała absolutna cisza. Wszyscy wiedzieli, co nadchodzi
– Nie będę was okłamywać – zaczęłam, a mój głos był spokojny, choć serce waliło mi o żebra. – Ta noc będzie najdłuższą w naszym życiu. Wróg, który nadchodzi, nie chce nas pokonać. Chce nas złamać. Będą próbowali nas skłócić, zasiać w nas zwątpienie. Będą chcieli, byśmy umierali, patrząc na siebie z nienawiścią.
Mój wzrok przesunął się po twarzach Maksa i Jake'a, a potem spoczął na małym Simonie, który stał tuż przy nodze swojej matki.
– Ale my jesteśmy watahą. Jesteśmy rodziną. I dziś wieczorem zaufanie jest naszą jedyną zbroją. Nie pozwólcie, by ich trucizna was zatruła. Patrzcie na osobę obok was i zobaczcie w niej brata, siostrę, syna. Walczcie za nich, a oni będą walczyć za was.
Wyciągnęłam zza pasa długi, myśliwski nóż mojego ojca.
– Oni czczą upadły księżyc i mrok. Ale my jesteśmy wilkami. Mrok jest naszym domem. Dziś w nocy nie będziemy się bronić. Dziś w nocy będziemy polować.
Gdy ostatnie promienie słońca zniknęły za horyzontem, a na niebie nie pojawiła się ani jedna gwiazda, świat pogrążył się w atramentowej czerni. Nów nadszedł.
Zajęliśmy pozycje przy oknach i drzwiach, z bronią w ręku, nasłuchując. Czas zwolnił, każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność. Czekaliśmy.
I wtedy, z absolutnej ciszy, dobiegł nas dźwięk. Nie był to ryk bojowy ani skradające się kroki.
To był płacz dziecka.
Dobywał się z lasu, tuż zza linii drzew. Rozpaczliwy, pełen bólu szloch małego chłopca, który wołał o pomoc. Zamarliśmy. To był głos, który każdy z nas znał.
To był głos Simona.
Odwróciłam się gwałtownie, moje serce stanęło. Ale mały Simon wciąż stał w holu, tuląc się do nogi matki, a jego oczy były szeroko otwarte z przerażenia.
To była pułapka. Najokrutniejsza, jaką mogli zastawić. Wiedzieli, że mamy w stadzie dziecko. I użyli jego głosu, by spróbować wywabić nas na zewnątrz.
Wtedy, w drugim końcu domu, rozległ się ogłuszający trzask łamanego drewna. Ktoś właśnie wyłamał tylne drzwi.
Oblężenie się nie rozpoczęło. Ono już trwało. A wróg był już w środku.
CZYTASZ
She alpha
SonstigesWiecie jak to jest być tą inną. Inni na moim miejscu by się cieszyli,a ja zamiast tego uciekłam od obowiązków, które zdobyłam. A teraz muszę wracać z powrotem do miejsca, w którym się wychowała. Okładka mojego autorstwa.
