11

22 1 0
                                        



Zwierzęcy warkot wyrwał się z gardła Ericksa, gdy w pełni przemieniony rzucił się w moją stronę. Czas jakby zwolnił. Widziałam jego wyostrzone zęby, pianę toczącą się z pyska i obłęd w oczach, który świadczył o tym, że jego ludzka strona straciła wszelką kontrolę. Pozostali przywódcy poderwali się z sofy, ale żaden nie odważył się interweniować. To była teraz walka o dominację, a oni byli tylko widzami.

Nie cofnęłam się ani o krok. Kiedy jego ciężkie cielsko miało wylądować na mnie, z gracją uchyliłam się w bok. Jego pazury zadrapały powietrze tam, gdzie jeszcze sekundę temu stałam, a on sam z impetem uderzył w ścianę za moimi plecami, zostawiając w niej głębokie pęknięcia. Zanim zdążył się odwrócić, byłam już przy nim. Nie potrzebowałam pełnej przemiany. Moje oczy rozbłysły lodowatym błękitem, a z gardła wydobył się niski, gardłowy dźwięk, który nie należał do człowieka.

– Dość – powiedziałam, a mój głos, wzmocniony mocą alfy, odbił się echem po gabinecie.

Ericks zignorował mnie. W jego zwierzęcym umyśle liczyła się tylko furia. Ponownie skoczył, tym razem próbując powalić mnie na ziemię. Zamiast uniku, wyciągnęłam rękę i chwyciłam go za kark w locie. Siła uderzenia była ogromna, ale ustałam w miejscu, a podłoga pod moimi szpilkami jęknęła z przeciążenia. Zacisnęłam palce na jego sierści, czując, jak pod spodem pulsują napięte mięśnie. Drugą ręką uderzyłam go w bok, zmuszając go do bolesnego skomlenia i upadku na podłogę.

Przycisnęłam go kolanem do ziemi, nie pozwalając mu się podnieść. Patrzyłam prosto w jego dzikie oczy, pozwalając mojej mocy przepłynąć i stłamsić jego wolę.

– Powiedziałam, spokój – warknęłam ponownie, a tym razem w moim głosie zawarta była cała potęga mojej rangi. To był rozkaz, nie prośba.

Wilk zaskomlał i zaczął się kurczyć. Jego kości trzaskały, a futro cofało się, ustępując miejsca bladej, ludzkiej skórze. Po chwili na podłodze leżał nagi i drżący mężczyzna, który nie śmiał podnieść na mnie wzroku.

Odsunęłam się od niego z pogardą i spojrzałam na pozostałych sześciu alfów. Stali bladzi i zszokowani. Nikt nie spodziewał się, że poradzę sobie z rozwścieczonym wilkołakiem w ludzkiej postaci i to z taką łatwością.

– To – zaczęłam, wskazując na upokorzonego Ericksa – jest właśnie nasz problem. Wasza duma, wasza arogancja i brak jedności. Jeden z was rzuca się na mnie w moim własnym domu z powodu urażonej dumy, podczas gdy prawdziwe zagrożenie rośnie w siłę. Myślicie, że kundle nie widzą tej słabości? Myślicie, że nie wykorzystają faktu, że zamiast walczyć z nimi, skaczemy sobie do gardeł?

W gabinecie panowała grobowa cisza, przerywana tylko ciężkim oddechem Ericksa.

– Zwołałam was tutaj, by zjednoczyć nasze siły i oczyścić nasze terytoria. Zabiły już dwóch moich ludzi. Jak myślicie, na kim się zatrzymają? Na granicach waszych ziem? – Prychnęłam. – Będą polować dalej, a wy, zajęci swoimi małymi sporami, nawet tego nie zauważycie, dopóki nie zaczną ginąć wasi ludzie.

Podeszłam do biurka i oparłam się o jego zniszczony róg.

– Od dzisiaj koniec z tym. Ogłaszam polowanie. Każdy kundel znaleziony na naszych połączonych terytoriach ma zostać wyeliminowany. Będziemy współpracować, dzielić się informacjami i wspólnie patrolować granice. To nie jest propozycja. To jest rozkaz. Kto się nie podporządkuje, zostanie uznany za sprzymierzeńca kundli i wroga nas wszystkich. A jak traktuję wrogów, właśnie mieliście okazję zobaczyć.

Moje spojrzenie kolejno omiotło każdego z przywódców. Nikt już się nie uśmiechał. Nikt nie drwił. W ich oczach widziałam strach, ale i nowy rodzaj szacunku. Władza, o której zapomnieli, właśnie brutalnie przypomniała im o swoim istnieniu.

– Czy ktoś ma jakieś obiekcje? – zapytałam lodowatym tonem.

Cisza była moją odpowiedzią.

She alphaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz