Zwierzęcy warkot wyrwał się z gardła Ericksa, gdy w pełni przemieniony rzucił się w moją stronę. Czas jakby zwolnił. Widziałam jego wyostrzone zęby, pianę toczącą się z pyska i obłęd w oczach, który świadczył o tym, że jego ludzka strona straciła wszelką kontrolę. Pozostali przywódcy poderwali się z sofy, ale żaden nie odważył się interweniować. To była teraz walka o dominację, a oni byli tylko widzami.
Nie cofnęłam się ani o krok. Kiedy jego ciężkie cielsko miało wylądować na mnie, z gracją uchyliłam się w bok. Jego pazury zadrapały powietrze tam, gdzie jeszcze sekundę temu stałam, a on sam z impetem uderzył w ścianę za moimi plecami, zostawiając w niej głębokie pęknięcia. Zanim zdążył się odwrócić, byłam już przy nim. Nie potrzebowałam pełnej przemiany. Moje oczy rozbłysły lodowatym błękitem, a z gardła wydobył się niski, gardłowy dźwięk, który nie należał do człowieka.
– Dość – powiedziałam, a mój głos, wzmocniony mocą alfy, odbił się echem po gabinecie.
Ericks zignorował mnie. W jego zwierzęcym umyśle liczyła się tylko furia. Ponownie skoczył, tym razem próbując powalić mnie na ziemię. Zamiast uniku, wyciągnęłam rękę i chwyciłam go za kark w locie. Siła uderzenia była ogromna, ale ustałam w miejscu, a podłoga pod moimi szpilkami jęknęła z przeciążenia. Zacisnęłam palce na jego sierści, czując, jak pod spodem pulsują napięte mięśnie. Drugą ręką uderzyłam go w bok, zmuszając go do bolesnego skomlenia i upadku na podłogę.
Przycisnęłam go kolanem do ziemi, nie pozwalając mu się podnieść. Patrzyłam prosto w jego dzikie oczy, pozwalając mojej mocy przepłynąć i stłamsić jego wolę.
– Powiedziałam, spokój – warknęłam ponownie, a tym razem w moim głosie zawarta była cała potęga mojej rangi. To był rozkaz, nie prośba.
Wilk zaskomlał i zaczął się kurczyć. Jego kości trzaskały, a futro cofało się, ustępując miejsca bladej, ludzkiej skórze. Po chwili na podłodze leżał nagi i drżący mężczyzna, który nie śmiał podnieść na mnie wzroku.
Odsunęłam się od niego z pogardą i spojrzałam na pozostałych sześciu alfów. Stali bladzi i zszokowani. Nikt nie spodziewał się, że poradzę sobie z rozwścieczonym wilkołakiem w ludzkiej postaci i to z taką łatwością.
– To – zaczęłam, wskazując na upokorzonego Ericksa – jest właśnie nasz problem. Wasza duma, wasza arogancja i brak jedności. Jeden z was rzuca się na mnie w moim własnym domu z powodu urażonej dumy, podczas gdy prawdziwe zagrożenie rośnie w siłę. Myślicie, że kundle nie widzą tej słabości? Myślicie, że nie wykorzystają faktu, że zamiast walczyć z nimi, skaczemy sobie do gardeł?
W gabinecie panowała grobowa cisza, przerywana tylko ciężkim oddechem Ericksa.
– Zwołałam was tutaj, by zjednoczyć nasze siły i oczyścić nasze terytoria. Zabiły już dwóch moich ludzi. Jak myślicie, na kim się zatrzymają? Na granicach waszych ziem? – Prychnęłam. – Będą polować dalej, a wy, zajęci swoimi małymi sporami, nawet tego nie zauważycie, dopóki nie zaczną ginąć wasi ludzie.
Podeszłam do biurka i oparłam się o jego zniszczony róg.
– Od dzisiaj koniec z tym. Ogłaszam polowanie. Każdy kundel znaleziony na naszych połączonych terytoriach ma zostać wyeliminowany. Będziemy współpracować, dzielić się informacjami i wspólnie patrolować granice. To nie jest propozycja. To jest rozkaz. Kto się nie podporządkuje, zostanie uznany za sprzymierzeńca kundli i wroga nas wszystkich. A jak traktuję wrogów, właśnie mieliście okazję zobaczyć.
Moje spojrzenie kolejno omiotło każdego z przywódców. Nikt już się nie uśmiechał. Nikt nie drwił. W ich oczach widziałam strach, ale i nowy rodzaj szacunku. Władza, o której zapomnieli, właśnie brutalnie przypomniała im o swoim istnieniu.
– Czy ktoś ma jakieś obiekcje? – zapytałam lodowatym tonem.
Cisza była moją odpowiedzią.
CZYTASZ
She alpha
LosoweWiecie jak to jest być tą inną. Inni na moim miejscu by się cieszyli,a ja zamiast tego uciekłam od obowiązków, które zdobyłam. A teraz muszę wracać z powrotem do miejsca, w którym się wychowała. Okładka mojego autorstwa.
