Dni, które nastąpiły po naszej ucieczce z Wrzosowisk, upłynęły w atmosferze zimnej, zdyscyplinowanej żałoby. Strach nie zniknął – wręcz przeciwnie, osiadł w murach domu jak trujący grzyb – ale ja postanowiłam przekuć go w broń. Nasz dom stał się koszarami. Spokojne poranki zastąpiły brutalne sesje treningowe, które Max prowadził z bezlitosną surowością. Mężczyźni uczyli się walczyć w formacjach, a nawet najmłodsi chłopcy, pod czujnym okiem Jake'a, który wciąż kuśtykał, ćwiczyli podstawowe techniki uniku i obrony. Koniec z dzieciństwem. Pakt Cienia ukradł im je tej nocy.
Ja sama stałam się duchem we własnym domu. Godzinami przesiadywałam w bibliotece, która stała się moim sanktuarium i jednocześnie celą. Dziennik przodka leżał otwarty na biurku, a obok niego piętrzyły się stosy starych ksiąg, map i zwojów – cała spisana historia mojej watahy. Szukałam jednego, małego symbolu. Półksiężyca. ☽.
Przejrzałam każdy dokument. Każdy rodowód, każdą kronikę. Znałam na pamięć traktaty o granicach i opisy legendarnych bestii. Ale o symbolu księżyca nie było ani słowa. Nic. To tak, jakby wróg, z którym walczyliśmy, nie istniał w historii. Jakby był cieniem bez przeszłości.
– To niemożliwe – mruknął Max pewnego wieczoru, gdy we trójkę, ja, on i Jake, po raz kolejny bezowocnie wertowaliśmy stare tomy. – Taka organizacja nie powstaje znikąd. Ktoś musi o nich wiedzieć.
– Może nasi przodkowie nie wiedzieli – odparł Jake, masując zranioną nogę. – Albo bali się o tym pisać.
– Albo ich historia leży gdzie indziej – powiedziałam, a w mojej głowie zakiełkował desperacki pomysł. Spojrzałam na nich. – W mieście mam znajomego. Pracuje w laboratorium kryminalistycznym.
Max natychmiast zmarszczył brwi. – Outsider? Rebeko, po tym wszystkim chcesz zaufać komuś spoza watahy? Nie wiemy, kto jest kim.
– On nie należy do żadnej watahy – wyjaśniłam, przypominając sobie jego historię. – Stracił swoją, gdy był dzieckiem. Wybili ją do nogi. Mówił, że to były kundle. Ale co, jeśli to nie były zwykłe kundle? On stracił wszystko tak jak my. Nienawidzi ich tak jak my. A co najważniejsze, jego ród pochodził z zupełnie innej części kraju. Mógł mieć dostęp do wiedzy, o której nasi przodkowie nigdy nie słyszeli.
– To ogromne ryzyko – upierał się Max. – Jeśli Pakt jest tak wszechobecny, jak sugeruje dziennik, on może być jednym z nich.
– To ryzyko, które muszę podjąć – ucięłam dyskusję, a mój głos nie znosił sprzeciwu. – Utknęliśmy. Potrzebujemy nowego tropu, a on jest naszą jedyną szansa.
Następnego dnia, po raz pierwszy od tygodni, opuściłam posiadłość. Zostawiłam Maxa i Jake'a na czele, wydając im ostatnie rozkazy. Potem przebrałam się w strój, który był moją drugą skórą – eleganckie spodnie, jedwabną koszulę i szpilki. Z alfy watahy na wojennej ścieżce znów stałam się modelką wracającą do swojego apartamentu w mieście.
Wsiadłam do mojego Audi i ruszyłam w stronę cywilizacji. Miasto, które kiedyś było dla mnie ucieczką, teraz wydawało się pułapką. Każdy przechodzień mógł być wrogiem, każdy cień krył w sobie zagrożenie.
Zadzwoniłam do mojego znajomego, Davida, i umówiłam się z nim w miejscu publicznym, ale dyskretnym – w cichej kawiarni na tyłach Muzeum Narodowego.
Czekał na mnie przy stoliku w rogu. Jego twarz była zmęczona, a w oczach czaił się ten sam rodzaj smutku, który widziałam u wielu samotnych wilków.
– Rebeka – powiedział na powitanie, z lekkim uśmiechem. – Rzadko zaszczycasz to miasto swoją obecnością ostatnio. Myślałem, że dzikie ostępy wciągnęły cię na dobre.
– Chciałabym, żeby to były tylko dzikie ostępy, David – odparłam, siadając naprzeciwko niego. Nie traciłam czasu na pogawędki. Wyjęłam telefon, otworzyłam zdjęcie, które zrobiłam stronie z dziennika, i położyłam go na stole. – Powiedz mi, czy kiedykolwiek widziałeś ten symbol?
David spojrzał na mały, niedoskonały rysunek półksiężyca. Jego uśmiech zniknął. Zmarszczył brwi, przysuwając telefon bliżej. Przez chwilę myślałam, że nic z tego nie będzie. Ale potem zobaczyłam, jak cała krew odpływa mu z twarzy. Jego ręka, trzymająca telefon, zaczęła lekko drżeć. Podniósł na mnie wzrok, a w jego oczach malował się strach, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziałam.
– Gdzieś ty to znalazła? – wyszeptał, a jego głos był ledwo słyszalny.
CZYTASZ
She alpha
LosoweWiecie jak to jest być tą inną. Inni na moim miejscu by się cieszyli,a ja zamiast tego uciekłam od obowiązków, które zdobyłam. A teraz muszę wracać z powrotem do miejsca, w którym się wychowała. Okładka mojego autorstwa.
