Rozdział 42

5.1K 349 24
                                        

W pierwszy dzień świąt pojechaliśmy do sąsiedniego miasteczka w odwiedziny do rodziny taty, której nie widzieliśmy od kilku miesięcy. Nigdy bez niego tam nie jeździliśmy a i nawet on się do tego zmuszał. Byli całkowicie inny - mieli swoje dziwne zasady, których się trzymali, a moim zdaniem w ogóle nie miały one sensu. I za grosz humoru. Śmiech babci czy też wujka słyszałam zaledwie dwa razy w swoim życiu. Nikt z naszej czwórki nie kwapił się, aby tam pojechać bez większego powodu, dlatego spotykaliśmy się tylko na święta. Nie przeszkadzało mi to. Nienawidziłam udawać sympatii do kogoś, kogo nie lubię, a przy nich tak było. 
Przyjechaliśmy na obiad, podczas którego omawiane były typowe tematy; polityka, praca i plany na najbliższą przyszłość. Nie odzywałam się za dużo jedynie się przysłuchiwałam. Nigdy nie byłam typem osoby, która bierze aktywny udział w grupowych rozmowach. Nawet przy rodzinie.
Po południu, gdy siedzieliśmy przy stole jedząc ciasto i pijąc kawę, ponownie odłączyłam się myślami. Przez to, że obok mnie zajęła miejsce moja kuzynka, a po drugiej stronie Angela i obie biały udział w konwersacji, spokojnie mogłam pisać sms'y z Lauren, która robiła dokładnie to samo co ja - nudziła się przy rodzinie. Moja mama szybko zauważyła, że ich nie słucham, bo gdy chrząknęła, a ja podniosłam na nią wzrok, uśmiechnęła się i pokręciła głową. Nie przeszkadzało jej to. Lubiła Lauren i cieszyło ją to, że znalazłam osobę, która tak bardzo mnie uszczęśliwia.
Właśnie czytałam sms'a od Lauren, która streszczała jej rozmowę z dziewięcioletnią kuzynką, która opowiadała jej o problemach z chłopakami i hamowałam śmiech, gdy usłyszałam głos wujka:
- A Ty, Camila?
Podniosłam od razu wzrok, gdy usłyszałam swoje imię. Wszyscy patrzyli na mnie i czekali aż odpowiem na zadane mi pytanie, a ja nie miałam pojęcia o co mnie zapytał. Nawet nie wiedziałam o czym rozmawiali wciągu ostatnich dziesięciu minutach.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Jakie było pytanie? – chrząknęłam i napiłam się kawy.
- Jak Twoje sprawy miłosne? – ponowił pytanie. – Masz chłopaka?
Zagryzłam nerwowo dolną wargę i z zakłopotaniem spojrzałam na rodziców. Nie wiedziałam czy mogę powiedzieć prawdę czy lepiej będzie, gdy skłamię. Nie chcę, aby później mieli z nimi jakieś sprzeczki z mojego powodu, bo byłam w stu procentach pewna, że mnie nie zaakceptują.
Próbowałam wyczytać z oczu mojej mamy czy mogę się przyznać, ale nie dałam rady. Uśmiechała się tylko delikatnie tak samo tata. Gdy otwierałam usta, aby się odezwać, moja mama mnie wyprzedziła.
- Camila jest szczęśliwie zakochana – odpowiedziała. – I nie ma chłopaka.
- Nie? – prychnęła babcia. – To niby w kim? Chyba nie w dziewczynie? – zakpiła.
- Właściwie to tak – odparła.
Nastała cisza, podczas której słychać było tylko tykanie zegara. Nie miałam pojęcia czego mogę się spodziewać, bo tak naprawdę ich nie znałam. Jak byłam małym dzieckiem często spotykaliśmy się z rodziną od strony mojej mamy, która była przeciwieństwem tej od taty. Wiem jak oni by zareagowali, bo ich znałam. Mimo że mieszkamy nieco daleko od siebie, utrzymujemy stały kontakt i gdy tylko coś się dzieje u mojej kuzynki, zawsze dzwoni do nas. Możemy na siebie liczyć, nie to co z nimi.
Zdziwiłam się, gdy poczułam jak dłoń Angeli zaciska się na mojej w geście wsparcia. Od kiedy wróciła nie zamieniła ze mną praktycznie ani jednego słowa i cały czas mnie unikała jak tylko mogła. A teraz chce okazać mi wsparcie. Może ona naprawdę potrzebowała czasu?
Usłyszałam jak wujek wypuścił długo wstrzymywane powietrze, a babcia chrząknęła i niespokojnie poruszyła się na swoim miejscu.
- Dziewczynę? – zapytał z nutą kpiny. – Przecież to..
- Normalne – wszedł mu w słowo mój tata i oparł się łokciami na stole. – Miłość to miłość, John.
- Ależ to karygodne! – uniosła się moja babcia. – To jest choroba, a nie miłość! Homoseksualizm trzeba leczyć to nie jest normalne. Nie rozumiem waszego postępowania. Może jeszcze się cieszycie?
- Tak – uniosła się tym razem moja mama. – Nie wiecie przez co Camila przechodziła i nie wiecie również jak zmieniła się pod wpływem swojej dziewczyny. Jest szczęśliwa, w końcu.
- Ale to nie istnieje! – krzyknęła babka. – Jak możecie to akceptować?! Koniec z końcem i tak znajdzie sobie faceta, a teraz po prostu chce odbiec od normy. Może to jest teraz w modzie? Chce być zauważona?
- Co to za stek bzdur? – odezwała się moja siostra, która jak dotąd milczała. Nie spodziewałam się, że stanie w mojej obronie. – Jesteście chorzy.
- Coś powiedziała?
Wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Ona tylko przewróciła oczami.
- Też miałam takie głupie zdanie jak wy – powiedziała jakby z pogardą i obrzydzeniem do samej siebie. – Ale wy naprawdę jesteście w błędzie. Nie odzywałam się do niej przez to, ale zrozumiałam to ostatnio, gdy zobaczyłam jak one na siebie patrzą. Miałam czterech chłopaków i ani jeden z nich nie patrzył na mnie z taką miłością i troską jak Lauren na Camilę. To jest prawdziwa miłość, więc dlaczego miałaby z niej zrezygnować? Bo chyba nie z waszego powodu.
- Prawdziwa miłość? – prychnęła babcia. – Dziecko, Ty chyba nie wiesz co to znaczy.
- A Ty wiesz? Byłaś z dziadkiem tylko dla pieniędzy i zostawiłaś go, gdy zbankrutował. To może jest prawdziwa miłość? – teraz to ja zaczęłam atakować. Wstałam i spojrzałam na nią. Patrzyła na mnie zdziwiona, nie wiedziała, że potrafię się tak unieść. Zawsze uchodziłam za spokojne dziecko. – Wy gówno wiecie co to znaczy. Moich rodziców wiąże prawdziwa miłość, bo mimo kilometrów i problemów przez jakie musieli przebrnąć wciąż są razem i się kochają. Mnie i Lauren też łączy coś takiego. Mimo wszystkich problemów, które stają na naszej drodze, mimo nie akceptacji ze strony jej rodziny, jej byłego chłopaka, mimo wszystko jesteśmy razem, ufamy sobie jak nikomu innemu i nigdy z tego nie zrezygnujemy. – Zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Przeszliśmy do przedpokoju zostawiając ich w szoku przy stole. Jednak kiedy ubrałam buty i kurtkę, oni stali w progu.
- I mam gdzieś to czy mnie akceptujecie, czy nie. Ważne, że moi najbliżsi to robią.
Obok mnie stanęła moja siostra i moi rodzice. Cieszyłam się mimo całej tej sytuacji, uświadomiła mi tylko, że zawsze mogę na nich liczyć i zawsze staną w mojej obronie.
Mój tata otworzył drzwi i przepuścił nas w nich. Moja mama jednak zatrzymała się i odwróciła się do nich.
- Nigdy was nie lubiłam, jesteście nudni – wyznała, a ja parsknęłam śmiechem razem z tatą i siostrą. – A i mamo – zwróciła się do babci – Nigdy nie smakowały mi Twoje ciasta.
Uniosła głowę w górę i przekroczyła próg drzwi, a zaraz za nią mój tata. Od razu podążyliśmy na parking.
- W końcu to powiedziałam – powiedziała dumna z siebie. Zaczęliśmy się śmiać jeszcze głośniej. Całą tę sytuację będziemy na pewno wspominać śmiejąc się.
- Czemu nigdy jej tego nie powiedziałaś? – zapytał tata otwierając przed nią drzwi.
- Z szacunku, skarbie, z szacunku. – Cmoknęła ustami i wsiadła. Wszyscy zajęliśmy swoje miejsca, zapięliśmy pasy, a mój tata odpalił silnik i odjechał.
- A teraz zawieź mnie na moją kanapę. – Położyła dłoń na jego, która spoczywała na jej kolanie i odwróciła się do nas. – Lody, filmy i gorąca czekolada? – Uśmiechnęła się szeroko, a my od razu pokiwałyśmy głową. Tak dawno nie spędzałyśmy tak razem czasu. Jeszcze przed wyjazdem Angeli to była nasza tradycja. Co sobotę puszczałyśmy thrillery i jadłyśmy kilogramy lodów, które zapijałyśmy gorącą czekoladą. Kochałam te wieczory. Niestety, gdy siostra wyjechała, a mama zaczęła prowadzić sklep, wszystko się zmieniło. Przez te święta zaczęłam naprawdę dochodzić do wniosku, że one przybliżają ludzi.

What if? /Camren Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz