Camila POV
Minęło kilka dni, wciągu których Lauren troszczyła się o mnie jeszcze bardziej. Czułam, że to przez to co wydarzyło się na meczu i musiałam przyznać.. to było kochane. Przez to wiedziałam, że dziewczyna naprawdę o mnie kocha. Pisała częściej słodkie sms'y i zapewniała, że jestem dla niej tą jedyną i to mnie kocha najbardziej. Za każdym razem, gdy słyszałam te słowa z jej ust albo je czytałam, ogromny rumieniec wkradał się na moje policzki, a serce przyspieszało. Była tak wspaniałą osobą i mimo że w związku byłyśmy niecały miesiąc, wiedziałam, że to z nią chcę spędzić resztę życia. Lauren to osoba, przy której mogłabym się codziennie budzić i zasypiać. Kochałam ją naprawdę mocno. Nigdy nie wierzyłam w słowa osób, które mówiły, że bezgranicznie kochały swojego partnera lub partnerkę. Zawsze sądziłam, że bezgraniczna miłość istnieje tylko między rodzicem a dzieckiem. Myliłam się. Taka miłość łączyła właśnie mnie i Lauren. Obie byłyśmy w stanie zrobić dla siebie wszystko, dosłownie. Tak bardzo pragnę jej szczęścia, że potrafiłabym ją zostawić, gdyby to jej zapewniło lepsze samopoczucie. Chociaż wiedziałam, że nigdy tego nie zapragnie, ale zrobiłabym to.
Moje przemyślenia przerwał dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mojego taty, więc odłożyłam długopis, który trzymałam w dłoni i odebrałam z uśmiechem na twarzy.
- Cześć, tato.
- Cześć, księżniczko. - Usłyszałam jego wesoły głos, który od razu poprawił moje samopoczucie. Kochałam z nim rozmawiać, zawsze mnie wysłucha i co najważniejsze - zrozumie.
Najgorsze było tylko to, że mimo iż często dzwoni, nie mogłam być obok niego. Niejedną rozmowę wolałabym przeprowadzić z nim twarzą w twarz, ale niestety.
- Słyszałem newsy - pochwalił się, przez co się zaśmiałam. A więc mama mu powiedziała.
- Lauren, tak? Mama mówiła, że jest Twoim ideałem i sama ją polubiła, więc coś musi być na rzeczy.
- Jest, jest - zaśmiałam się i mimowolnie wyobraziłam sobie brunetkę. - Tak, o dziwo polubiła. Nawet była na jej meczu.
- To też słyszałem - powiedział dumnie. Mimo że jest tysiące kilometrów od nas, wie wszystko. - Opowiedz mi coś o niej, bo wiesz. Mama zawsze mogła o czymś zapomnieć, a Ty już sama z siebie nie raczysz zadzwonić.
- Przepraszam - wyszeptałam czując się z tym naprawdę źle. Kochałam go, ale często nie miałam czasu albo po prostu zapominałam. - Co Ci mam opowiedzieć?
- Jaka jest. Ale nie opisuj z wyglądu, bo wierzę na słowo, że piękna.
Uśmiechnęłam się szeroko. Gdyby tylko wiedział jak.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam opowiadać. Słowa same wychodziły z moich ust. Powiedziałam czym się interesuje, jak opiekuńcza i troskliwa względem mnie jest. Podałam nawet kilka sytuacji i opisałam jakieś śmieszne wspomnienie z nią. Wspomniałam również, że kocha sport i bardzo dobrze się uczy.
Mówiłam bez przerwy przez chyba dziesięć minut. Jak zaczarowana. Uśmiech nie schodził z moich ust, bo cały czas wyobrażałam sobie Lauren.
W końcu skończyłam nie wiedząc czy wciąż jest po drugiej stronie, czy nie zasnął. Czekając na jakikolwiek odzew, sięgnęłam po kubek z kawą, która leżała na biurku obok sterty książek.
- Nawet nie wiesz jak miło mi się tego słuchało - przyznał. - Cieszę się, że po tym co przeszłaś, znalazłaś sobie kogoś takiego.
- Przyznaj, wiedziałeś, że podobają mi się dziewczyny, prawda?
- Tak - zaśmiał się. - Wiedziałem, ale wolałem poczekać aż sama się przyznasz. Nie chciałam Cię przystawiać do ściany, wiedziałem, że musisz sama do tego dojść.
- Dziękuję - odparłam. Kochałam swoich rodziców za to jak łatwo to przyjęli.
- Nie masz za co. Zawsze będziesz moją córką i zawsze powtarzam, że miłość to miłość.
- Tylko Angela..
- Nią się nie martw - powiedział od razu. - Wiesz jaka jest Twoja siostra. Przejdzie jej. Wracając do tematu, mam nadzieję, że poznam Lauren.
- Z tego co mi wiadomo ani jak, ani ona nie mamy w planie się rozstać.
- I dobrze. Dawno nie słyszałem takiej radości w Twoim głosie, co dzisiaj - powiedział, a ja się uśmiechnęłam. - Wiedziałem, że po Twojej depresji wciąż coś Cię dręczy i nie wyszłaś z tego całkiem. Słyszałem to po Twoim głosie, a teraz.. Wiem, że ona Cię uszczęśliwiła i Ci pomogła.
- Wow, wiedziałeś?
- Nie jestem taki głupi jak niekiedy sądzi Twoja mama, Camila - zaśmiał się, a ja razem z nim. - Dobrze, kochanie. Muszę kończyć, bo niedziela niedzielą, ale praca wzywa. Cieszę się, że znów słyszę nutkę szczęścia w Twoim głosie. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, tato. Miłego dnia. - Rozłączyłam się i odstawiłam telefon obok jednej z książek. Byłam w szoku, bo dotąd myślałam, że dobrze się maskowałam. Może potrafię się uśmiechać, gdy wszystko się sypie, ale tonu swojego głosu chyba nie potrafię zmienić.
Gdy otwierałam książkę do angielskiego, usłyszałam dźwięk telefonu. Tym razem był to sms.
Gdy go przeczytałam, uśmiech od razu wpłynął na moją twarz.
CZYTASZ
What if? /Camren
Hayran KurguCo niosą za sobą tajemnice i zakazana miłość? Okładka wykonana przez: @FuneralBlues86
