二十四

208 25 2
                                        

Wszedłem do domu Kaito, omijając policyjne taśmy i wszechobecnych techników oraz innych parobków. Świat wokół mnie jakby na chwilę przestał istnieć. Przechodząc przez korytarz słyszałem ludzi, którzy składali mi kondolencję. Ja jednak ich ignorowałem i kierowałem się za odgłosem płaczu. W salonie na jednej z ścian znajdowało się kilka znaków. Nie mogłem ich rozczytać, bo skupiłem się na bezwładnie leżącym ciele. Nagle płacz przybrał na sile, a dopiero wtedy zrozumiałem, że świat obok mnie istnieje. Ktoś próbował mnie odsunąć od ciała przyjaciela. Kierowany jego sugestiami, usiadłem na kanapie obok matki chłopaka. Kobieta była przytulona do szefa i głośno łkała. Kagawe obejmował ją ramieniem, jakby chcąc dać jej oparcie, jednak po jego twarzy też spływały łzy. Nagle i ja poczułem pieczenie w oczach, a po chwili ciepłe krople zaczęły spadać mi po polikach. Wokół ciała Kaito kręciło się zbyt wiele osób. Każdy omijał wielką plamę krwi, która pokrywała połowę podłogi. Czułem jak moje ciało traci jakąkolwiek siłę. Oparłem się łokciami  o swoje nogi i ukryłem twarz w dłoniach.

-To twoja wina... przenosisz pracę do domu. Od zawsze to robiłeś.- Matka mojego przyjaciela odsunęła się od męża i spojrzała na niego, spuchniętymi oczami, przepełnionymi nienawiścią i żalem.- Nasz syn... nasz jedyny syn, jest teraz martwy.

-To nie...

-To twoja wina.

Myślałem, że kobieta go uderzy i wyjdzie, jednak ona ponowne wtuliła się w jego tors i zaczęła płakać jeszcze głośniej. Nie widziałem co mam ze sobą zrobić. To działo się zbyt szybko. Podniosłem się z kanapy, wyminąłem załamanych rodziców i chwiejnym krokiem podszedłem do jedynego znajomego mi policjanta. Resztkami sił podałem mu dłoń i zmusiłem się, aby rozpocząć jakąś rozmowę.

-Tarumi, co się tutaj stało?

-Pani Kagawe przyjechała go odwiedzić. Zobaczyła go martwego w kałuży krwi. Podciął sobie żyły, ale najpierw napisał Sayu o ataeru na ścianie. [Oddajcie Sayu]

Odwróciłem się w stronę, którą wskazywał mężczyzna. Na szarej ścianie znajdowały się znaki, jednak mimo to początkowo miałem problem z ich rozczytaniem przez fakt, że krew lekko się rozmazała. 

-Czyli to Doku?

-Tak. Nie ma co do tego wątpliwości.

-Ale młoda Yagami...

-Ma współpracownika.

-Kto mógłby jej pomóc?

-Badamy to.- Mężczyzna rozejrzał się po pokoju, jakby kogoś szukał.- Jej matka znajduje się w domu starców, a dziewczyna nie chce rozmawiać. Jest na skraju załamania.

-Czyli znowu jesteśmy w punkcie wyjścia?

-Nie. Mamy Doku, nie mamy jej pomocnika.

-Ale to bezsensowne. Naprawdę uważacie, że ktoś byłby tak lekkomyślny i sam się ujawnił?

-Najwidoczniej wie o trzynastu dniach i zaczął działać. Sayu musi mu być bliska, skoro tak o nią walczy.

-Kagawe nie odda mu jej teraz. Nie po tym jak...- Zatrzymałem się, nie mogąc wypowiedzieć tych słów. Na myśl o nim, ponownie poczułem pieczenie w oczach.- Nie po tym, jak on zabił jego syna.

-Fakt, stary Kagawe będzie ciągnął to tak długo, aż go nie złapie i posadzi na krześle. A uśnie spokojnie, kiedy w telewizji pokażą jego egzekucję.

-Przecież morderców się wiesza.

-To drugi przypadek ingerencji Shinigami w nasze życie, za pomocą notatnika dla ludzi. Trzeba w końcu pokazać jak kończą ci, którzy spoufalają się z tymi istotami. Nie można tuszować kolejnej śmierci, tak jak w przypadku Light'a.- Mężczyzna podrapał się po głowie i ponownie rozejrzał się wokół siebie, jakby w poszukiwaniu czegoś niewidzialnego.- Mam cały czas wrażenie, że ktoś tutaj z nami jest.

Deus RidensOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz