Zaubermaus

10.8K 525 307
                                        

Doszedłem do biura i natychmiast usiadłem za biurkiem. Podparłem głowę na rękach i zmarszczyłem brwi próbując ujarzmić rozbiegane myśli. Mimo porządnej filiżanki mocnej kawy moje ciało nie było ani trochę ożywione. Westchnąłem i wziąłem w dłoń pierwszy zestaw akt. Przeczytałem pierwsze zdanie bezmyślnie. Spróbowałem znowu. I znowu. I jeszcze raz. ,,Wir werden Gefangene transferieren''. ,,Wir werden Gefangene transferieren''. ,,Wir werden Gefangene transferieren''. Prychnąłem poirytowany próbując skupić się na pracy i wreszcie przeczytać to zdanie ze zrozumieniem, lecz po mojej głowię pałętały się tysiące innych myśli. Czy dziewczyna będzie w kawiarence codziennie o tej samej godzinie? A może pracuje tam całodniowo? Po około 15 próbach przeczytania zdania straciłem cierpliwość.

- Freitag! - krzyknąłem poirytowany. Wysoki i chudy mężczyzna natychmiast pojawił się przy moim biurku.

- Oficerze - zasalutował i spojrzał na mnie wyczekującym spojrzeniem.

- Masz tu akta, uporządkuj je i przejrzyj - powiedziałem wstając od biurka. Friedrich Freitag spojrzał na mnie lekko zaskoczonym wzrokiem.

- Coś się stało? - spytał chłopak.

- Nie, ale muszę udać się w jedno miejsce i sprawdzić pewną osobę. Głównie zdobyć o niej informacje - powiedziałem. Nie było to kłamstwo. No może trochę. W każdym razie rzeczywiście miałem zamiar kogoś sprawdzić. Nałożyłem czapkę i odszedłem zostawiając młodego żołnierza ze stosem akt i nietęgą miną.

Wyszedłem szybkim krokiem na słoneczne ulice Warszawy. Ludzie obrzucali mnie nerwowymi spojrzeniami, niektórzy przyciągali bliżej siebie swoje dzieci. Przywykłem do tego i nie przejmowałem się tym zbytnio. Sianie postrachu to w końcu część mojej pracy. Nie rozumiałem tylko jednej rzeczy. Dlaczego mieszkańcy tego kraju nie przyjmują podziału? Nadludzie, podludzie to przecież proste. W pełni zgadzałem się z Führerem i jego poglądami. Moje rozmyślania przerwało pogardliwe spojrzenie rzucone w moją stronę przez około dwudziestoletniego chłopaka. W jego wzroku można było dostrzec pogardę i nienawiść skierowaną w moją stronę. Z reguły jestem cierpliwym człowiekiem, lecz nie będę się godził na takie spojrzenia ze strony tych polskich świń. Natychmiast ruszyłem w stronę chłopaka.

- Czyżbyś zauważył coś degustującego, mein Lieber? - spytałem stając przed nim patrząc mu głęboko w oczy. O dziwo, wypełniająca je arogancja nie zniknęła tylko przybrała na sile.

- Zabiliście moją matkę - wysyczał chłopak pełnym nienawiści głosem. Zaśmiałem się głośno i spojrzałem na niego z rozbawieniem.

- Chodzi ci o tą starą kobietę, która weszła w drogę mojemu oddziałowi pierwszego dnia? - spytałem napełniając moje słowa ogromną dozą złośliwości. Zobaczyłem jak chłopak zaciska pięści i zęby. Zawsze bawiły mnie takie sceny, tak łatwo było ich zirytować. - W takim razie przepraszam - po tych słowach odwróciłem się i odszedłem parę kroków sprawiając wrażenie jakbym miał odejść. Przechodzący obok ludzie udawali, że nie widzą tego co się dzieje, lecz widziałem ich zaciekawione i przerażone spojrznia. Nie miałem jednak zamiaru odpuścić temu bezczelnemu gnojkowi. Odwróciłem się, obrzuciłem chłopaka rozbawionym spojrzeniem:

- Zmieniłem zdanie - wypowiadając te słowa sięgnąłem po pistolet przy moim pasie. Wycelowałem go prosto w zaskoczoną twarz dwudziestolatka i strzeliłem. Huk, który wypełnił ulicę przyniósł po sobie ciszę. Nikt nie miał odwagi nic powiedzieć. Ciało Polaka upadło na ziemię nieruchome. Wszyscy zamarli. Oprócz pewnej brunetki, która zazwyczaj uśmiechnięta, teraz na twarzy miała przerażenie.

- Stasiu? - usłyszałem głos Wandy Starskiej za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem kelnerkę z siatką warzyw w ręku. Po chwili torba wylądowała na chodniku uwalniając całą swoją zawartość. Brunetka podbiegła do chłopaka i położyła dwa palce na jego szyi.

- Meine Liebe, odsuń się - powiedziałem najpierw spokojnie, lecz dziewczyna nie zareagowała. Nadal gorączkowo szukała u 'Stasia' jakichkolwiek oznak życia. Nie lubiłem niesubordynacji. Bardzo nie lubiłem niesubordynacji. - Powiedziałem odsuń się!

Dziewczyna powoli podniosła się z ziemi i obróciła się twarzą w moją stronę. Bez słowa.

- Danke, Zaubermaus - powiedziałem nonszalancko mimo tego, że w środku czułem się strasznie. Broń Boże, nie dlatego, że zabiłem tego prostaka. Chodziło o to, że Wanda była tego świadkiem. W jej spojrzeniu nie pozostało już nic z dzisiejszego poranka. Uprzejmość i wesołość ustąpiły przerażeniu i rozpaczy. Uśmiech, który jeszcze dziś rano nie schodził jej z twarzy teraz wydawał się jakby odległą przeszłością. Dziewczyna dygotała, a jej oczy zrobiły się szkliste. Ludzie patrzyli na scenę z ciekawością i niemym strachem.

- Nic się tu nie dzieje! Wracajcie do roboty! - krzyknąłem, a Warszawiacy rozeszli się w pośpiechu. Podszedłem do dziewczyny i dotknąłem jej ramienia.

- Chodź ze mną - powiedziałem cicho.

- Nigdzie z tobą nie pójdę ty zdradziecki Szkopie - warknęła Wanda i spojrzała mi w oczy z pogardą. O dziwo nie poczułem wściekłości. Wypełniło mnie uczucie podobne do smutku. Nie chciałem by Wanda była na mnie zła i niezbyt rozumiałem dlaczego przejmuje się śmiercią jakiegoś bezczelnego gówniarza.

- Proszę cię, uspokój się. Idziesz ze mną - powiedziałem i zdecydowanym ruchem pociągnąłem ją za sobą. Dziewczyna nie próbowała się wyrywać, lecz widziałem, że najchętniej uderzyłaby mnie w twarz. Szybko pokonaliśmy drogę do mojego mieszkania. Otworzyłem drzwi i wpuściłem ją do środka. Polka nieśmiało weszła do pomieszczenia i rozejrzała się dookoła.

- Usiądź - powiedziałem wskazując ręką na kanapę. Brunetka powoli podeszła do niej i usiadła splatając ręce na kolanach.- Napijesz się czegoś? - spytałem widząc, że dziewczyna jest bardzo blada. Wanda pokręciła przecząco głową. Usiadłem na fotelu naprzeciwko niej i zacząłem rozmowę.

- Musisz się uspokoić.

Dziewczyna otworzyła oczy szeroko i spojrzała na mnie z mieszaniną złości i zaskoczenia.

- Uspokoić? Zabił pan właśnie mojego sąsiada, a ja mam się uspokoić? - w jej głosie słyszałem wyraźną rozpacz. Jej oczy, do tej pory były szkliste, przyćmione nagromadzonymi łzami, które teraz zaczęły ściekać po jej bladych policzkach. Brunetka ukryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać. Toczyłem ze sobą wewnętrzną walkę. Nie wiedziałem, czy powinienem podejść do dziewczyny czy może siedzieć i czekać aż jej się polepszy. Wybrałem pierwszą opcję i podszedłem do Wandy. Usiadłem obok niej na kanapie i położyłem dłoń na jej rozdygotanych ramionach przyciągając ją do siebie. Polka odkryła twarz i spojrzała na mnie zaskoczonym spojrzeniem, lecz już po chwili przytuliła się do mnie z wyrazem wdzięczności na twarzy.

- Co ja robię, dopiero co zabił pan Stasia - dziewczyna nagle oderwała się ode mnie i otarła oczy.

Jetzt geht das schon wieder los...

- O Boże, a jeśli ktoś mnie tu zobaczy? - zawołała przerażona Wanda. - Nie, nie, to musi się skończyć - zerwała się z kanapy i szybko założyła sweter przewieszony przez jej oparcie. - Żegnam - po tych słowach wybiegła z mojego mieszkania w niesamowitym pośpiechu zostawiając mnie samego.

Die Order [zakończone]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz