Opowiedziałam mu wszystko. Nie planowałam tego, chciałam opowiedzieć tylko ogólnie o sytuacji z Thomasem, a powiedziałam wszystko. Dosłownie. Nie wiem nawet w którym momencie zaczęłam mówić o Jasiu. O tym skąd się wziął, o tym dlaczego akurat ja się nim opiekuję. Heinrich patrzył na mnie z niedowierzaniem przez cały czas. Gdy w końcu przestałam mówić doszło do mnie co zrobiłam. Spotkałam go po tak długim czasie, widziałam jak bardzo się zmienił, a mimo to powiedziałam mu o rzeczach o których żaden niemiecki żołnierz nie powinien wiedzieć. Spojrzałam na niego przerażona. Nie wiedziałam co się wydarzy. Nastała cisza. Nie potrafiłam znieść tego stanu.
- Heinrich? - wyszeptałam. Mężczyzna pokręcił głową jakby z niedowierzaniem i odwrócił wzrok.
- Wiesz co teraz powinienem zrobić? - spytał wciąż na mnie nie patrząc. Spuściłam wzrok i cicho wymamrotałam.
- Wiem.
Blondyn patrzył na mnie w milczeniu. Miałam wrażenie, że stał się taki jak wtedy na ulicy. Chłodny, surowy. Wydawał się nawet trochę zły.
- Oddaj mi Jasia - wypalił nagle. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
- Słucham? Heinrich, o czym ty mówisz? - zaczęłam się jąkać. Czułam się słabo, jakbym zaraz miała zemdleć. Chyba cała krew odpłynęła mi z twarzy.
- Nie mogę tego zignorować. Ja... Ja dostałem rozkaz. Boże, dlaczego ja się za to brałem? - mówiąc złapał się za głowę. Widziałam ból w jego oczach, lecz wciąż nie wiedziałam o co chodzi. A może po prostu nie chciałam wiedzieć.
- Kazali mi Wandziu, błagam, zrozum. Ja... Ja muszę wykonywać rozkazy. Boże, to był rozkaz - Heinrich mówił coraz szybciej i niedokładniej. Widziałam, że przeżywa bardzo silne emocje. Moje serce zaczęło bić szybciej, a krew w żyłach jakby przyspieszyła. Zaczęłam nerwowo szarpać rąbek sukienki.
- Heinrich, o czym ty mówisz? - byłam coraz bardziej przerażona, a mój głos się łamał. Miałam wrażenie, że zaraz zasłabnę.
- Kazali mi cię śledzić. Było na ciebie dużo donosów, w sprawie... Żydowskiego dziecka... Ja nie byłem pewien Wandziu, ja miałem nadzieję, że on nie jest Żydem. Ale jego uroda... Oddaj mi go, a nic ci nie zrobimy. Błagam, oddaj mi go - Heinrich sięgnął po moją dłoń, lecz ja gwałtownie się odsunęłam. Okłamał mnie. Widział Jasia już wcześniej, widział mnie. Czułam łzy zbierające się pod powiekami. Jedna z nich ściekła po moim policzku, lecz ja szybko ją otarłam. Nie chciałam by je dostrzegł. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć. Wypełniały mnie dziesiątki emocji, których nie byłam w stanie nazwać. Najwyraźniej czułam trzy z nich: rozpacz, gniew i rozdarcie. Nie mogłam oddać im Jasia. Nie chciałam nawet myśleć o tym co mogłoby się mu stać.
- Nie oddam ci go Heinrich - powiedziałam zdecydowanym głosem. Mężczyzna patrzył na mnie z czystą rozpaczą w oczach. Miałam wrażenie, że zaraz się popłacze. - Rób co musisz.
- Wanda, błagam cię, przemyśl to... - wyszeptał patrząc na mnie szczenięcymi oczami.
- Rób. Co. Musisz - powiedziałam twardo. Chciałam wyglądać odważnie, nieustraszenie, lecz nie byłam pewna czy moja postawa jest wiarygodna. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam mu w oczy. Jednego byłam pewna. Nie odpuszczę.
***
Patrzyłem jej w oczy. Widziałem w nich strach, który tak usilnie starała się ukryć. Podczas pracy w Gestapo nauczyłem się odczytywać nawet najgłębiej skrywane ludzkie emocje. Jej piękne, duże, zielone oczy były teraz wpatrzone we mnie. Czułem się potwornie. Z jednej strony, gdy brałem to zlecenie zdawałem sobie sprawę z konsekwencji. Z drugiej strony, gdy dostałem ten rozkaz nie widziałem Wandy od dawna. Wydawało mi się, że jestem już w pełni 'wyleczony', że będę mógł bez mrugnięcia okiem wyprowadzić ją z mieszkania i zaprowadzić na przesłuchanie. W momencie, w którym znów ją zobaczyłem wszystko się zmieniło. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Niebo było zachmurzone, a słońce lekko wychylało się zza wielkich chmur. Stałem w oknie mojego gabinetu, gdy zobaczyłem ją na ulicy. Miała na sobie czarną sukienkę, a w ręce trzymała siatkę ziemniaków. Wyglądała tak zwyczajnie, tak pięknie. Pamiętam, że przystanęła przechodząc obok siedziby Gestapo i spojrzała na budynek. Odniosłem wrażenie, że pomyślała o mnie. Przez resztę dnia nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Może to źle zabrzmi, ale myślałem o niej nawet w trakcie przesłuchań. Wtedy nie pomyślałbym nawet, że Wanda aż tak mnie znienawidzi. Widziałem, że jest na mnie zła, nie byłem zaskoczony. To co najbardziej bolało mnie w tej sytuacji to właśnie to, że była na mnie zła. Gdy zaczynałem ją śledzić zdawałem sobie sprawę z tego, że właśnie tak się to skończy, lecz co innego zdawać sobie sprawę, a doświadczać czegoś takiego. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Wandy:
- Heinrich.
Podniosłem wzrok i napotkałem jej spojrzenie. Wstałem z kanapy i zacisnąłem zęby. ,, Musisz to zrobić, Fischer '' powiedziałem w myślach. Wyciągnąłem rękę w jej stronę, a ona gwałtownie się odsunęła.
- Nie będę trzymać cię za rękę - powiedziała twardo.
- Chciałem cię przytrzymać bo wychodzimy - odpowiedziałem szorstko. Starałem się brzmieć jak najbardziej obojętnie. Wiedziałem, że muszę z powrotem wyłączyć uczucia. Żołnierz z uczuciami to zły żołnierz.
Wanda skinęła delikatnie głową. Złapałem ją za ramię i wyprowadziłem z mieszkania.
- Co z Jasiem? - spytała zmartwiona Polka.
- Przyślę kogoś po niego - powiedziałem beznamiętnie. Wyszliśmy na ulicę. Ludzie dookoła patrzyli na nas z ciekawością i przerażeniem. Nie zwracałem na nich uwagi. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w siedzibie, oddać ją komuś i odejść. Nie mogłem patrzeć na jej delikatne dłonie, zielone oczy, błyszczące włosy. Cholera by to wzięła. Przecież to nie moja wina, że jest po prostu głupia. Powinna bardziej uważać co robi. Okłamywałem sam siebie. Chciałem odsunąć od siebie wszystkie uczucia, tak jak nauczyli mnie w Gestapo. Stworzyli w mojej psychice 'przycisk', który wystarczyło nacisnąć by wyłączyć empatię, miłość, tęsknotę. Mimo to za każdym razem, gdy widziałem Wandę 'przycisk' ten jakby znikał. Wydobywała ze mnie wszystko co najlepsze. Nie mogłem pogodzić się z faktem, że ją kocham, przecież praktycznie się nie znaliśmy. Ja i Polka? To nie miało prawa bytu. Czułem coraz większy ból patrząc na nią w obecnym stanie. Jej zazwyczaj lśniące, zielone oczy teraz jakby przygasły. Jej twarz była blada i silnie kontrastowała z ciemnymi włosami. Powłóczyła nogami, a ręce trzymała sztywno po bokach. Aż do momentu, w którym dotarliśmy do miejsca przesłuchań. W tej chwili rozpoczął się koszmar, zarówno mój jak i Wandy.
CZYTASZ
Die Order [zakończone]
Historical FictionMajor SS, Thomas Engel zostaje zameldowany w zagarniętej przez Niemców Warszawie. Na miejscu ma zająć się obowiązkami związanymi z jego wysoką pozycją w oddziałach SS. Los jednak chciał by na jego drodze pojawiła się młoda Polka o brązowych lokach...
![Die Order [zakończone]](https://img.wattpad.com/cover/134474989-64-k465251.jpg)