Szeregowy

2.9K 213 104
                                        

Dosłownie kilka minut zajęło mi dowiedzenie się gdzie jest Heinrich. Na moje szczęście siedział w kawiarni przy placu, z którego odjechać miał mój transport. Nie zajęło mi długo dostanie się tam i odnalezienie go. Sukinsyn siedział sobie przy kawce z gazetą i szczerzył się głupio do kelnerki. 

- Ty świnio - wyszeptałem i ruszyłem w jego stronę szybkim krokiem. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się złośliwie, odłożył gazetę i wstał rozkładając ręce w powitalnym geście.

- Thomas, jak miło cię widzieć! Czyżbyś dowiedział się czegoś złego? Nie wyglądasz najlepiej - powiedział z udawaną troską. Był bezczelny, a ja z trudem powstrzymywałem się przed uderzeniem go. 

- Powiedz mi tylko jedno... Spałeś z nią? - siliłem się na spokojny głos, lecz nie przychodziło mi to łatwo. Sam widok jego twarzy potwornie mnie złościł. 

- Oj Thomas, Thomas... Przykro mi to mówić, ale tak. Nie bądź na mnie zły, praktycznie się na mnie rzuciła. Jak to Polki, ciężko im się powstrzymać - zaśmiał się bezczelnie. I w tym momencie nie wytrzymałem. Rzuciłem się w jego stronę i wymierzyłem mu silny cios z pięści. Widocznie się tego nie spodziewał, ponieważ nie zdążył zrobić uniku. Zrobił krok w tył i spojrzał na mnie z furią. Byłem gotów na jego atak, lecz nagle usłyszałem jakiś głos od strony placu. 

- Szeregowy Engel, do mnie w tym momencie! 

Na słowa 'szeregowy Engel' Fischer uśmiechnął się złośliwie. 

- Szkoda, że nasze ostatnie spotkanie przebiegło w taki sposób - powiedział z udawanym smutkiem. - Spoczywaj w pokoju. 

Po tych słowach usiadł z powrotem przy stoliku i zaczął czytać gazetę. Ciężko przełknąłem ślinę i powoli obróciłem się w stronę krzyczącego człowieka. Stał za mną wysoki, dobrze zbudowany generał. Jego twarz miała srogi wyraz tak samo jak jego ogólna postawa. Szybko do niego podszedłem bojąc się konsekwencji. To, że jestem szeregowym nadal bardzo mnie bolało, ale to nie był czas na narzekanie. Zdawałem sobie sprawę, że czekają mnie gorsze rzeczy niż degradacja. Zasalutowałem i stanąłem nieruchomo w oczekiwaniu na reprymendę. O dziwo generał był łagodniejszy niż się wydawał.

- Czy ty jesteś normalny? Tak wykorzystujesz ostatnie chwile poza polem walki? Nie masz się z kim pożegnać? - spytał patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.

- Miałem ale to nie ma już znaczenia - odpowiedziałem cicho. Nie mogłem myśleć o Wandzie i o tym co się stało. Może to wszystko moja wina? Może byłem zbyt chłodny, nieobecny? Może nie czuła się przy mnie bezpieczna? Nie mogłem już nic z tym zrobić. Wyjeżdżałem na front. Prawdopodobnie widziałem to miasto po raz ostatni. Rozejrzałem się dookoła. Może dziwnie to zabrzmi, ale będę tęsknił za Warszawą tak jak do niedawna tęskniłem za Berlinem. 

- Dobra, nie zadaję pytań. Zaraz jedziemy - powiedział mężczyzna i odszedł. Stałem w miejscu bez ruchu. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić więc wziąłem walizkę w rękę i ruszyłem w stronę dużego samochodu. Nagle usłyszałem ciężkie uderzenia wojskowych butów na bruku. 

- Engel! Kurna Engel! Stój! 

Odwróciłem się i zobaczyłem biegnącego w moją stronę Schneidera. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu wkradającego się na moje usta. Mężczyzna widząc to uśmiechnął się głupkowato. Dobiegł do mnie i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.

- Nie wierzę, że już cię nie będzie. Przydzielili mi jakiegoś dziwnego przełożonego, nie uwierzyłbyś. Wypala jakieś 10 papierosów  w godzinę i jest jeszcze bardziej wkurzający niż ty - powiedział ze smutnym uśmiechem.

- Zamknij się - zaśmiałem się. Schneider spojrzał na mnie zaskoczony.

- Czy ty właśnie się zaśmiałeś? Przy mnie? Z czegoś co powiedziałem? - zaczął zadawać ironiczne pytania. Nagle coś we mnie pękło. Poczułem łzy cisnące się do moich oczu. Nie miałem już siły ich powstrzymywać, pozwoliłem im wypłynąć. Miałem już dość wszystkiego, nie widziałem sensu w ukrywaniu tego jak się czuję. I tak za niedługo zginę.

- Jezu - powiedział cicho Schneider. - Majorze Engel - dodał próbując poprawić mi humor. 

- Szeregowy Engel - zaśmiałem się przez łzy.

- A dla mnie zawsze będziesz majorem.

- Chryste, Schneider, czy ty właśnie wyznajesz mi miłość? - zachichotałem ocierając oczy. 

- Chciałbyś - powiedział cicho z uśmiechem. - Co się stało?

- Wanda zakochała się w Fischerze, dasz wiarę? 

Schneider spojrzał na mnie wielkimi oczami. Widziałem, że nawet jemu ciężko w to uwierzyć. Nagle usłyszałem głos generała za mną.

- Engel, jedziemy!

- Schneider, słuchaj - zacząłem mówić bardzo szybko. - Musisz ją stamtąd wyciągnąć. Obiecaj mi, że to zrobisz.

- Obiecuję. I dorzucę bonus w postaci zabicia Fischera - powiedział ze smutnym uśmiechem. - Chodź tu chłopie.

Przybliżył się i zamknął mnie w mocnym uścisku. Nie mogłem się powstrzymać i też go przytuliłem. Jeśli to nasze ostatnie spotkanie to chcę je dobrze pamiętać. Żałuję, że wcześniej nie pozwoliłem mu być bliżej.

- Engel do cholery! - generał krzyczał coraz głośniej. Odsunąłem się od Schneidera i pożegnałem się z nim. Wziąłem walizkę i ruszyłem w stronę samochodu wypełnionego innymi młodymi żołnierzami. Usiadłem na ławce. Generał zamknął pakę samochodu i kiwnął głową do kierowcy. Samochód ruszył. Ostatni raz spojrzałem na Warszawę. Podniszczone, lecz nadal piękne kamienice, ludzi patrzących jak odjeżdżamy, Schneidera stojącego bez ruchu na placu i śledzącego mnie wzrokiem. I na kawiarnię. Przypomniał mi się dzień w którym spotkałem Wandę. Byłem wtedy na jednym z najgorszych kaców w życiu, lecz mimo to wspominam ten dzień jako jeden z najlepszych. A teraz jadę na front, właśnie przez ten dzień.

Die Order [zakończone]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz