Butelka

3K 204 34
                                        

Zaczęła mówić. Opisywała całą sytuację bardzo szczegółowo i widać było, że podchodzi do tego emocjonalnie. Od czasu do czasu nerwowo zaciągała się dymem papierosowym. Całe spotkanie opisywała około dziesięć minut. Gdy w końcu skończyła głośno wypuściła powietrze z płuc i rozgniotła niedopałek w leżącej na stoliku popielniczce. Spojrzała na mnie wyczekująco najwyraźniej oczekując jakiejś reakcji. Przez chwilę nie do końca wiedziałem jak mogę zareagować. Cała ta sytuacja wydawała mi się wręcz abstrakcyjna. Nie odzywał się do niej od kilku miesięcy. Nagle po takim czasie ma kaprys by wybrać się akurat do sklepu, w którym pracuje i odgrywa 'rodzinną idyllę' z tą całą Klarą. Z jednej strony byłem na niego zły. Od dawna nie widziałem Wandy tak zdenerwowanej. Wydawało mi się, że już o nim zapomniała i ruszyła na przód. Z drugiej strony wiedziałem, że nie mogę od niego oczekiwać, że ukryje się z Klarą w piwnicy byleby tylko Wanda ich nie zobaczyła. Chociaż byłoby to dobre rozwiązanie. 

- Nie wiem co mam powiedzieć...

- Pewnie będziesz go bronił - wymamrotała rozzłoszczona i lekko pijana Wanda. Nie mogłem powstrzymać śmiechu.

- Wiesz co, masz rację. Thomas jest zły, beznadziejny, potworny i fe - zaśmiałem się rozbawiony. Wanda obrzuciła mnie karcącym spojrzeniem i odwróciła się ode mnie naburmuszona. 

- Nie jesteś wcale zabawny - burknęła pod nosem i założyła ręce na piersi. Spojrzałem na nią z uśmiechem. 

- Wandziu, jaki jestem? - spytałem podstępnie podchodząc do niej i siadając na skraju fotela. Polka odsunęła się jeszcze dalej, nieugięcie unikając kontaktu wzrokowego. Zaśmiałem się i objąłem ją ramieniem. Przyciągnąłem dziewczynę do siebie pomimo oporu, który stawiała i wyszeptałem jej do ucha. Wypity podczas rozmowy alkohol zaczynał już działać bo dziewczyna zachowywała się trochę inaczej niż zazwyczaj. 

- I tak uwielbiasz moje nieśmieszne żarty.

- Schneider! - krzyknęła z udawanym oburzeniem lekko bełkocząc. Nie zdążyłem się jednak zaśmiać gdyż usłyszałem na klatce schodowej kroki. Ktoś najpierw podszedł do moich drzwi, postał przy nich chwilę i zaczął szybko odchodzić. Wstałem z fotela i szybko wybiegłem na korytarz. Moim oczom ukazał się Thomas uciekający po schodach. Spojrzałem na niego rozbawiony. 

- Panie poruczniku, czyżby pan uciekał? - spytałem uszczypliwie. Thomas spojrzał najpierw na drzwi, a potem na mnie dając mi do zrozumienia, że musi wyjść po cichu. Po tym co dziś usłyszałem byłem pewien jednego. Trzeba tą dwójkę pogodzić. Może mi tego zabronić chociażby sam Hitler, nie wybaczyłbym sobie gdybym nie spróbował. 

*Thomas wreszcie ma dłuższą wypowiedź ludzie*

Chciałem wstąpić do Schneidera na chwilkę skoro byłem już w okolicy. Wszedłem na klatkę i usłyszałem jej głos. Zakląłem pod nosem i odwróciłem się. Nie mogłem tam wejść. Widzieliśmy się już raz i chyba nie poszło zbyt dobrze. Zacząłem szybko zbiegać po schodach starając się nie robić zbyt wielkiego hałasu. Mój plan spalił jednak na panewce, ponieważ akurat w momencie, w którym znalazłem się przy drzwiach wyjściowych usłyszałem głos Schneidera. Odwróciłem się i zobaczyłem go. Stał w drzwiach z niezgrabnie narzuconą, rozpiętą pod szyją koszulą i rozczochranymi blond włosami opadającymi lekko na czoło. 

- Panie poruczniku, czyżby pan uciekał? - nie dało się nie wyczuć uszczypliwości w jego głosie. 

- Słuchaj stary, nie mogę teraz wejść - wyszeptałem i spojrzałem błagalnie w jego stronę. Mężczyzna chciał już odpowiedzieć gdy nagle u jego boku pojawiła się Wanda. Obrzuciła mnie niedbałym spojrzeniem i zaśmiała się pod nosem. Od razu wiedziałem, że jest pijana. Spojrzałem na Schneidera karcąco. Wiedziałem co nas teraz czeka. 

- Schneider, dlaczego ona jest taka pijana? - spytałem rozdrażniony patrząc na przyjaciela poważnie.

- Musiałem ją jakoś uspokoić po tym teatrzyku, który odstawiłeś - warknął Schneider. Chyba był na mnie zły za to co zrobiłem. Domyśliłem się, że Wanda opowiedziała mu o wszystkim. Znając ją, bardzo szczegółowo. 

- Nie mogę na niego patrzeć - wymamrotała. - Idę się napić. 

Po tych słowach zniknęła za drzwiami. 

- Słuchaj Schneider, to nie była żadna szopka - zacząłem mu tłumaczyć. Nie była to prawda, ale miałem jakiś dziwny opór przed powiedzeniem mu prawdy. Widziałem, że drażni go moja nieszczerość, ale nawet gdybym bardzo chciał wątpię, żebym potrafił przyznać się do tego jak źle jest. Zwykła męska duma. 

- Engel, ja ci radzę... - zaczął Schneider, lecz przerwał nam głośny dźwięk tłuczonego szkła. Spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni i praktycznie w jednym momencie ruszyliśmy biegiem do mieszkania. Wpadliśmy do salonu jednocześnie. Naszym oczom ukazała się stłuczona butelka po wódce i Wanda siedząca na ziemi ze łzami w oczach. Schneider ukucnął przy niej i zaczął oglądać jej ręce szukając ran. 

- Nic ci nie jest? Co się stało? - pytał pełnym troski głosem. Działało mi to na nerwy. 

- Zniszczyłam butelkę - załkała Wanda. Odnosiłem wrażenie, że przejmuje się jakby zniszczyła cenny eksponat w muzeum. Była jednak pod mocnym wpływem alkoholu co jak najbardziej tłumaczyło jej zachowanie. 

- Nic nie szkodzi Wandziu - pocieszał załamaną Wandę Schneider. Spojrzałem na resztki butelki i oniemiałem. Dookoła szczątków nie było ani jednej kropli alkoholu. 

- Schneider... Ile tam było tej wódki? - spytałem lekko zaskoczony. Blondyn uniósł wzrok i zerknął na mnie zdziwiony. 

- Nie wiem w sumie. Trochę tego tam było. A co? 

- Bo ta butelka jest pusta - zaśmiałem się. Schneider zmierzył resztki butelki uważnym spojrzeniem i zaczął się śmiać razem ze mną. Po chwili przeniósł wzrok na Wandę, która nadal rozpaczała po stracie butelki.

- Kochanie, wypiłaś to całe? - spytał rozbawiony. Wanda pokiwała głową.

- Chciałam żeby Thomas wyglądał sympatyczniej - wyjaśniła cicho. 

- I co, zadziałało? - roześmiał się blondyn. Wanda kiwnęła potwierdzająco głową i przetarła oczy.

- Chcę do domu... - wymamrotała. 

- Odprowadzę ją - powiedziałem i podszedłem do przyjaciela. Schneider zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem, lecz nie zaprotestował. Miałem wrażenie, że jest mu to na rękę. Nie do końca wiedziałem co zamierzał osiągnąć, lecz coś podpowiadało mi, że próbuje nas pogodzić. Wiedziałem jednak, że to nie możliwe. Byłem z Klarą i nie miałem na to najmniejszego wpływu. 

Delikatnie pomogłem Wandzie wstać. Niezgrabnie stanęła na nogach i oparła się o mnie. Wiedziałem, że to będzie ciężka i długa droga do domu. Z drugiej strony jednak cieszyłem się na myśl o niej. Będzie to czas, który będę mógł spędzić z Wandą i w razie czego mieć wymówkę. Może i Polka była półprzytomna, ale chociaż mogłem cieszyć się jej towarzystwem. Wziąłem głęboki wdech i poprowadziłem ją w stronę drzwi. Nie będzie łatwo.

Die Order [zakończone]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz