Finał!

3.8K 196 80
                                        

Powoli sprowadziłem Wandę po schodach. Co chwilę dziewczyna potykała się i zataczała, ale jakoś udawało mi się ją podtrzymywać. Pomału wyszliśmy na ulicę. Ludzie dookoła obrzucali nas nieufnymi spojrzeniami. Wanda wsparta na moim ramieniu szła bardzo powoli. Byłem prawie pewien, że droga do jej mieszkania zajmie jakieś pół godziny. Bez zastanowienia wziąłem ją na ręce. Dziewczyna wymamrotała coś pod nosem, lecz już po chwili spała. Przyspieszyłem kroku martwiąc się o to, że ktoś nieodpowiedni może nas zobaczyć. Moje obawy były uzasadnione...

Wracałam z kawiarni. Co jakiś czas lubiłam po prostu posiedzieć z gazetą przy kawie i ciastku. Dziś po tym jak wysprzątałam całe mieszkanie potrzebowałam chwili relaksu, dlatego się tam udałam. Po miło spędzonych kilkudziesięciu minutach wypełniona energią wracałam do mieszkania, do mojego męża. Moje życie było cudowne. Poślubiłam Thomasa, żyłam w przybytku, tak jak zawsze chciałam. Na twarzy miałam uśmiech i byłam przekonana, że nie zdarzy się nic co mogłoby go zmyć. Byłam jednak w błędzie. Znalazłam się w okolicach rynku. Do domu miałam jeszcze około pięciu minut, dlatego zwolniłam kroku by poobserwować ludzi. Lubiłam to robić. Jakoś pasjonowało mnie to w jaki sposób oni tu żyją. Z jednej strony nimi gardziłam, lecz z drugiej trochę podziwiałam. W końcu życie w takich warunkach nie mogło być proste, a tu proszę, jakoś dają sobie radę. Z rozmyślań wyrwał mnie widok Thomasa. Szedł uliczką niosąc coś na rękach. Chwila, nie coś tylko kogoś. Kobieca sylwetka nagle stała się wyraźniejsza. Rozpoznałam brązową chustkę na głowie kobiety. Wanda. Poczułam ogarniający mnie gniew. Myślałam, że mam ją z głowy. Wiedziałam co muszę zrobić. Wyślę ją tam gdzie trafili jej przeklęci rodzice. Podenerwowana odczekałam chwilę, aż Thomas zniknie mi z oczu i pomknęłam do domu. Musiałam zadzwonić...

Wpadłam do środka niczym burza. Zatrzasnęłam pośpiesznie drzwi i dopadłam telefonu. Szybko wykręciłam numer i poczekałam chwilę. Nagle po drugiej stronie usłyszałam głos pana Engela. 

- Halo? - burknął mężczyzna. 

- Panie Engel, tu Klara. Jest pan może w Warszawie? - spytałam przymilnie. Słysząc mój głos ton ojca Thomasa natychmiast uległ zmianie. 

- Klara, meine Liebe Klara! - wykrzyknął do słuchawki. - Akurat wczoraj przyjechałem z żoną z Berlina. Za kilka godzin idziemy na bankiet, dlatego musiałem ją tu ściągnąć. Rozumiesz, każdy przyprowadzi żonę. W czym mogę ci pomóc?

- Problem znów się pojawił - powiedziałam tajemniczym głosem. Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam podenerwowane westchnięcie pana Engela.

- Ta polska świnia znowu odciąga uwagę Thomasa od ciebie? - warknął. - Polacy są jak karaluchy, nie zadepczesz ich jakbyś nie próbował. 

- Mógłby się pan pofatygować do jej mieszkania? - spytałam przymilnie. - Wiem gdzie mniej więcej mieszka...

- Oczywiście. Będę musiał zabrać moją żonę, rozumiesz, od razu stamtąd pojedziemy na bankiet. Ale nie powinna przeszkadzać. Powiem, że ma się zamknąć to się zamknie - zaśmiał się pan Engel. Podałam mu adres Wandy i pożegnałam go wesolutkim głosem. Odłożyłam słuchawkę i uśmiechnęłam się tryumfalnie. Tym razem usunę ją z naszego życia raz na zawsze. Nie wywinie się, poprzysięgłam sobie, że bardzo się o to zatroszczę. 

*Wandzia*

Nie do końca wiedziałam jak znalazłam się w domu. Przypuszczałam jednak, że to Thomas mnie tu przyniósł. Siedział na fotelu obok kanapy na której leżałam i wpatrywał się we mnie zamyślony. Wciąż byłam nieco zamroczona alkoholem, lecz nie czułam się już tak słabo. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na Thomasa. Gdy mężczyzna zobaczył, że na niego patrzę natychmiast odwrócił wzrok i wstał z fotela poprawiając i tak bardzo dobrze wyprasowany mundur. 

Die Order [zakończone]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz