Wanda posadziła mnie na krześle i szybko otworzyła jedną z kuchennych szafek. Wyjęła z niej apteczkę i podbiegła do mnie. Wzięła do ręki nasączoną czymś szmatkę i zaczęła zmywać krew z mojej twarzy. Lekko skrzywiłem się, gdy dotknęła mojego nosa. Dziewczyna musiała to zauważyć, bo natychmiast zabrała rękę.
- Boże, przepraszam - powiedziała z zatroskanym wyrazem twarzy. - Chyba nie jest złamany... Nie wiem, nie jestem lekarką. Możesz oddychać?
- Jeszcze tak - zaśmiałem się. Wanda spojrzała na mnie karcącym wzrokiem.
- Nie śmiej się głupku. Co zrobiłeś? - spytała przestawiając krzesło i siadając naprzeciw mnie. Miałem szansę skłamać, lecz nie zrobiłem tego.
- Wiedziałaś, że Fischer codziennie przychodzi pod sklep, w którym pracujesz?
Wanda słysząc moje pytanie spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Heinrich? Nie, nie wiedziałam - odpowiedziała.
- Przyszła do mnie twoja przyjaciółka, Jadzia. Powiedziała, że nie chciała ci mówić, bo miałaś dużo na głowie. Kiedy się dowiedziałem poszedłem do Heinricha, porozmawiać - chciałem mówić dalej, lecz Wanda mi przerwała.
- A on cię uderzył? - spytała z przerażeniem. Zaśmiałem się pod nosem.
- Tak, uderzył mnie.
- Mam nadzieję, że mu oddałeś - powiedziała brunetka z oburzeniem.
- Możliwe, że to on mi oddał...
Wanda spojrzała na mnie ze złością.
- Czyli to ty zacząłeś? Ile ty masz lat, żeby wdawać się w bójki, Thomas? - chciałem coś odpowiedzieć, ale dziewczyna nie przestawała mówić. - Nie mam do ciebie już siły. Nawet nie podejrzewałam, że to ty mogłeś zacząć to bójkę. Gdzie to się stało? Czy zrobiłeś coś Heinrichowi? Będziesz miał kłopoty?
Kobieta mówiłaby dalej, lecz zamknąłem jej usta pocałunkiem. Wanda jednak szybko się ode mnie odsunęła i wstała patrząc na mnie groźnie. Uśmiechnąłem się przymilnie, mając nadzieję, że to trochę ją uspokoi, lecz ona wciąż patrzyła na mnie podenerwowanym wzrokiem.
- Thomas, nie będę się do ciebie odzywać jak będziesz się tak zachowywał.
Słysząc to uśmiechnąłem się lekko. Wanda wyglądała naprawdę uroczo, gdy tak się denerwowała.
- Wandziu? - powiedziałem chcąc sprawdzić czy zareaguje. Tak jak się spodziewałem, dziewczyna odwróciła wzrok i nie odpowiedziała mi.
- Dobrze, skoro nie chcesz ze mną rozmawiać pójdę może do Charlotte - stwierdziłem próbując ukryć uśmiech. Zacząłem podnosić się z krzesła. Poczułem na sobie rozwścieczony wzrok Wandy.
- Przepraszam, do kogo idziesz? - spytała z furią w głosie.
- Odezwałaś się! - wykrzyknąłem z usatysfakcjonowanym uśmiechem. Wanda spojrzała na mnie karcącym wzrokiem.
- Jesteś głupi, wiesz? - spytała ze zniecierpliwieniem.
- Wiem, mówiłaś mi już - powiedziałem z uśmiechem i pocałowałem ją w policzek. Brunetka posłała mi jedno ze swoich zirytowanych spojrzeń.
- Nie całuj mnie - burknęła pod nosem. - Obierz marchewkę lepiej - mówiąc to wskazała ręką leżącą na blacie marchewkę i nóż. Spojrzałem na nią rozbawiony.
- A jeśli ją obiorę to pozwolisz się pocałować?
- Tak - odpowiedziała i spojrzała na mnie nagląco. - Do roboty.
Wanda podeszła do stołu i zaczęła rozkładać obrus, a ja zająłem się marchewką. Muszę przyznać, że był to mój pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie obierałem warzyw, wszystko robiła za mnie gosposia. Próbowałem odcinać jak najmniej samego warzywa, lecz nie do końca mi to wychodziło. Gdy skończyłem, marchewka była o wiele mniejsza niż na początku. Wanda podeszła do mnie i spojrzała najpierw na obrane warzywo, później na mnie. Nagle wybuchła głośnym śmiechem.
- ' Dziękuję mój ukochany Thomasie ' spokojnie by wystarczyło - powiedziałem, obrzucając ją urażonym spojrzeniem.
Po chwili Wandzie udało się zapanować nad rozbawieniem i spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Thomas, czy ty kiedyś obierałeś marchewkę? - zapytała roześmiana.
- Nie - odpowiedziałem lekko zawstydzony. Wanda spojrzała na mnie z udawanym współczuciem i położyła dłoń na moim policzku.
- Mój biedny mężczyzna, twoja męska duma ucierpiała, co? - spytała z wesołym błyskiem w oku.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - westchnąłem i spojrzałem na to co zostało z marchewki. Nie wyglądała ona zbyt dobrze, na pewno nie tak jak te obrane przez Wandę, leżące kawałek dalej. Nagle usłyszałem ciche kroki. Odwróciłem się w stronę drzwi, w których stanął Jasiu. Chłopiec podszedł do nas i spojrzał na obrane przeze mnie warzywo.
- Ale super cienka marchewka! - wykrzyknął z zachwytem w oczach. - Ciociu, mogę ją zjeść?
Wanda obrzuciła go zaskoczonym spojrzeniem i przytaknęła. Dziecko wzięło warzywo do rączki i wyszło z kuchni głośno chrupiąc. Zerknąłem na Wandę triumfalnie.
- Myślę, że powinnaś się nauczyć jak obierać marchewkę - powiedziałem ze śmiechem. Brunetka uśmiechnęła się szeroko. Z każdym dniem wydawała mi się coraz piękniejsza. Nie mogłem uwierzyć w moje szczęście.
CZYTASZ
Die Order [zakończone]
Historical FictionMajor SS, Thomas Engel zostaje zameldowany w zagarniętej przez Niemców Warszawie. Na miejscu ma zająć się obowiązkami związanymi z jego wysoką pozycją w oddziałach SS. Los jednak chciał by na jego drodze pojawiła się młoda Polka o brązowych lokach...
![Die Order [zakończone]](https://img.wattpad.com/cover/134474989-64-k465251.jpg)