Ślub?

3.1K 180 103
                                        

*Schneiderek*

Kiedy Klara wyszła z salonu Wanda spojrzała na mnie z wyrzutem. Obdarzyłem ją rozbawionym spojrzeniem.

- No co? - spytałem szczerząc się.

- Widziałam.

- Co widziałaś? - droczyłem się z nią.

- Dobrze wiesz co - przewróciła oczami.

- Nie wiem.

- No jak patrzyłeś na jej nogi - westchnęła zniecierpliwiona. Nie mogłem powstrzymać śmiechu.

- A co ci to przeszkadza? - naciskałem z uśmiechem.

- Nie będę z tobą rozmawiać, wychodzę - oburzyła się i wstała z kanapy łapiąc chustkę leżącą obok niej na kanapie.

- Zostaniesz tutaj - powiedziałem, lecz widząc jej oburzone spojrzenie natychmiast naprostowałem. - Nie powinnaś wracać do siebie. Pomyśl o tym przez chwilę.

Wanda westchnęła i opadła na kanapę.

- To co, mam spać na tej twardej kanapie? - zaczęła narzekać. Dawno nie miałem żadnej kobiety w domu, a teraz pojawiły się aż dwie. To będzie ciężkie.

- Możesz spać w moim pokoju.

- A ty na kanapie? Bosko - powiedziała z uśmiechem.

- Nie, chyba żartujesz. Możesz spać ze mną - odparłem ze śmiechem.

Dziewczyna spojrzała na mnie z udawanym obrzydzeniem i nie odpowiedziała.

- Chyba, że wolisz kanapę... - powiedziałem uśmiechając się pod nosem.

- No dobra, Boże... Ale nie próbuj mnie dotykać, zrozumiano?

Po tych słowach wstała i wyszła z salonu zostawiając mnie samego. Na stoliku wciąż leżała szklanka z wódką, którą dla niej przyniosłem. Chyba czuła się już lepiej i nie będzie jej potrzebować. Podniosłem naczynie i wypiłem jego zawartość. Musiałem się przygotować na to co mnie czeka w najbliższym czasie. A konkretniej do powrotu Thomasa. Wunderbar.

*Klara*

Zostawiłam walizkę w pokoju gościnnym i natychmiast wyszłam z mieszkania. Skoro znalazłam już tą całą Wandę czas na sprowadzenie Thomasa z powrotem. Mój urok mógł zdziałać cuda. Wiedziałam gdzie znaleźć ojca Thomasa. Pamiętałam adres pod którym mieszkał Thomas, ponieważ napisał mi o tym kiedyś w liście. Po dziesięciu minutach marszu byłam już na miejscu. Całkiem nieźle jak na pierwszą wizytę w tym mieście. Miałam ogromną nadzieję, że pan Engel będzie w domu. Zawsze mnie lubił, więc byłam pewna że mi się uda. Weszłam na pierwsze piętro i zapukałam do drzwi po lewej. Na początku panowała cisza, lecz już po chwili usłyszałam kroki. W drzwiach stanął nie kto inny jak ojciec Thomasa. Na mój widok uśmiechnął się i zrobił mi miejsce w przejściu.

- Klara! Jak miło cię widzieć, wejdź słońce.

- Dzień dobry panie Engel - powiedziałam wchodząc do środka.

- Chodź, usiądź - zaproponował mężczyzna wskazując na krzesła w kuchni.

Usiadałam na jednym z nich, a on usiadł naprzeciw.

- Co sprowadza cię do Warszawy? - spytał z uśmiechem. Spodziewałam się, że nie powinnam mu mówić o głównym powodzie mojej wizyty dlatego ujawniłam tylko ten drugi.

- Chciałam z panem porozmawiać o Thomasie.

Mężczyzna przez chwilę patrzył na mnie w skupieniu. Nie potrafiłam odczytać z jego twarzy o czym myślał. Zaczęłam się trochę stresować, lecz starałam się tego nie okazywać. Po chwili generał odchylił się na krześle i zaczął mówić.

- Klaro, myślę, że wiesz jak niereformowalny może być mój syn. Zakochał się w Polce co jest po prostu haniebne. Zawsze byłaś przy nim, byliście dość blisko. Jesteś idealnym materiałem na żonę. Piękna, inteligentna, zaradna, a przede wszystkim jesteś Niemką z dobrej rodziny.

Nie do końca wiedziałam o co mu chodziło, lecz mimo wszystko mi to schlebiało. Ojciec Thomasa zawsze mnie lubił i wiedziałam, że skrycie marzył o tym bym to właśnie ja została żoną jego syna. Muszę przyznać, że było to także moje marzenie. Niestety nigdy nie byłam nawet blisko jego osiągnięcia. Z niewyjaśnionych przyczyn czułam, że tym razem zbliżyłam się do niego bardzo mocno.

- Nie rozumiem... - powiedziałam cicho patrząc na mężczyznę zaciekawionym wzrokiem.

- Mógłbym sprowadzić Thomasa z powrotem bez najmniejszego problemu, w końcu nazywam się Engel. Zrobię to jednak pod jednym warunkiem - nałożył duży nacisk na ostatnie słowo. - Kiedy wróci natychmiast się pobierzecie.

Słysząc te słowa miałam ochotę krzyczeć z radości. Ślub z Thomasem? To przecież spełnienie moich marzeń. Zaczęłam wyobrażać sobie jak wraca do domu po pracy i jemy razem kolację. Z trudem powstrzymywałam uśmiech.

- To znaczy, że musiałabym zostać w Warszawie?

- Tak.

Przez chwilę panowała kompletna cisza. Nie wiedziałam czy chcę zostawiać za sobą całe moje dotychczasowe życie. Berlin, przyjaciół, rodzinę. Z drugiej strony bardzo kochałam Thomasa i byłam gotowa poświęcić dla niego naprawdę wiele.

- Dobrze, zgadzam się - odpowiedziałam po krótkim namyśle.

Mężczyzna uśmiechnął się i wstał od stołu poprawiając mundur.

- Świetnie. Jutro możesz przynieść tu swoje rzeczy. Thomas powinien być tu już jutrzejszej nocy. Powiadomię twoich rodziców i znajdę sobie jakiś hotel.

Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Zadowolona wstałam od stołu i wyszłam z mieszkania. Na ulicę opadały ostatnie promienie słońca. Ludzie spieszyli się do domów, chyba przed godziną policyjną. Muszę przyznać, że Warszawa o tej porze dnia wyglądała na prawdę pięknie. Z rozmyślań na ten temat wyrwał mnie męski głos.

- Guten Abend Fräulein Jung.

Natychmiast zatrzymałam się i obróciłam w stronę, z której dobiegał głos. Stał przede mną mężczyzna, którego spotkałam w siedzibie SS, ten który tak mnie wtedy zdenerwował. Może i był przystojny, ale Thomas podobał mi się bardziej.

- Guten Abend - odpowiedziałam zadzierając dumnie nos. Nie chciałam z nim rozmawiać dlatego ruszyłam w dalszą drogę. Mimo to mężczyzna pobiegł za mną.

- Niech panienka poczeka. Ja chciałem zapytać czy pójdzie ze mną panienka na kawę.

Słysząc te słowa aż się zatrzymałam. Nie mogłam w to uwierzyć. Najpierw sugeruje, że jestem Polką, a teraz zaprasza mnie na kawę. Spojrzałam na niego z politowaniem.

- Jestem zaręczona - ucięłam rozmowę i ruszyłam dalej, lecz mężczyzna był bardzo nachalny i znów mnie dogonił. Zaczynałam mieć go już dość.

- Nie ma panienka pierścionka - zauważył. Westchnęłam zniecierpliwiona.

- Narzeczony nie jest na miejscu.

- W takim razie może mi panienka poświęcić kilka minut i wypić kawę - zaśmiał się. Miałam wrażenie, że jest dość beztroski jak na realia w jakich żył. Podobała mi się ta jego radość. W sumie, skoro i tak mam jutro czekać na Thomasa to mogę skupić się na robieniu czegoś przyjemnego.

- Dobrze. Jutro o 15. Lepiej, żeby się pan nie spóźnił - powiedziałam i wyprzedziłam go. Mężczyzna zatrzymał się i został w tyle. Mogłam się założyć, że się uśmiechał.

- Mam na imię Hans - krzyknął za mną, lecz ja mu nie odpowiedziałam. Po prostu szłam przed siebie dumnie z tryumfalnym uśmieszkiem. Pierwszy dzień w tym mieście, a ja zaliczyłam już kolejny sukces. I niech mi ktoś powie, że nie jestem cudowna.

Die Order [zakończone]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz