29

453 49 7
                                    

Przez dwa tygodnie Kylo leżał w szpitalu pod stałą opieką. Nikt nie chciał mu powiedzieć co się stało z Rey, a gdy zaczynał się denerwować, wstrzykiwali mu jakieś leki uspokajające. Każdego dnia był bardzo niespokojny. Czy z Rey wszystko w porządku? I co najważniejsze - czy przeżyła wypadek? Co jeśli nie?

Codziennie przychodził Hux z różnymi informacjami na temat korporacji. Czasami Kylo musiał nawet coś podpisać. Po trzech tygodniach wrócił do kwater, gdzie kontynuował rehabilitacje. Pewnego dnia uznał, że dłużej już nie wytrzyma. Gdy Armitage wszedł do środka, żeby zostawić mu na biurku kolejną porcję dokumentów, zapytał:

-Generale, proszę powiedzieć mi w końcu, co się stało z Rey.

Rudowłosy podszedł do łóżka Kylo. Spuścił wzrok, splatając dłonie za plecami.

-Przykro mi, że dowiadujesz się tego w taki sposób, ale sam rozumiem, że już nie wytrzymujesz... - Westchnął ciężko. -Rey...

-No co z Rey? Powiedz mi w końcu, generale.

-Rey przeżyła wypadek. - Kylo odetchnął. -Ale niestety zapadła w śpiączkę.

Ren spojrzał na Huxa.

-Mówisz serio?

-Zupełnie serio.

-Kiedy będę mógł ją zobaczyć?

-Wtedy, gdy wyzdrowiejesz. Za jakiś tydzień może już wyjdziesz stąd.

Mężczyzna opuścił pokój, wykonując telefon do lekarza, informując go, że poinformował już Kylo o śpiączce Rey. W tym czasie Ren rozpoczynał codzienną rehabilitację, zastanawiając się czy Rey kiedykolwiek mu wybaczy oraz co najważniejsze, czy w ogóle się obudzi.

Minął kolejny tydzień. Czarnowłosy zupełnie wrócił już do zdrowia. Wrócił nawet do swojego ulubionego sportu - boksu. 29 stycznia, tego dnia miał zobaczyć Rey po raz pierwszy od czasu wypadku.

Przejrzał się w lustrze. Na jego twarzy widniał lekki zarost. Nie miał czasu teraz się nim zajmować, ale prędzej czy później będzie musiał. 

Podjechał pod szpital, gdzie przebywała obecnie Rey. Gdy ją zobaczył, otworzył szeroko oczy. Brązowe włosy, opadały wokoło jej twarzy na poduszkę. Na twarzy miała kilka powierzchownych ran. Na prawym przedramieniu widoczny był gips. Wyglądała, jakby tylko zdrzemnęła się na chwilkę. Podszedł do niej powolnym krokiem. Usiadł na przysuniętym przez siebie krzesłem i delikatnie położył swoją dłoń, na jej drobnej, bladej, podrapanej ręce.

-Rey. To ja, Kylo. Chciałbym... Bardzo cię przeprosić. Zachowałem się jak ostatni idiota. Wiem, że powinienem wtedy zwolnić, tak jak mówiłaś, ale ja byłem głupi. Wybacz mi i... Wróć do mnie. Kocham cię.

Zdjął rękę z jej dłoni, wstał i złożył delikatny pocałunek na jej czole. Odsunął się na kilka kroków, żeby jeszcze przez chwilę widzieć jej twarz.

__________

Siedziała w Sokole, wpatrując się w ich skok w nadprzestrzeń. Na zewnątrz gwiazdy pięknie zmyły się w idealnych liniach. Ruch Oporu się odradzał, a Luke zjednoczył się z Mocą. Teraz wszystko powinno się ułożyć.

Wtem, nagle upadła na podłogę. Usłyszała przytłumione głosy pani generał, Poe'a i Finna. A także czyiś inny głos. Bardziej wyraźny. Czyżby Kylo znowu się z nią kontaktował?

  -Rey. To ja, Kylo. Chciałbym... Bardzo cię przeprosić. Zachowałem się jak ostatni idiota. Wiem, że powinienem wtedy do ciebie dołączyć, tak jak mówiłaś, ale ja byłem głupi. Wybacz mi i... Wróć do mnie. Kocham cię.  

Otworzyła oczy.

-Ren?

_______________

Nagle Rey otworzyła oczy.

-Ren?!

Kylo właśnie miał wychodzić, ale gdy usłyszał jej wołanie, to odwrócił się natychmiastowo.

-Tak, Rey! To ja.

Podszedł do niej. Do środka wbiegli lekarze.

-Ty... Morderco! Wybiłeś prawie cały Ruch Oporu! Gdzie ja jestem?! Nie mów, że zniszczyłeś Sokoła! 

Kylo stał zdezorientowany, obserwując jak lekarze zajmują się dziewczyną.

-Proszę stąd wyjść - powiedział jeden z lekarzy.

-Ona bredzi - odparł Kylo, stojąc jak w transie.

-Proszę stąd wyjść! - powtórzył lekarz, a Ren opuścił pomieszczenie.

Usiadł bezradny na krześle w poczekalni. Wplótł palce w swoje włosy, a łokcie oparł na kolanach. Zastanawiał się nad słowami Rey. Większość z nich była prawdą, ale w tym kontekście brzmiały nienaturalnie, dziwnie, jakby pochodziły z odległej galaktyki.

Po dwóch minutach, lekarze opuścili salę.

-Może pan się z nią zobaczyć. Wydaje się, że wszystko w porządku.

Czarnowłosy prędko znalazł się z powrotem przy Rey, która patrzyła na niego z przerażeniem w oczach. Mężczyzna wrócił na swoje miejsce na krześle.

-Czemu to zrobiłeś?

-Zrobiłem ''co''?

-Zaproponowałeś mi rządzenie galaktyką. Czemu to zrobiłeś?

Przywódca First Orderu uniósł brew.

-Nigdy nie proponowałem ci rządzenia galaktyką. Coś ci się chyba pomieszało.

-Powiedz prawdę, Ben.

Otworzył szeroko oczy.

-Jak mnie nazwałaś?

-Nie udawaj, że nie słyszałeś. Zwracałam się tak do ciebie przez ostatnie dni.

-Nieprawda, przez ostatnie dni byłaś w śpiączce. A jak już, tylko raz nazwałaś mnie Ben.

-Kłamiesz. Zabiłeś dla mnie Snoke'a.

-Nie - parsknął. -Najwyższy Wódz dalej żyje, a ja wcale nie mam zamiaru go zabijać.

-Gdzie ja jestem? - Dziewczyna spojrzała w okno.

-W szpitalu.

-Nie. Ostatnio byłam w Sokole.

-W samochodzie mojego ojca?

-W STATKU twojego ojca. Nie żadnym sachodzie.

Ren westchnął. Ta dziewczyna może i była Rey, ale na pewno nie tą, którą kochał.

Be with me | Reylo AUOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz