Melanie Haxed ,dziewczyna posiada crasha. Niestety jest to znienawidzony jednocześnie Leondre Devries znany w całej szkole.
Jak potoczą się losy tych dwojga? Czy coś się zmieni?
Jak bardzo pokręcone życie dziewczyny okaże się?
Nikt nie...
Wstałam powoli siadając na łóżku. Wzięłam telefon sprawdzając godzinę 6:40. Zeszłam powoli w kierunku szafy z której wyciągnęłam taki o to zestaw
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Z ubraniami skierowałam się do łazienki, gdzie wykonałam poranną toaletę oraz zrobiłam makijaż.
Gotowa wyszłam schodząc od razu do kuchni w której siedziała mama -Hej- powiedziałam biorąc jedną kanapkę z jej talerza -Hej- uśmiechnęła się- bądź w domu wcześniej bo ja musze wyjść z Arnoldem ,a Alex nie ma kluczy -Okej- wzruszyłam ramionami i poszłam z powrotem do pokoju. Zabrałam z niego plecak, wcześniej go pakując oraz telefon ze słuchawkami
-Halo- zapytałam widząc dzwoniącą Mię-No co tam? -Gdzie ty jesteś czekam już z 5 minut na ciebie- powiedziała lekko wkurzona -O sorki zapomniałam już wychodzę- powiedziałam szybko, rozlaczając się. Zbiegłam szybko ze schodów o mało co się nie zabijając -Wychodze!- krzyknęłam i juz po chwili byłam przy Mii -Hejka-przytuliłam dziewczynę na powitanie -Cześć, ile można na ciebie czekać- machneła rękami -Oj zagapiłam się- przewróciłam oczami -Dobra dobra, ty lepiej opowiadaj jak tam z Charliem wczoraj- poruszała brwiami, na co obie się zaśmiałyśmy -A powiem ci ,że był naprawdę fajny, zupełnie inny niż ten Charlie w szkole- westchnęłam -Zobaczymy jak się dzisiaj będzie zachowywał- powiedziała, a w tym samym momencie przekroczyłyśmy próg szkoły.
Jako pierwszą lekcje mieliśmy historię ,której osobiście nienawidzę. Weszłyśmy na 2 piętro, a pod salą zauważyłam Charliego razem z Leondre.
Się zacznie...
-Hej Melanie!-krzyknął Charlie, czekaj co?! -Ym hej- powiedziałam niepewnie i popatrzyłam na Mię, która tylko wzruszyła ramionami. -Musimy częściej wychodzić, wczoraj było zajebiście- uśmiechnął się przytulając mnie, a Leondre tylko prychnął -Masz jakiś problem?- zapytałam go -Ty jesteś problemem-warknął -Ale ja ci nic nie robie, weź się człowieku ogarnij- przewróciłam oczami -Słuchaj mnie- podszedł do mnie przyciskając mnie do ściany przez co cały korytarz zwrócił na nas uwagę- nie pozwalaj sobie na zbyt wiele bo jak na razie jestem miły- patrzył mi ciągle w oczy -To nie źle jesteś miły- powiedziałam z kpiną w głosie -O nie tak nie będzie!- krzyknął i przywalił mi pięścią w brzuch na co od razu się skuliłam -Masz coś jeszcze do powiedzenia- szepnął -Nienawidzę się- powiedziałam ledwo stojąc, bo co jak co ,ale walnął dość mocno, a w moich oczach pojawiły się łzy -I vise versa baby- uśmiechnął się wrednie i odszedł do kolegów przybijając piątkę tylko Charlie stał i się na mnie patrzył, aż w końcu podszedł -Wszytko okej?- położył rękę ,na moje plecy -Nie no kurwa jest zajebiście- powiedziałam próbując się wyprostować, ale za każdym razem czułam ból- powiedziałeś że coś z nim zrobisz!- warknełam -To Nie takie łatwe- warknął I odszedł
Jasne..ciekawe czy wogóle z nim gadał
Nagle zrobiło mi się niedobrze i biegiem skierowałam się do łazienki.
Weszłam do kabiny i zwróciłam dzisiejsze śniadanie. -Jest już okej- powiedziałam widząc o co chce zapytać dziewczyna- Nadal twierdzisz że powinnam się mu postawić?- spojrzałam na nią z politowaniem -No już nie do końca- westchnęła- Ale to nie zmienia faktu że mogła byś chociaż komuś o tym powiedzieć- podeszła podnosząc moją koszulkę do góry- Usiądź -Ale jak komuś powiem to będzie gorzej no- zrobiłam to co poprosiła ,a ona zmoczyła papier zimna wodą i przyłożyła mi do brzucha -Ale też mogą zareagować i nic się więcej nie stanie- spojrzała na mnie -Charlie mi obiecał że go ogarnie- powiedziałam cicho -Kto?!-krzyknęła- czy ty siebie słyszysz, może jest miły, ale wątpię że w ogóle z nim kiedyś pogada- westchnęła przytulając mnie -Czemu jesteś tak do niego źle nastawiona?!- zeszłam wyrzucić papier -Bo nie wierze że się tak nagle zmienił- westchnęła -Zobaczysz jeszcze zmienisz zdanie- wyszłyśmy słysząc dzwonek na przerwę.
Po aż tak długo tam siedziałyśmy?...
Właśnie siedziałyśmy pod salą od hiszpańskiego czekając na nauczycielkę. Która w końcu przyszła i wpuściła nas do sali -Właśnie zapomniała bym- zaczęłam kiedy usiadłyśmy do ławki -Lenehan urządza imprezę i pytał się czy może nie chce iść -No i chcesz mi powiedzieć że idziesz- przekreciła oczami -No właśnie nie wiem- westchnęłam -Czy panienka Haxed może przestać gadać- usłyszałam nad uchem -Tak przepraszam- uśmiechnęłam się miło ,a kobieta dalej kontynuowała -I no tak się zastanawiam- nagle Mia trącneła mój łokieć -Haxed mam dość do derektorki!- krzyknęła -Jezu ,ale ja nic nie robie- wstałam zdenerwowana -No ty tylko gadasz, jazda- wskazała na drzwi. Spakowałam rzeczy i ruszyłam w kierunku gabinetu.
Suka..
Zapukałam do drzwi i weszłam, a moim oczom ukazał się Leondre siedzący przed biurkiem za którym siedziała właśnie derektorka. -Co cię do mnie sprowadza Melanie- powiedziała wskazując że mam usiąść obok Devriesa co zrobiłam nie chętnie -Babka od Hiszpańskiego kazała mi tu przyjść- wzruszyłam ramionami -Jak już to pani- spojrzała na mnie z pod okularów na co machenłam ręką- ale coś musiałaś zrobić. -Ja tylko rozmawiałam z Mią- oparłam się o oparcie ukradkiem spoglądając na Leo, który swoją drogą mi się przyglądał
Zaraz ci wyciągnę te śliczne paczałki jak ich nie weźmiesz...zaraz co?! Jakie śliczne...przeciętne.
-Mel znowu- mruknęła. To nie moja wina że ciągle nie mogę sobie porozmawiać, bo jakiś nauczyciel się przywala. Jak by się nie czepiali to bym tu nie przychodziła -To niech ona mi nie zwraca uwagi -Pani- przerwała mi -No to niech pani mi nie truje, bo rozmawiałam cicho- przewróciłam oczami i usłyszałam cichy śmiech chłopaka obok -Dobra idź już, ty Devries ostatni raz to robisz tak?- spojrzała na niego z pod okularów -Tak tak- potwierdził oraz wstał i razem zaczęliśmy kierować się do drzwi. Wyszliśmy na korytarz aż w końcu poczułam uścisk na nadgarstku -Ała, puszczaj- próbowałam go wyrwać -Nie grzeczna się zrobiłaś- zaśmiał się ironicznie -No widzisz życie uczy- warknełam i chciałam odejść lecz nie było mi to dane -Czekam na ciebie na imprezie- mruknął mi do ucha i odchodził,a po moim ciele przeszły ciarki -A skąd wiesz że w ogóle będę- powiedziałam doganiajac go -Wiem to- puścił mi oczko i wyszedł ze szkoły
A to my nie mamyjeżeli jednej lekcji?
-Ty wiesz że jeszcze nie kończymy- spojrzałam na niego krzywo -No wiem- zaśmiał się- nie będę tu siedział, idziesz?- zapytał, a mi od razu pojawiła się scena z rana -Z tobą nigdy- odwróciłam się i skierowałam do szatni pisząc Mii że tam na nią czekam.