Melanie Haxed ,dziewczyna posiada crasha. Niestety jest to znienawidzony jednocześnie Leondre Devries znany w całej szkole.
Jak potoczą się losy tych dwojga? Czy coś się zmieni?
Jak bardzo pokręcone życie dziewczyny okaże się?
Nikt nie...
Obudził mnie dzwoniący budzik o 13. Usiadłam na łóżku próbując otworzyć zaspane oczy. Kiedy w końcu mi się udało ruszyłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, myjąc jeszcze włosy. Wykonałam poranną toaletę oraz zrobiłam makijaż. Gotowa wyszłam z pomieszczenia kierując się do garderoby.
Zerknełam na okno by dowiedzieć się że dziś jest naprawdę ładna pogoda, więc postawiłam na taki o to zestaw
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Gotowa biorąc jeszcze telefon i słuchawki zeszłam na dół.
W głównym pomieszczeniu jak zwykle roiło się wiele osób co chwila gdzieś przemieszczających się -O wstałaś już- podszedł do mnie jakiś mężczyzna -Jak widać- mruknęłam szukając w tłumie Alexa -Chodź na śniadanie- pociągnął mnie za rękę, która od razu wyrwałam i zaczęłam iść koło faceta.
Weszliśmy do pomieszczenia z wielkim stołem -Siadaj i Czekaj-powiedział wychodząc
Wyciągnęłam telefon i zaczęłam sprawdzać media, dodając kilka snapów. Po chwili drzwi ponownie się otworzyły, a do środka wszedł mój brat -Hej- przytulił mnie na powitanie -Cześć- uśmiechnęłam się Kiedy chłopak zajął miejsce podano nam naleśniki z czekoladą.
Dość powoli jadłam swoją porcję, aż zegarek nie pokazał godziny 15:00 -Kurwa spoźnie się się- krzyknęłam wstając od stołu -Gdzie idziesz?- zapytał Alex spoglądając w moją stronę -Spotkać się z Leo- odpowiedziałam wybiegając.
Gdy już miałam chwycić za klamkę od drzwi wejściowych ktoś złapał mnie za rękę -A ty gdzie się wybierasz- usłyszałam głos Dyllana -Spotkać się z kolegą- mruknęłam wyrywając rękę z uścisku -Masz wrócić- warknął- jak nie, będziemy inaczej rozmawiać- dokończył i odszedł. Przewróciłam oczami, zamawiając taksówkę, która była już po 10 minutach. Na miejscu, czyli w parku koło mojego domu znajdowałam się po 25 minutach. Czyli mam jeszcze 25 minut do przejścia chłopaka.
Weszłam do kawiarni nie daleko parku i kupiłam sobie mrożoną kawę. Całe szczęście, że zawsze noszę w Case kartę płatniczą. Odebrałam zamówienie i z powrotem skierowałam się do parku siadają na ławce przy placu zabaw. Obserwowałam dzieci, bawiące się jak i ich rodziców biegających za nimi, by tylko nic im się nie stało. Z moich oczy nie kontrolowanie wypłynęły łzy, które szybko starłam wierzchem dłoni. -Bu!- usłyszałam nad uchem za plecami. Przestraszona lekko podskoczyłam przez co chłopak zaczął się śmiać -Hej!- walnełam go- nie rób tak- wstałam próbując udawać poważną. Nie zaprzecze, że dzisiaj w chuj dobrze wyglądał
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
-Chodź- machnął ręką i skierował się w nieznanym mi kierunku. Szybko go dogoniłam i szłam obok. Chłopak zamówił taksówkę, a ja po cichu obserwowałam jego ruchy. -Co Tak patrzysz?- spytał zauważając że mu się przyglądam -A tak jakoś się zapatrzyłam- oparłam kłamiąc, bo przecież nie powiem mu, że myślę nad tym jak zapytać go o ojca. -Okej- zmarszczył brwi. Coś czuje że mi nie uwierzył, ale przy najmniej nie dąży tematu. -Tak w ogóle gdzie jedziemy?- zapytałam wsiadając do taksówki, która właśnie podjechała -Niespodzianka- uśmiechnął się na co tylko kiwnełam głową.
Patrzyłam na krajobraz za oknem nie wiedząc jak zacząć rozmowę, przez te dni tyle się wydarzyło, że poprostu nie wiem jak z nim rozmawiać.
W końcu zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie -Przecież tu nic nie ma- spojrzałam na uśmiechnietego chłopaka -Chodź, nie marudź- wypchnął mnie z pojazdu.
Przeszliśmy przez pole, by dojść do małego lasku -Okej, nie wiem co planujesz, ale się nie zgadzam- stanęłam widząc przed sobą tylko las, na dodatek byliśmy na bank po za miastem -Spokojnie mała- uśmiechnął się łapiąc mnie za rękę, przez co przez moje ciało przepłynął dziwny prąd. Chłopak chyba to zauważył, bo uśmiechnął się sam do siebie -Leondre, to wcale nie jest zabawne-mruknęłam nie wyrywając ręki,było mi tak wygodnie okej... -Już jesteśmy- powiedział, a mi ukazał się śliczny widok.
Średniej wielkości jezioro, otoczone drzewami. Mała plaża, oraz altanka, zachodzące powoli słońce dawało śliczny klimat temu miejscu. Było wręcz cudownie -Wow- wydusiłam w końcu z siebie -Podoba się?-zapytał uśmiechając się i ciągnąć mnie na piasek -Jeszcze się pytasz, tu jest pięknie- obróciłam się do okoła -Wiem- zaśmiał się- Siadaj- powiedział i sam usiadł na piasku, który był jeszcze ciepły przez promienie słoneczne. Zrobiłam to co chłopak wyciągając telefon i robiąc zdjęcie temu cudownemu miejscu.
Siedzimy i rozmawiamy tu już z dobrą godzinę. -Leo- zaczęłam chcąc w końcu zacząć temat jego ojca. Chłopak położył się zakładając kaptur na głowę, by nie mieć piasku we włosach, spojrzał na mnie pokazując tym że mam mówić. Usiadłam trochę bliżej chłopaka, czując jak robi mi się trochę zimniej -Opowiesz mi o swoim ojcu?- zapytałam patrząc chłopakowi w oczy, jego mina zmieniła się na dość poważną z uśmiechniętej -Jak nie chcesz nie mów- powiedziałam od razu widząc reakcje chłopaka -Nie okej, powiem Ci mimo że, temat nie jest dla mnie za fajny- westchnął. Pociągnął mnie tak ze teraz leżałam głową na jego klatce piersiowej, a chłopak gładził moje włosy. Niegrzeczynychchłopiecwrócił? -Za dużo o nim nie wiem, mama nigdy nie chciała za dużo o nim mówić, uciekała od tego tematu, gdy tylko pytałem. Chodź wiem, że nie jest dobrym człowiekiem i pracuje w dużej firmie i nie zależy mu na rodzinie- westchnął- chce go poznać, lecz raczej wątpię że on chce mnie- zatrzymał rękę na moim ramieniu, a moje ciało znowu zareagowało deszczem -Skąd możesz wiedzieć, że nie chce?-zapytałam kładąc się na nim tak by widzieć jego twarz -Skoro się nie odzywał przez tak długi czas to raczej tak jest- spojrzał na mnie na chwile, a potem w jezioro. A to wystarczyło mi by wiedzieć, że chłopak tęskni za ojcem , ale jednocześnie ma do niego duży uraz. -A co jeśli powiedziała bym ci, że wiem gdzie on jest i mogła bym Cię do niego zaprowadzić?- podniosłam lekko głowę opierając ją na ręku. Może będę tego żałować i ryzykuje, bo Dyllan mi nie pozwolił, ale nie była bym sobą, gdybym nie zrobiła inaczej niż mi każą -Naprawdę?- spojrzał na mnie z nadzieją w oczach -Tak- uśmiechnęłam się poprawiając włosy za ucho by nie wpadły mi w twarz- Idziemy? -Nie wiem- westchnął patrząc w niebo -Chcesz go zobaczyć? -No tak -To chodź- wstałam podając mu rękę, by uczynił to samo. Po dłuższej chwili wstał otrzepał się i oboje skierowaliśmy się w drogę powrotną. -Trochę się boję- wyszeptał jak by do siebie. Stanęłam przed nim przyglądając się mu -Dasz rade, przecież jesteś "niegrzecznym chłopcem"- zaśmiałam się, a Leondre razem ze mną -Tylko i wyłącznie dla ciebie- walnął mnie palcami w brodę. A na moich policzkach wstąpił rumieniec -Chodź i nie pierdol- odwróciłam się i zaczęłam iść pierwsza, na co farbowany blondyn tylko pokręcił głową ze śmiechem