Krążyłem po pokoju z telefonem w ręce. Nie chciałem odbywać tej rozmowy, jednak Ayumi uświadomiła mi, jakim jestem szczeniakiem, jeśli chodzi o nasz związek. Oczekiwałem fajerwerków, czegoś z efektem wow, a jedyne, co dostałem to kłótnie i niedopowiedzenia. Nie spodziewałem się też, że moją pierwszą miłością będzie mężczyzna. Z resztą, jak mogłem się tego spodziewać? Nikt mi nigdy nie powiedział, że może mi się podobać ta sama płeć! Zawsze wszyscy mówili, że związek istnieje pomiędzy kobietą i mężczyzną, nikt jakoś nie mówił o związkach homoseksualnych, zupełnie tak, jakby wcale nie istniały. Skąd mam wiedzieć, jak to ma wyglądać? Zrezygnowany usiadłem na łóżku, gapiąc się na ekran telefonu, tak jakbym miał tam znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Może to i lepiej, że to się skończyło w ten sposób? Ja i tak zaraz wyjeżdżam, prawdopodobnie się już nigdy nie zobaczymy. Studia trwają kilka lat, może przez ten czas oboje zdążymy o sobie zapomnieć i ułożyć sobie życie. Po co mam dzwonić i tłumaczyć coś, co jest oczywiste. Nie jesteśmy już ze sobą. Koniec i kropka. Oczywiście nie chciałem, żeby tak to się skończyło, ale tak jakoś wyszło. Z drugiej strony głupio mi jakoś. Ayumi uświadomiła mi, że to, jak postępowałem było egoistyczne i chociaż za to powinienem przeprosić. Ale nie chcę słyszeć jego głosu, bo wiem, że moje serce prawdopodobnie pęknie. Może wyślę mu SMS-a? Nie, to też nie jest dobre rozwiązanie.
Jak na zawołanie zadzwonił mój telefon. Zerknąłem w panice na wyświetlacz. Miałem nadzieję... nie, właściwie to bałem się, że to Shiro. Jednak na ekranie widniała inna nazwa kontaktu. Odebrałem.
- Tak, słucham? - jakoś nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, na pewno nie z nim.
- Ryu, słyszałem, że coś się stało... - głos Yukio był zachrypnięty, zupełnie jakby przed chwilą się obudził i natychmiast do mnie zadzwonił.
- To źle słyszałeś. - odezwałem się ozięble. Chyba nieco przesadziłem, ale wiedziałem, że to Ayumi oczywiście musiała już rozgadać wszystkim dookoła co się stało. Po drugiej stronie panowała cisza. - Przepraszam, Yukio. Nic się nie stało. - zmieniłem nieco ton głosu. Przecież on mi nic nie zrobił. Chyba się o mnie martwił, a ja nie powinienem w ten sposób reagować.
- Ayumi mi powiedziała, co zaszło pomiędzy Tobą a Shiro... - zrobił długą pauzę, jakby w jakiś sposób dawał mi czas na wyjaśnienie. Milczałem. Nie mam zamiaru mu się tłumaczyć z moich spraw osobistych. - Czy to już definitywny koniec pomiędzy Wami? - starał się mówić łagodnie, jednak wyczuwałem w jego tonie głosu jakąś dziwną nutę, tak jakby w jakiś sposób go to cieszyło. Albo mi się wydawało.
- Tak, chyba tak. - powiedziałem spokojnie. Nie chcę go w to mieszać. Całe to zamieszanie ze wspólnym mieszkaniem... nie powinienem wciągać w to wszystko Yukio. Koniec końców to w końcu mój przyjaciel. Chyba.
- Shiro tak po prostu to zaakceptował? - Yukio był wyraźnie zdziwiony. Czy on to zaakceptował? Nie mam pojęcia. Skąd mogę wiedzieć. Nie dostałem od niego żadnej wiadomości. Żadnego telefonu. Zupełnie jakby dał za wygraną.
- Nie dzwonił ani nic... - bąknąłem, jednak docierało do mnie, że przecież ja też się tak zachowywałem. Ja też nie dzwoniłem z przeprosinami, nie starałem się tego naprawić. Tym bardziej on nie ma powodu. To ja zerwałem. To ja podjąłem decyzję za nas obu. - Jestem dupkiem. - wyrwało mi się.
- Dopiero teraz to zauważyłeś? - zaśmiał się Yukio. Jestem totalnym dupkiem. Cały czas to ja czekałem, żeby on do mnie napisał i poprosił o spotkanie. Powinienem mu to wszystko wyjaśnić.
- Yukio, muszę gdzieś zadzwonić. - powiedziałem szybko i rozłączyłem się nie czekając nawet na jakąkolwiek odpowiedź. W pośpiechu wybrałem numer Shiro, jednak chwilę się wahałem zanim nacisnąłem przycisk wybierania. Co ja mam mu powiedzieć? Jak mam przeprosić? Czy poprosić o spotkanie? Jak mam mu wyjaśnić?
Usłyszałem w słuchawce pierwszy sygnał. Jeszcze mogłem zrezygnować i się rozłączyć. Jeśli oddzwoni, to powiem, że wybrałem jego numer przez przypadek.
Drugi sygnał. Wziąłem dwa głębokie oddechy. Nadal nie mam pojęcia jak zacząć tę rozmowę. Może jednak nie odbierze i udam, że tak naprawdę to nigdy nie dzwoniłem.
Trzeci sygnał. Kliknięcie. Odebrał.
- Cześć Shiro, z tej strony Ryu. - słyszałem jego ciężki oddech. Szkoda, że nie widziałem jego twarzy. Czy jest na mnie zły, czy jest smutny? Nie odzywał się. - Możesz rozmawiać? - kontynuowanie tej rozmowy było ciężkie.
- Po co dzwonisz? Przecież oddałem Ayumi Twoje rzeczy. - jego głos brzmiał szorstko, w dodatku chyba był nieco pijany. Spojrzałem za okno. Nie zaszło jeszcze słońce, a on już zaczął pić? Pokręciłem głową. Idiota, nie powinien topić smutków w alkoholu...
- Chciałem Cię przeprosić. - ta rozmowa była tak spontaniczna, że nawet nie zdążyłem się do niej przygotować. Kompletnie nie miałem pojęcia, co i jak mam mu powiedzieć. - Byłem kompletnym dupkiem i nie powinienem zakończyć tego wszystkiego w taki sposób... - przez chwilę zastanawiałem się jak to wszystko ubrać w słowa. On milczał. Zupełnie jakby nie miał ochotę na rozmowę ze mną. Z resztą nie dziwię mu się. - Czy możemy się spotkać? - nie chcę tego robić przez telefon. Chcę mu spojrzeć w oczy. Przynajmniej tyle jestem mu winien.
- Po co? Żebyś mi powiedział, że ze mną zrywasz jeszcze raz? Nie dzięki, Ryu, już to raz od Ciebie usłyszałem. - rzucił sarkastycznie, jednak się nie rozłączył. Jego oddech nieco przyspieszył.
- Shiro, proszę. Spotkajmy się. Chcę to jakoś wyjaśnić... - starałem się go przekonać błagalnym tonem głosu. Nie chcę mu powiedzieć jeszcze raz, że powinniśmy się rozstać, jednak w ramach wyjaśnienia będę musiał. I on o tym wiedział. On wiedział, że do siebie nie wrócimy.
- Ok. Niech Ci będzie. Możesz do mnie przyjść. - oczyma wyobraźni widziałem jak właśnie wzrusza ramionami. Nieco mi ulżyło.
- Dzisiaj? - chciałem to mieć jak najszybciej z głowy.
- Jeśli masz czas. Jestem w domu. - czułem w jego głosie rezygnację. On doskonale wiedział, że nie przyjdę się tam pogodzić. Zdawał sobie sprawę, że to będzie nasze ostateczne pożegnanie. Nagle zrobiło mi się smutno.
- Będę za dwie godziny. - rozłączyłem się. Pora zakończyć ten związek. Shiro był moją pierwszą miłością. Położyłem głowę na dywanie i zacząłem gapić się w sufit. Czy na pewno tego chcę? Czy takie rozwiązanie jest najlepsze? Czy możemy to jeszcze naprawić? W jakiś sposób czuję do Shiro mniej lub bardziej nieokreślone "coś". Co mam zrobić? Zacząłem masować skronie. Ta decyzja jest bardzo ważna. Czy mam zostać z nim i mieć nadzieję, że to moje "coś" zaiskrzy się na nowo? Czy może dać sobie z tym spokój i udawać, że ta miłość nigdy nie miała miejsca? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Cześć Kochani. Nie było mnie tutaj dłuuuuuugo. Wybaczcie mi, proszę. Nie będę obiecywać poprawy, bo najprawdopodobniej tej obietnicy nie dotrzymam. Przepraszam, że musicie tyle czekać, ale mam nadzieję, że będzie warto. W kolejnym rozdziale rozwiąże się dylemat Ryu. MAM DO WAS TAKIE MAŁE PYTANKO : Wolicie, żeby Ryu i Shiro ze sobą zerwali, czy zostali w związku? Czekam na komentarze. Przeczytam je wszystkie, bo jestem ciekawa ;)
CZYTASZ
You have no idea (BL)
Storie d'amoreMiłość rodzi się powoli, pod kiełkującym spojrzeniem czułości. Nie ma czegoś takiego jak zakazana miłość. Niekiedy po prostu zostawia za sobą słodko-gorzki posmak. by Menda Poznajcie Ryu, który zaczyna coś czuć do swojego nauczyciela. Czy jego niepe...
