Rozdział 13

142 7 0
                                    

Kaden

Wjechałem na podjazd, od razu widząc auto, które nie należy do żadnego z chłopaków.

Wyłączyłem telefonem zabezpieczenie i wyszedłem z auta, udając się do drzwi wejściowych. Trzasnąłem drzwiami, jak miałem to w zwyczaju i udałem się do salonu. Nikogo tam nie było, więc pewnie chłopaki zaczęli robić grilla.

Zacząłem iść w stronę drzwi do tarasu, które były lekko uchylone. Usłyszałem dziewczęce głosy, więc chłopaki nie byli sami, a wiedzą, że nie mogą w puszczać swoich lasek bez skonsultowania tego ze mną.

Otworzyłem szerzej drzwi i przeszedłem przez nie. Moim oczom ukazali się wszyscy, a w szczególności jedna osoba przekuła najbardziej moją uwagę.

Vee siedziała na trawie, śmiejąc się z czegoś. Widząc mnie, z jej ust szedł uśmiech, który przed chwilą zdobił je buzie i znów wkroczyła obojętna mina. Nasze oczy się spotkały.

– Widzę, że impreza rozkręca się beze mnie – powiedziałem, nie odrywając od niej oczu.

– Nie chcieliśmy na ciebie czekać, bo wszyscy by umarli z głodu, a i sorry, że cię nie poinformowałem o tym, że dziewczyny przychodzą – powiedział Jake, biorąc do ręki szklankę i upijając łyka jakiegoś trunku.

Pokiwałem głową, pokazując, że przeprosiny przyjęte i zacząłem iść w stronę stołu. Wziąłem sobie coś do jedzenia i spojrzałem, gdzie mógłbym usiąść. Nigdzie nie było miejsca, więc jedyne miejsce było koło Vee na trawie.

Podszedłem do niej. Ona oderwała wzrok od ogrodu i spojrzała na mnie.

– Czy mógłbym usiąść koło ciebie? – spytałem, uśmiechając się do niej.

– No chyba nie mam innego wyboru, nie?

– No właśnie nie – powiedziałem, puszczając oczko i siadając koło niej. Wróciła do oglądania ogrodu.

– Dziś jest impreza u Tobiego, ktoś, coś? – spytał Harry.

– Ja na pewno jadę, nie wiem jak wy – powiedziałem.

– Ale powinienem mieć oko na Vee. Przecież już zgodziłem się, że będę ją ochraniał – pomyślałem.

Pokazałem gestem ręki do Jake'a, żeby poszedł ze mną, na co on przytaknął i wstał z ławki, na której siedział. Na-stępnie ruszył ze mną do środka domu.

– Rozmawiałem z ojcem Vee i zgodziłem się bezskonsultowania tego z wami. Mam nadzieje, że nie będziecie na mnie źli.

– Chłopie, co ty gadasz, dobrze zrobiłeś. Wiesz, że jak byś się mnie spytał, to bym się zgodził od razu bez rozmyślania nad tym i inni pewnie też.

– Ale to psuje nam nasze plany...

– Nie prawda. Zawsze możemy wyskoczyć na mniejsze akcje i nawet ona by nie zauważyła, że nas nie było.

Ma racje. Damy radę.

– Powiemy jej? Wiesz, że ja bym jej powiedział. Ona jest dla mnie jak siostra i nie lubię mieć przed nią tajemnic.

– Na razie najlepiej będzie, żeby nie wiedziała. Może ją to przestraszyć i nie będzie współpracowała, a co do tajemnic to przecież nigdy nie powiedziałeś jej, co robisz w niektóre dni, gdy się z nią nie spotykasz, więc dasz radę przez nie określony czas nie mówić jej tego, co wiemy – powiedziałem, patrząc przez okno na nią i gdy spojrzała w moją stronę, oddaliłem się od okna i spojrzałem na Jake'a, który przytaknął na moją odpowiedź.

– Co z tą imprezą? Idziemy na nią? Przecież nie możemy iść się bawić, wiedząc, że ona jest w niebezpieczeństwie.

– Na pewno dasz radę namówić ją na tę imprezę. Będziemy tam wszyscy razem i będziemy mieli na nią oko. Na pewno nic jej się nie stanie.

Dangerous LoveOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz