Tydzień od tego zdarzenia cały czas czułem na sobie wzrok tego chłopaka. Aż w końcu znowu na niego wpadłem, w kozie. Tak, w kozie, za palenie za szkołą.
Żaden z nas nie spodziewał się przechodzącego tam woźnego, ja zaś nie spodziewałem się, że Kurt rzuci się w krzaki, a Larry oświadczy, że właśnie upominał mnie, że nie wolno palić na terenie szkoły. Cholerne cwaniaki.
Tak więc kiedy wszedłem do klasy chemicznej, którą za karę miałem posprzątać, ponieważ łaskawy woźny nie zgłosił tego incydentu do dyrekcji, stanąłem jak wryty, gdy moim oczom ukazał się siedzący na jednym ze stołów ten sam koleś, który minął mnie bez słowa i nie pomógł nawet wstać.
Splunąłem na jego widok, a ten tylko zaśmiał się sucho.
- Będziesz miał więcej do sprzątania - prychnął, zeskakując ze stołu na ziemię i mijając mnie równie obojętnie jak za pierwszym razem, by znaleźć się przy drzwiach.
- Hej, gdzie ty do cholery idziesz?! Mamy razem to sprzątać!
Chłopak odwrócił głowę za siebie, gdy chwyciłem go za nadgarstek, a potem tak mocno wyrwał rękę, że aż się zatoczyłem.
- Niczego nie będę sprzątał - powiedział chłodno i również splunął na podłogę.
Usłyszałem trzask zamykanych drzwi i zacisnąłem pięści, aż dysząc ze wściekłości.
Tamtego dnia postanowiłem dowiedzieć się o nim jak najwięcej.
*****
Nazywał się Gerard Way, był ode mnie dwa lata starszy i chodził do klasy razem z bratem Kurta. Nikt go nie lubił, bo był oziębły i z nikim nie chciał rozmawiać. Ponoć jego rodzice ćpali, przez co ojciec wykitował. Brata Way trzymał w piwnicy i głodził. Dlatego gdy szedł korytarzem, ta jego odpychająca aura torowała mu drogę.
Szczerze mówiąc, nie chciało mi się w to wszystko wierzyć. Nigdy nie wiedziałem, by zrobił komuś krzywdę, ale ponieważ po ostatniej akcji przy jego imieniu pojawił się drugi minus, nie zastanawiałem się nad tym. Skoro tak będzie mnie traktował, odwdzięczę się tym samym.
- Hej, Franiu? Odleciałeś?
Ocknąłem się dopiero gdy Larry pomachał mi dłonią przed twarzą. Siedzieliśmy w drewutni za domem Kurta. Choć było trzaskająco zimno, alkohol przyjemnie nas rozgrzewał.
- Zamyśliłem się.
- Zauważyliśmy. Siedzisz tak dobre pięć minut - upomniał mnie Kurt, kończąc drugiego szluga.
Piątkowy wieczór z kolegami na małej libacji, przy słodkich nutach Misfits to najlepsze, co mogłem sobie wymarzyć po całym tygodniu szkoły.
- Nie wiem co ma do mnie ten cały Gerard. Wkurwia mnie - odstawiłem swoją butelkę na bok.
- Uczepił się i tyle. Mógł kogokolwiek, padło na Ciebie - Kurt wzruszył ramionami. - Trzeba było wtedy na niego nie wpadać.
- Taa... Dzięki, Kurt. Cenne rady.
Przyuważyłem, że Larry zerka na zegarek, co oznaczało, że zaraz będzie wracał do domu. I tak siedzieliśmy tu już dobre dwie godziny, a ja zaczynałem trząść się z zimna. Do tego nie lubiłem być sam na sam z Kurtem, nigdy nie mieliśmy tak dobrego kontaktu jak ja i Larry, dlatego postanowiłem wyprzedzić kolegę i jako pierwszy powiedziałem, że muszę się zbierać, bo matka się wścieknie, co akurat było prawdą. Miałem pomóc jej w sprzątaniu.
- Frank! - wydarła się, gdy tylko otworzyłem drzwi. - Gdzie żeś się szlajał?!
Przewróciłem oczami, mrucząc, że nigdzie i zabrałem się szybko za sprzątanie mojej części domu, by jak najszybciej się położyć. Po paru shotach i piwie nie czułem się najlepiej.
Gdy leżałem już w łóżku, usłyszałem, że ktoś wchodzi po schodach, a później cicho otwiera drzwi.
- Frank? Śpisz?
Usłyszałem głos matki, ale nie odezwałem się, myśląc, że chce po prostu żebym jeszcze coś zrobił, a nie miałem na to ochoty. Ona jednak weszła do pokoju i przysiadła na skraju mojego łóżka, by pogłaskać mnie lekko po głowie.
- Śpij, Franuś, śpij... - powiedziała cicho, a mnie zrobiło się jej żal, pierwszy raz od bardzo dawna.
Linda była ładną, zadbaną kobietą, ale po pierwszej zdradzie zmieniła się. Straciła siłę i swój urok, straciła uczucia i emocje, straciła miłość swojego życia, zaś ojciec się tym nie przejmował. To prawda, matka często działa mi na nerwy; raz zupełnie ją nie interesowałem, wyjeżdżała na kilka dni, a raz cisnęła mnie o lekcje, ganiła za wagary i wszystko inne, co robiłem, nazbyt się interesowała. Jednak w takich chwilach jak ta, gdy widziałem jak bardzo cierpi, było mi jej żal i nienawidziłem ojca za to, co zrobił z tą kobietą.
Te myśli ucichły, gdy Linda wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi - to jak czarodziejska różdżka natychmiast mnie uśpiło.
CZYTASZ
Drowning lessons
FanfictionKażdy ma czasem gorszy dzień. Niewyobrażalnie zły humor, pecha krążącego nad głową jak wielka chmura burzowa. Ten feralny piątek był właśnie takim dniem. Jedynym promykiem słońca, który przebił się przez chmurę złych zdarzeń, był Gerard Way, który u...
