Gerard Way nie ma serca.

301 54 22
                                        

Nie miałem pojęcia, że ktoś taki jak Gerard może wstydzić się swojego ciała.
Owszem, może miał kilka kilogramów za dużo i nie był wysportowany, ale i tak uważałem go za cholernie przystojnego chłopaka. Miał przyjazną twarz, gdzie niegdyś często gościł serdeczny uśmiech, zielone oczy, które hipnotyzowały przy każdym spojrzeniu, choć teraz zaczął zakrywać je ciemnymi okularami i zgrabne nogi, które nie pozwalały przejść obok niego obojętnie, zwłaszcza iż właściciel podkreślał ich kształtność (nazbyt) dopasowanymi spodniami.

Gdy postanowił w końcu zwlec się z łóżka, zrobił to z prędkością światła, porywając ze sobą jeden z koców.

- Wstydzisz się, Way?

Gerard obrócił się do mnie zakrywając się nieudolnie kocem i spłonął rumieńcem.

- Co? Nie - powiedział, choć uciekł natychmiast wzrokiem.

Z zadziornym uśmiechem podszedłem do niego i wyrwałem mu koc, na co ten zgarbił się lekko i spuścił głowę.

- Wczoraj nie byłeś taki wstydliwy - zaśmiałem się.

- To... Ja... - zaczął, ale przyłożyłem mu palec do ust.

- Jesteś piękny - szepnąłem.

- Frank...

*****

Po powrocie do szkoły nie okazywaliśmy sobie czułości, tak jakby sylwestrowej nocy nigdy nie było. Gerard nadal mieszkał u mnie i nadal byliśmy przyjaciółmi, ale to, co między nami rozkwitło, wydało się wygasnąć. Ale nie we mnie.

Gerard Way zachwycał mnie każdego dnia na nowo.
Chciał wstąpić do samorządu szkolnego, ale choć bardzo się starał, nie przyjęli go. Pomagał w każdej możliwej akcji charytatywnej, włączał się w każdy szkolny projekt, poświecił w końcu więcej czasu nauce i swoim pasjom. Chciał, bardzo chciał przekonać do siebie ludzi i nawet udało mu się znaleźć kilku kolegów w klasie, z którymi rozmawiał na przerwach.

Ale to ze mną wymykał się ze szkoły, by zapalić, ze mną siedział przy stole na przerwach obiadowych, gdy Kurt i Larry mieli gorszy dzień i nie chcieli ze mną rozmawiać, to mi pomagał odrabiać zadania domowe i to ze mną ćwiczył grę na gitarze.
Czułem się wyjątkowy, bo zawsze gdy go potrzebowałem, był gotów rzucić wszystko tylko po to, by być przy mnie.

I tylko ja znałem drugą stronę medalu.

Często jeszcze płakał nocami. Przychodził wtedy do mnie i tulił się całą noc, mocząc łzami moją koszulkę, a ja głaskałem go po głowie, szepcząc kojące słowa.

Czasem miał gorsze dni - wtedy zamykał się w gabinecie ojca, który stał się jego pokojem, i całe dnie leżał w łóżku albo rysował.
W takie dni wieczorami grał na gitarze, i choć już dawno prześcignąłem go w tej sztuce, nadal uwielbiałem go słuchać, zwłaszcza dlatego, że często śpiewał napisane przez siebie piosenki.

Raz, gdy siedziałem po turecku pod jego drzwiami i wsłuchiwałem się w jego twórczość, przyłapał mnie na gorącym uczynku.
Oparty wygodnie o ścianę, z zamkniętymi oczami, nie zauważyłem gdy łagodnie przerwał piosenkę i po chwili pojawił się w drzwiach.

- Oh... Gerard, to nie tak jak myślisz...

Chłopak tylko uniósł brwi i oparł się o framugę.
W za dużej czarnej bluzie i znoszonych dresach nadal wyglądał cholernie dobrze, a ja zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe.

A może to tylko mnie aż tak zachwycał, bo byłem w nim zakochany. Po uszy.

- Idź po gitarę - rzucił i schował się z powrotem w swojej jaskini.

Drowning lessons Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz