Gerard Way nie kłamie.

316 55 42
                                        

Następnego dnia wstałem wcześnie. O wiele za wcześnie, jak na moje zszargane nerwy, opuchnięte od płaczu oczy i bolące przez niewygodną pozycję plecy.
Jedynym plusem zwleczenia się z łóżka o tej godzinie było to, iż Gerard jeszcze smacznie spał, a ja nie miałem najmniejszej ochoty go widzieć. Kolejna osoba, która mnie zawiodła. Która zataiła przede mną prawdę.

Ubrałem się szybko i niemal wybiegłem z domu, bo mimo że mój współlokator zaczynał lekcje dwie godziny później niż ja, nie chciałem się na niego natknąć.
Bolało mnie serce i nawet spalenie szluga nie pomogło na ten rodzaj bólu. By wyrzucić z głowy Gerarda, wróciłem myślami do mojej ostatniej rozmowy z Kurtem.

Ciemnowłosy chłopak siedział zmarznięty pod tylnym wejściem do szkoły i palił flegmatyczne papierosa. Usiadłem obok niego, chowając skostniałe dłonie w kieszeniach bluzy.

– Dlaczego nigdy nic nie mówiłeś? – zapytałem prosto z mostu.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Wyglądał jakby przebiegł tysiące kilometrów, a na końcu trasy dowiedział się, że jego podróż nie miała najmniejszego sensu. Zmęczony i zrezygnowany, zawiedziony. Może na mój widok.

– Po co? To mój problem.

– Larry wiedział...

– Larry to idiota – uciął Kurt i zaciągnął się mocno.

Westchnąłem cicho i zastanowiłem się przez moment.
Jak wyjść z tej sytuacji? Nigdy nie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale zależało mi na tym durniu.

– Jakby co, to możesz się wygadać. Przecież wiesz.

– Pierdolenie – mruknął.

Dostrzegłem jednak, że uśmiechnął się lekko pod nosem.

– To nie Larry jest idiotą, tylko ty – prychnąłem.

Kurt szturchnął mnie łokciem w geście oburzenia, ale po chwili odparł cicho:

– To prawda.

Uśmiechnąłem się lekko, zapominając na moment o Way'u.

– Ale ty jesteś największym idiotą z nas wszystkich, Iero.

W końcu poczułem się tak jak dawniej, a moje sercowe rozterki odeszły na bok.

*****

Jeśli miałbym wskazać najgorszy dzień mojego życia, ten zdecydowanie konkurowałyby o pierwsze miejsce.

Razem z Larry'm i Kurtem siedzieliśmy w zatłoczonej stołówce, śmiejąc się i żartując z zupełnie nieważnych spraw.
Zamarłem, gdy ktoś położył mi dłoń na ramieniu, a moi towarzysze zamilkli.

– Możemy pogadać?

Głos Gerarda był lekko zmartwiony, ale stanowczy. Serce zabiło mi mocno i zabolało, jakby ktoś wbił w nie kolce. Poczułem się niczym zakochana nastolatka. Wróć, czułem się tak od dawna - teraz jednak postanowiłem zachować się jak jedna z nich.

– O tym, że jesteś samolubnym dupkiem, który myśli chujem?

Larry wyraźnie zbladł, a Kurt zmarszczył brwi.

Nie rozmawiałem z nimi o Gerardzie.
Przestaliśmy spędzać czas w czwórkę, ale nie pytali o to. Mimo to, Larry wiedział trochę więcej niż Kurt, a do mnie dotarło, że obwiniałem świat o kłamstwa i tajemnice, które sam miałem. Cóż za chora hipokryzja.

Zielonooki zabrał powoli dłoń, a kilka osób siedzących przy sąsiednich stolikach przerwało rozmowy i zwróciło wzrok na mnie i Gerarda.
Nie należy zapominać, że niektórzy nadal święcie wierzyli, że Way wykończył swojego brata, i wciąż bali się go jak ognia.
A ja, nic nieznaczący w szkolnej społeczności Frank Iero, właśnie rozpocząłem z nim kłótnię.

Drowning lessons Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz