Ćwiczyłem grę na gitarze niemal codziennie, przez co dom Way'ów stał się także moim domem. Często późno wychodziłem od Gerarda, dlatego mocno pogorszyły się moje stosunki z matką.
Dawała mi pełno zakazów, które i tak łamałem, umyślnie pogarszając sytuację. Pewnego dnia znalazła paczkę papierosów, którą schowałem w szafie, i zagroziła mi, że wyrzuci mnie z domu. Nie przejąłem się zbytnio, już układając sobie w głowie plan, gdzie mógłbym urządzić sobie sypialnię w domu Gerarda.
„Nie mogę uwierzyć, że jesteś moim synem."
Udawałem przed samym sobą, że bardziej ruszają mnie rozdeptane przez nią papierosy, niż jej słowa.
„Do niczego się nie nadajesz, dziecko."
Powtarzała mi to odkąd byłem gówniarzem. Teraz, gdy przypominam sobie ile łez przez to wypłakałem, czuję jedynie zażenowanie. Nic więcej.
Sprawy zaszły za daleko, gdy w piątkowe popołudnie wracałem ze szkoły do domu. Gerard powiedział mi w na jednej z przerw, że dzisiaj nie może się spotkać, dlatego zaraz po lekcjach ruszyłem w stronę domu. Będąc już na mojej ulicy zobaczyłem odjeżdżające auto ojca, co lekko mnie zdziwiło, gdyż ostatnio zawitał tutaj jakiś miesiąc temu.
Wszedłem ostrożnie do domu, a słysząc szloch matki nawet nie zdejmowałem butów, tylko szybkim krokiem ruszyłem w stronę kuchni.
- Mamo?
Kobieta siedziała na krześle, jej twarz była zaczerwieniona i mokra od łez. Wyglądała okropnie, dawno nie widziałem jej w takim stanie...
Szybko otarła łzy i podniosła na mnie wzrok pełen rozpaczy i bólu.
- Nie wchodź w butach do domu, mówiłam Ci tyle razy! - krzyknęła, co trochę mnie speszyło, ale nie chciałem się poddać.
- Co się stało?
Spuściła wzrok i milczała przez moment, zanim odezwała się łamiącym się głosem.
- Ojciec chce rozwodu. Znalazł kogoś.
W jednym momencie poczułem wściekłość, smutek i ulgę. Spodziewałem się tego, ostatnio bywał w domu coraz rzadziej, wyjeżdżał na długo i nawet nie dzwonił. Nie mogłem zostawić Lindy, poczułem, że właśnie teraz potrzebuje mojego wsparcia.
Jakże się myliłem.
- Mamo... - szepnąłem i podszedłem do niej. - Ojciec to skończony dupek, nie zasługiwał na Ciebie, znalazł sobie inną, bo jest zbyt dziecinny na zobowiązania i wychowywanie dziecka. Jest idiotą, skoro zostawił kogoś takiego...
Nie pozwoliła mi dokończyć, bo wstała gwałtownie z krzesła, a zaraz potem wymierzyła siarczysty policzek.
- Nie mów tak o swoim ojcu!
Lekko się zachwiałem i przyłożyłem dłoń do piekącego policzka, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę to zrobiła. Spojrzałem na nią z przerażeniem, które szybko zamieniło się we wściekłość i ocierając szybko łzy chwyciłem plecak, który zostawiłem w holu i wybiegłem z domu. Słyszałem za sobą swoje imię, ale ani mi się śniło się odwrócić.
Obrałem najbardziej oczywisty kierunek, pierwszy, który wpadł mi do głowy. Który był już tam zakodowany.
Zdyszany i mokry od potu, rycząc w niebogłosy dopadłem do drzwi, z których odpadała farba, i zacząłem walić w nie pięściami.
Przestałem dopiero, gdy zaczęła zdzierać mi się skóra z dłoni. Wycie przerodziło się w cichy szloch, w zawód, kiedy drzwi pozostały zamknięte.
Dopiero teraz poczułem, jak bardzo jest zimno na dworze. Nie mogłem wrócić do domu, nie mogłem iść ani do Kurta, ani do Larry'ego, a Gerard nie otworzył mi drzwi.
CZYTASZ
Drowning lessons
FanfictionKażdy ma czasem gorszy dzień. Niewyobrażalnie zły humor, pecha krążącego nad głową jak wielka chmura burzowa. Ten feralny piątek był właśnie takim dniem. Jedynym promykiem słońca, który przebił się przez chmurę złych zdarzeń, był Gerard Way, który u...
