Gerard Way niczego się nie boi.

338 50 50
                                        

Powrót do szkoły był trudny. Wiązał się z wieloma wyrzeczeniami, jak i zaskakującymi zjawiskami i zachowaniami - niektóre potwornie dołowały, niektóre podnosiły na duchu i dawały nadzieję na lepsze jutro.

Gdy późnym wieczorem wróciliśmy do domu, brudni od krwi, zmarznięci, zmęczeni i przestraszeni, Linda siedziała przy kuchennym stole i wpatrywała się tępo w ścianę.

Od momentu otrzymania telefonu ze szkoły przeszła przez nią fala tsunami zawierająca tak różne, skrajne i sprzeczne emocje, że kobieta nie była w stanie na niczym się skupić.

Nie była najlepszą matką, wiedziała o tym, ale kochała syna. Frank był dla niej wszystkim i choć w ogóle się nie dogadywali, była z niego dumna i martwiła się o niego, tak jak teraz.

W dodatku, gdy przyjęła pod swoje skrzydła Gerarda, zaczęła powoli pojmować jak wielkie ma szczęście, że ma swojego małego Franka.
Historia przyjaciela jej syna była na tyle poruszająca, że zazwyczaj myśląca tylko o sobie Linda zaczęła dostrzegać innych ludzi, zaczynając od młodego Way'a, którego kobieta traktowała już jak własne dziecko.
To również dlatego siedziała teraz na niewygodnym krześle, modląc się, by w progu pojawili się dwaj chłopcy.

Jedynym czego pragnąłem po wejściu do domu było jak najszybsze dostanie się do pokoju. Nie miałem sił na wysłuchiwanie krzyków matki, nie chciałem, by jej słowa zdołowały mnie bardziej.
Jednak nie udało nam się przejść przez salon pozostając niezauważonym.

– Mój Boże... – wydusiła Linda, podnosząc się natychmiast z krzesła.

Podbiegła do nas i wzięła mnie i Gerarda w ramiona, tuląc nas tak mocno, że oboje jęknęliśmy z bólu.

– Tak się martwiłam, chłopcy...

Dziwnie było słyszeć te słowa z jej ust.
Dziwnie było usiąść w brzydko urządzonym salonie na starej kanapie, by odbyć najpoważniejszą w życiu rozmowę z własną matką, którą ostatnimi czasy widuje się raz czy dwa na tydzień.

Gerard usiadł ciężko obok mnie i ujął moją dłoń, Linda zaś zajęła fotel naprzeciw nas.
Przełknąłem głośno ślinę i zacząłem mrugać szybko, byle tylko nie dać łzom pociec po policzkach.

– Mamo, my... – zacząłem niepewnie, nie mając pojęcia, co w ogóle mam jej powiedzieć.

– Pobili nas w szkolnej łazience – wyręczył mnie spokojnym głosem Gerard.

Linda złożyła dłonie jak do modlitwy i przyłożyła je do twarzy. Widziałem wyraźnie błyszczące w jej oczach łzy.

– Dlatego uciekliśmy z lekcji... – dodałem cicho.

– Ale dlaczego, Frank? Dlaczego ktoś tak mocno was pobił?

Głos mojej matki drżał tak mocno, że miałem ochotę zatkać uszy.

Nie mogłem wydusić z siebie słowa.
Co miałem powiedzieć? Że przespałem się z chłopakiem? Czy może, że wykrzyczałem to na środku szkolnej stołówki, przy całej szkole?
Spuściłem wzrok i przygryzłem wargę. Nie chciałem mówić jej o moich uczuciach. Byłem pewien, że nie zrozumie, a nie na rękę było mi, żeby w obecnej sytuacji własna matka wyrzuciła mnie z domu za to, że kocham chłopca.

– Gerard? – kobieta nie dawała za wygraną.

Czarnowłosy westchnął ciężko.
Dla niego również nie było to łatwe. Od dawna poruszaliśmy się po bardzo kruchym lodzie, lecz w tym momencie wyraźnie słyszałem, jak pod nami pęka.
Jedyną, wątłą nadzieję dawała mi ściskająca mnie dłoń Gerarda. Wiedziałem, że Way wyjawi Lindzie prawdę, dlatego kiedy cicho chrząknął zamknąłem oczy i wzmocniłem uścisk na dłoni zielonookiego.

Drowning lessons Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz