Chapter 8.

369 26 40
                                        

Mieszkanie Kuby, dwa dni później, godzina 17:22

Kuba wszedł do mieszkania.
— Co ty tu znowu robisz? — warknął widząc Krzyśka w salonie.
— Stary, sam mnie zmusiłeś... Od dwóch dni jesteś wszędzie offline, na smsy i telefony też nie reagujesz... Martwiłem się o ciebie, co się dzieje?
— Krzysiek, to nie twoja sprawa, nic takiego się nie stało... — powiedział na odpierdol się i poszedł do kuchni, gdzie nalał sobie wody. Krzychu westchnął ciężko i ruszył za przyjacielem.
— Mów do cholery, bo ci wpierdole... — powiedział do Kuby.
— Chodzi o Shelby, chyba... — westchnął cicho.
— No nie, czy ty się...
— Nie wiem, chyba nie, ale jak jej nie ma, to jest mi źle i wszystko mnie wkurwia. — wyznał dość nieśmiało.
— Jak to nie ma? Nie chodzi z tobą już na prace społeczne? Przecież mieliście tyle samo godzin z tego co mówił Adam.
— Chodzi, ale mnie unika odkąd...
— Odkąd co? — ponaglił zainteresowany.
— Jedna pani umarła przy niej, wiesz no podłamała się, wynegocjowałem wolne do końca dnia u ciotki Adama. Zabrałem ją w nasze miejsce nad rzekę, może to nie zabrzmi dobrze, ale upaliłem ją i pozwoliłem jej się upić. W końcu była wesoła i beztroska, chociaż na chwilę zapomniała o problemach. Potem wpadła do rzeki, wyłowiłem ją, zasnęła na piachu, odwiozłem ją do domu. Kiedy chciałem wyjść, ale powstrzymała mnie. Spaliśmy razem, tylko spaliśmy, rano była w szoku. Nie pamiętała części zdarzeń, zrobiła mi kawę i kanapkę, odwiozła mnie nad rzekę, gdzie zostało moje auto i zniknęła. Został mi tylko kubek i kilka wspomnień. — wskazał na kubek termiczny na blacie z jednorożcem i podpisem „Jestem pierdolonym jednorożcem. Rzygam tęczą i sram brokatem". Napis sprawił, że Krzychu się roześmiał.
— Zajebisty kubek. Nie wiem co mam ci poradzić. — westchnął cicho. — Może idź do niej do domu?
— I co mam jej powiedzieć? Stalking w robocie mi nie wychodzi, więc wziąłem się za chałupnictwo?
— Idź jej oddaj kubek...
— Nie, sama niech po niego przyjdzie.
— A wie chociaż gdzie?
— Nie, ale wożę go codziennie ze sobą do pracy.
— Stary zostały ci trzy dni. Potem zostanie ci tylko jej adres. — podsumował Krzysiek.
— No wiem. — poszedł do salonu i włączył telewizor. Puścił sobie piosenki, które śpiewała mu Shelby. Usiadł i założył nogi za oparcie kanapy, a głowę spuścił w dół.
— Czego ty słuchasz? — zaśmiał się Krzysiek.
— Weź idź, chcę być sam...
— Kuba... — przyjaciel ukucnął przy chłopaku. — Stary weź się w garść. Gdzie ona mieszka? Daleko?
— Nie na Żurawiej 10/36.
— To dwadzieścia minut z buta. Chodź pójdziemy razem, będzie ci raźniej... — zachęcał przyjaciela.
— Powiedziałem ci wyjdź. — warknął, a chłopak bez słowa założył buty i kurtkę, po czym wyszedł trzaskając drzwiami. — To nie kurwa drzwi od stodoły wieśniaku!! — krzyknął za nim. Krzysiek udał się do swojego mieszkania, gdzie wziął psa na smycz i oznajmił swojej dziewczynie, że idzie z psem. Wyszedł i zastanawiał się, co zrobić, jak pomóc przyjacielowi. Postanowił, że pójdzie do dziewczyny.

Mieszkanie Shelby, godzina 18:29

Dziewczyna siedziała z chłopakami w salonie i debatowali na temat jej sesji, która miała się odbyć dzisiaj wieczorem. Wybierali najlepsze miejsca do zdjęć, gorącą debatę przerwał im domofon. Dziewczyna podeszła do słuchawki.
— Halo? — zapytała śmiejąc się.
— Tu Krzysiek, zejdziesz na dół?
— Krzysiek? — zapytała nie do końca łącząc fakty.
— Ten z czerwonymi włosami. — wytłumaczył jej, a ona sobie przypomniała.
— Aaaa już pamiętam, no zejdę. — odłożyła słuchawkę i poszła do chłopaków. — Zaraz wrócę, idę na chwilę na dół. — chłopaki jej przytaknęli. Dziewczyna założyła buty i zeszła na dół. — Co ty tu robisz i skąd masz mój adres?
— Powiedzmy, że Kuba o tobie gadał, no i w wypowiedzi był zawarty adres, a ja to niecnie wykorzystałem i jestem, więc nie wiń chłopaka. — westchnął cicho. — Pogadaj z nim, odkąd go unikasz jest nieswój, na wszystkich warczy i odpycha każdego. Nie wiem, jak mu pomóc. To mój najlepszy przyjaciel.
— Ty myślisz, że jak przyjdziesz pobłagać mnie w jego imieniu, to ja jutro padnę mu w objęcia, tak? — zapytała unosząc brew.
— Nie, to nie tak, daj mu szansę.
— Czy ja wyglądam jak jebany automat? Jednoręki bandyta? Żeby dawać szanse... Już i tak za bardzo się przed nim otworzyłam, a wiesz co się dzieje, jak otwieram się na ludzi? Ci szmatławce mnie ranią, porzucają, albo wyśmiewają...
— Nie wierzę... — prychnął pod nosem.
— To uwierz.
— Ty naprawdę jesteś zimną suką... Jeszcze tak bezuczuciowej pizdy w życiu nie spotkałem.
— Masz czelność przychodzić do mnie żeby mnie obrażać. Zabieraj tego szczura w peruce i wynoś się stąd... — jego słowa zabolały. Znów ktoś ją oceniał.
— Będziesz sama, już na zawsze, wykończyłaś psa, staruszkę, a teraz pastwisz się nad Kubą, w imię czego?
— Tego! — dziewczyna wyprowadziła prawy sierpowy, że chłopak zleciał z kilku schodków prowadzących do klatki, a z nosa pociekła mu krew. Jednak zdziwienie chłopaka było warte tego momentu. Odwróciła się na pięcie i poszła z powrotem do mieszkania.
— Piękna, co ty taka wściekła...? — zapytał Michał kiedy tylko weszła.
— Faceci to dno. Kuba nasłał swojego kumpla na mnie, żebym z nim pogadała, a ten zaczął mnie obrażać...
— I? — spytał zszokowany chłopak.
— Nie wiem, dostał pięść na twarz i poleciała mu farba z nosa. Chyba sobie to skonfrontuję jutro z Grabowskim... — wściekłość z niej buchała.
— Bella, siadaj, zrobimy ci make up, włosy, ubierzemy i pojedziemy zrobić ci piękne fotki. — powiedział Xavier ze swoim włoskim akcentem.
— Dobra, oddaje się w wasze ręce... — padła na fotel.
— Zrobię ci zielonej herbatki, a ty powtarzaj sobie „ Jestem pierdoloną ostoją spokoju". Tak długo póki w to nie uwierzysz. — Michał poleciał do kuchni.
— Jestem pierdoloną ostoją spokoju... Jestem pierdoloną ostoją spokoju... — powtórzyła sobie kilka razy, po chwili naprawdę się uspokoiła i wzięła głęboki oddech popijając herbatę. Panowie skakali nad nią i przygotowywali ją do sesji.

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz