Chapter 5.

434 33 44
                                        

Dom spokojnej starości, piątek, 16:30

— Shelby! — usłyszała za sobą głos Kuby.
— Stary, to mój pierwszy wolny piątek, więc się streszczaj, zamierzam dzisiaj zaszaleć. — powiedziała lekko podirytowana, jednak zatrzymała się i spojrzała na chłopaka.
— Ja właśnie o tym. Mój kumpel chce cię poznać, prosił, żebym dzisiaj cię zaprosił na imprezę do klubu... — powiedział patrząc na nią.
— Co za klub? — zapytała się, co zaskoczyło chłopaka.
— Hades, w centrum. Mamy lożę VIP. — uśmiechnął się szeroko. — Umówiliśmy się z chłopkami na 20:00... — patrzył się na nią, oczekując jej odpowiedzi.
— Szkoda, że masz tak małe jaja, że musisz zasłaniać się kumplem... — wybuchnęła śmiechem, wsiadając do auta.
— Będziesz?! — krzyknął za nią, jej szyberdach otworzył się i pokazała mu fucka, gazując auto i włączając głośno muzykę. Ruszyła zostawiając za sobą kłęby dymu. — Boże, widzisz i nie grzmisz. Ona się nie wypłaci za myjnie. — zaśmiał się pod nosem i wsiadł do auta.

Centrum handlowe, godzina 17:30

— Biedny, że musi się zasłaniać kumplem, ale jak imprezować, to z klasą. — stwierdziła do samej siebie i wysiadła z auta. Wjechała z windą na parter i ruszyła na shopping. Zamierzała dzisiaj powrócić na imprezowe salony, w najlepszym stylu. Chodziła od sklepu do sklepu i szukała czegoś idealnego na dzisiejszy wieczór. Postawiła na czerwoną sukienkę i czarną skórzaną kurtkę i czarne szpilki. Uwielbiała rockowy styl i odnajdowała się w nim świetnie. Zapłaciła za zakupy i udała się z powrotem do samochodu. Ruszyła w stronę domu, była w szampańskim nastroju.

Klub Hades, godzina 20:47

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.


Klub Hades, godzina 20:47

— Stary, no to będzie, czy nie? — zapytał Krzychu dopijając swojego drinka.
— Nie mam bladego pojęcia. Stwierdziła, że zasłaniam się kumplem i nie mam jaj, by sam ją zaprosić. — przyjaciele spojrzeli na niego i parsknęli śmiechem.
— Braciszku, za długo byłeś w związku i chyba zapomniałeś, jak to się robi... — skwitował Maciek.
— Uśmiech! — Koziara robił im zdjęcia.
— Zamknij mordę. Z resztą mam nadzieję, że przyjdzie i pojedzie po was tak, jak robi to mi od trzech dni.
— Weź, co ty do niej masz? Mam wrażenie, że ona będzie tylko wrogo nastawiona w twoim kierunku, serio. Laska 9/10 nie może być tak zła, jak mówisz. Mam rację? — zapytał Krzysztof.
— Niby masz, niby nie. Wyzwałem ją ostatnio, jak strasznie mnie wkurzyła. Od tego czasu żegna mnie i wita środkowym palcem, zamiast to skonfrontować, jak dorośli.
— Ty ją wyzwałeś, a zarzucasz jej dziecinadę,  wymagając jednocześnie zachowania osoby dorosłej? — Adam się roześmiał.
— Ciekawe, jak wy byście się zachowali na moim miejscu. — Kuba usiadł w fotelu. Wzrok wszystkich padł na niego. — Na co, wy się kurwa gapicie?
— Na pewno, nie na twoją mordę. — usłyszał za sobą głos Shelby i praktycznie podskoczył w fotelu. Reszta zaczęła się śmiać. — Przedstawisz mnie, czy mam to zrobić sama?
— Chłopaki, to Shelby... Shelby to chłopaki. — panowie poderwali się momentalnie i każdy zaczął się witać z dziewczyną i przedstawiać.
— To co, kolejka za nową znajomość? — zapytał Maciek z szerokim uśmiechem.
— Jasne, alkoholu i modlitwy, nigdy nie odmawiam... — roześmiała się i wzięła jeden z kieliszków, po czym wypiła do dna. — Ty w czerwonych włosach...
— Krzysiek. — poprawił ją Kuba.
— Wiem, ale miało to zabrzmieć, jakbym nie wiedziała... — westchnęła i machnęła ręką. — Chodź na parkiet. — uśmiechnęła się szeroko. Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Wziął Shelby za rękę i zniknęli w tłumie.
— Stary, to jest 20/10... — powiedział Adam.
— Nie żebym się czepiał, ale pamiętajcie, że macie dziewczyny. Krzycha też trzeba przypilnować.
— Wiesz, że kto nie pije, pilnuje dzieci? — Koziara uśmiechnął się i wypił kieliszek do dna.
— Serio, jak zawsze pełne wsparcie.
— Weź wyluzuj, co się pieklisz? Przyszliśmy się pobawić, a ty siedzisz, jak dziecko z fochem. — popatrzył na niego Maciek. — Czekaj, czekaj, może ty jesteś o nią zazdrosny?! Haaaa przyłapany, braciszku! — krzyknął zadowolony Maciek.
— Zazdrosny o co? Przecież wiesz, że wolę brunetki... — popatrzył na brata i postulał palcem w czoło. — A dwa, to pracujemy razem, też ma prace społeczne, a mało tego, to chyba siedziała w więzieniu. Do tego miała styczność z naszą mamą... No i pokazała się z nie najlepszej strony.
— No ładnie i mama już ją zna. — zaśmiał się Maciejka. — To już z górki... Juuuuż mi niosą suknię z weloneeeem... — zaśpiewał fragment hitu, a reszta parsknęła śmiechem.

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz