Chapter 18.

345 24 54
                                        

Warszawa, Kościelna 2, następnego dnia

Kuba siedział przy biurku i grzebał w laptopie, szukając dla Shelby prezentu na ich randkę w restauracji. Zdecydowanie zamówił kwiaty, ale chciał jej dać coś szczególnego. Z zamyśleń wyrwało go pukanie do drzwi.
— Proszę. — rzucił krótko, jednak osoba, która przeszła przez drzwi, bardzo go zdziwiła. — Natalia, co ty tu robisz? — spytał zaskoczony.
— To mój brat, przyznał się. Nie wnoś tego na policję... — powiedziała ze spuszczoną głową. — Chciał się odgryźć za tą ostatnią akcję. — oczy zaszły jej łzami.
— Siadaj. — powiedział wskazując fotel przed jego biurkiem. — Nie wniosę tego na policję. — zaczął kiedy brunetka usiadła i otarła łzę. — Chciałem cię przeprosić, nie wiem czy wiesz, czy nie, ale barmani się bawili i dosypywali do drinków narkotyki. Mi siadło to bardzo, stąd to zachowanie. Nawet tego nie pamiętam, na takim haju byłem. To raczej średnie usprawiedliwienie. Chciałem żebyś wiedziała. Ja naszykuje dla twojego brata jakąś karę. Coś w ramach prac społecznych. Możemy się tak umówić?
— Tak... Kuba? — wstała i spojrzała na niego.
— Tak?
— Tęsknię czasem za tobą... Pewnie nigdy nie będzie tak jak dawniej, ale nikt inny nie będzie tobą... — podeszła do chłopaka i wpiła się w jego usta. Całowała go z utęsknieniem. — Zadzwoń... — szepnęła namiętnym tonem i wyszła z gabinetu. Kuba wypuścił głośno powietrze i zmieszany potarł twarz dłońmi. Kiedy jego telefon zadzwonił o mało nie spadł z krzesełka. Na wyświetlaczu wyświetliło mu się „Shelby", jednak nie był w stanie odebrać. Nie po tym, co miało tu przed chwilą miejsce. Wyciszył telefon i wrócił do swojego poprzedniego zajęcia.

Mieszkanie Shelby, w tym samym czasie

— No super, jeszcze nie odbiera... — powiedziała zezłoszczona blondynka, rzucając telefon na kuchenny blat.
— Co się tak denerwujesz, w końcu jest w pracy. — powiedziała Jagoda, mieszając mięso na patelni. — Przecież jak go nie będzie na obiad, to zostanie nam jedzenie na jutro i nie będzie trzeba gotować. — brunetka uśmiechnęła się szeroko.
— No ja jutro idę z nim na kolację, więc jeśli będziesz chciała obiad, to sobie coś zamówisz. — Shelby uśmiechnęła się szeroko.
— Pomogę ci się wystroić, jeśli masz ochotę.
— Jasne, że mam. — uśmiechnęła się szeroko. — Nie wiem tylko za bardzo, co mam założyć...
— Coś ci wybiorę, przecież ty masz tam cały sklep w tej garderobie.
— Ale i tak nigdy nie mam w co się ubrać, nie wiesz jak to jest? — zaśmiała się ciepło.
— Nie wiem, bo nikt nigdy nie zaprosił mnie do ekskluzywnej restauracji na obiad. — dziewczyna zaśmiała się.
— Wszystko przed tobą. Przełamałaś już pierwsze lody z Krzychem i to dosłownie. — obie parsknęły śmiechem.
— Czep się!
— Oj no po prostu przyznaj, że mu obciągałaś z pasją i zaangażowaniem. — powiedziała Shelby wykonując ręką odpowiedni ruch i synchronizując go z wypychaniem językiem policzka.
— Boże jaka ty jesteś zepsuta. — Jagoda roześmiała się głośno. — Tak obciągnęłam mu, okej? — parsknęła śmiechem.
— No i widzisz od razu inna gadka. — pokazała język.

Dzień później, godzina 17:30, mieszkanie Shelby.

— Kuba się odzywał? — zapytała Jagoda prostując dziewczynie włosy.
— Nie, cisza... — westchnęła dziewczyna.
— Może buduje napięcie? — zasugerowała brunetka.
— Możliwe, ale mam nadzieję, że będzie w tej restauracji, skoro tak bardzo się zarzekał. Inaczej go znajdę i zrobię mu z dupy jesień średniowiecza. — zaśmiała się pod nosem.
— Weź się nie wierć, bo cię oparzę. — upomniała ją przyjaciółka.
— No już, sorry. Po prostu się denerwuję. Do tego pogoda dzisiaj nie rozpieszcza. — westchnęła, słysząc deszcz bijący w okna.
— Przecież będziecie w budynku, a taksówka odbierze cię spod drzwi i podstawi pod drugie drzwi.
— W sumie racja. Ile ty masz tych włosów, masakra... Końca nie widać.
— Dużo, wiem, ale on lubi proste włosy. — uśmiechnęła się delikatnie.
— Wybrałaś sukienkę? — zapytała Jagoda z szerokim uśmiechem.
— Kupiłam nową dzisiaj rano.
— I nic się nie chwalisz?!
— Bo sama nie wiem, czy to dobra opcja. — telefon Shelby zawibrował, a ona zerwała się i złapała telefon w dłonie.
— Kurwa, kłaki bym ci wyrwała. — brunetka przewróciła oczami.
— Kuba napisał... „La Verde, punkt 20:00, nie spóźnij się. Rezerwacja na nazwisko Grabowski." — zastanowiła się chwilę po przeczytaniu wiadomości. — Czy on ma mnie za głupią? Przecież doskonale znam jego nazwisko. Nawet bardziej niż bym chciała.
— Jeeej, jak ty marudzisz. Ciesz się z tej randki, po prostu. Proszę masz wyprostowane włosy. Gdzie masz kosmetyki? Zrobię ci makijaż. Jakiego koloru masz kieckę?
— Czarna z czerwonymi kwiatami. — uśmiechnęła się, a jej przyjaciółka wzięła się za dopieszczanie wyglądu blondynki.
— Weź nagraj mi jakieś filmiki, albo zrób zdjęcia.
— Serio? — uniosła brew do góry.
— Serio, chcę zobaczyć, jak to wygląda wszystko. — powiedziała z uśmiechem.
— Jak dam radę, to na pewno coś ci podeślę. — w natłoku przygotowań i wrażeń, nim się obejrzały na zegarze pojawiła się 19:00.
— Laska... Wiesz, która jest godzina? Ubieraj się, a ja dzwonię po taksówkę. — Shelby skinęła głową i poszła do garderoby, gdzie wyciągnęła z torby sukienkę. Urwała zębami metkę i ubrała się, a do tego założyła krwistoczerwone szpilki. Wyszła po kilkunastu minutach do swojej przyjaciółki, która otworzyła z wrażenia buzię.

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz