Chapter 19.

323 25 41
                                        

Shelby obudziła się rano i przeciągnęła się leniwie. Rozejrzała się po sypialni, a potem spojrzała na chłopaka, przypominając sobie, że jednak nie jest w swojej sypialni.
— Hej dziewczyno szamana... — zaśmiał się zaspany Kuba, kiedy niespokojny ruch dziewczyny wyrwał ją ze snu. Wyglądała, w jego mniemaniu, przepięknie. Jego koszulka i potargane włosy, które pokręciły się niesfornie w każdą możliwą stronę.
— Hej szamanie. — zaśmiała się ciepło. — Na co ty tak się gapisz? Wiem, że pewnie mam na głowie szopę. Jak zawsze kiedy zasypiam z mokrymi włosami.
— Wyglądasz pięknie... — uśmiechnął się szeroko do niej i położył dłoń na jej policzku. Potarł jej chłodną skórę, a ona niczym kot wtuliła się w jego rękę. Odciągnęła ją na chwilę i pocałowała każdy z palców.  — Mała, bo zrobię ci powtórkę z rozrywki... — diabelski uśmieszek zawitał na jego twarzy.
— Grabowski, nie przesadzaj, bo moja pizda dalej to czuje. — wybuchnęli śmiechem.
— Ale, że dobrze...?
— Bardzo dobrze. — wyszeptała, a jej oczy błyszczały, jak jeszcze nigdy.
— Wiesz, że wyglądasz, jakbyś się ućpała? — spytał się jej i zachichotał pod nosem.
— Endorfiny, dobrze mi zrobiły... — pocałowała go delikatnie. Jednak, kiedy tylko się nachyliła, złapał za jej włosy i szarpnął delikatnie, przekształcając niewinny pocałunek, w dziki i namiętny.
— Chcesz śniadanko Endorfino? — zapytał, smyrając nosem o jej nos.
— Chcę, pragnę ci przypomnieć, że ostatnie co miałam w ustach to... No dobra, chciałam powiedzieć obiad, ale bym skłamała, bo ostatni był twój chuj. — parsknęli śmiechem.
— Oj, nieźle ci humorek dopisuje, podoba mi się to. — wpił się w jej usta i wstał. Poszedł do toalety, a potem do kuchni, gdzie naszykował na śniadanie jajecznicę z kiełbasą i szczypiorkiem.
— Hmmm... Pachnie bosko. — powiedziała dziewczyna stając w progu kuchni i oparła się o ścianę.
— Mam nadzieję, że tak samo będzie smakować, nie jestem najlepszym kucharzem...
— Jestem na tyle głodna, że masz duże szanse powodzenia, tej misji. — zaśmiała się. 

Mieszkanie Shelby, kilka godzin wcześniej

Dźwięk domofonu wystraszył Jagodę, która właśnie szykowała śniadanie. Dziewczyna podeszła do drzwi i podniosła słuchawkę.
— Halo?
— Tu Krzysiek, wpuść mnie.
— Okej. — odpowiedziała i przytrzymała przycisk, który odblokował chłopakowi drzwi. Po dwóch minutach przekroczył próg mieszkania.
— No siemka. — podszedł do dziewczyny i ucałował ją w policzek na powitanie.
— Hej, Shelby nie ma. — powiedziała szybko.
— No to trudno...
— Martwię się trochę, nie wróciła na noc, a zapomniała telefonu... — westchnęła cicho brunetka.
— Miała być z Kubą, tak?
— Tak.
— No to pewnie są u niego, chcesz to możemy zadzwonić.
— Zadzwoń, będę wdzięczna. — uśmiechnęła się szeroko. Chłopak nie czekając dłużej, wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer do swojego przyjaciela. Po kilku sygnałach Kuba odebrał.
— Czego?! Zajęty jestem. — powiedział na powitanie.
— No hej, ciebie też miło słyszeć. Jest u ciebie Shelby? Jagoda się o nią martwi...
— Jest, więc nie ma się o co martwić, bo jest obsługiwana w najlepszy, możliwy sposób.
— Aha, ktoś tu zamoczył, to nie przeszkadzam. — zaśmiał się i rozłączył.
— Dzięki. — powiedziała brunetka dając mu buziaka w policzek. Właśnie robiłam śniadanie, chcesz? — zapytała ucieszona.
 — Tobie nie da się odmówić. — zaśmiał się ciepło i oboje zniknęli w kuchni. 


Dwie godziny później


 — Krzysiek, no weź mi powiedz, gdzie jedziemy? — brunetka siedziała z zawiązanymi oczami.
 — A to będzie taka mała niespodzianka, którą przygotowałem...
 — Powinnam się bać? — zaśmiała się pod nosem i podwinęła lekko opaskę.
 — Nie podglądaj! — skarcił ją szybko, więc zaniechała dalszych działań. — Nie, nie powinnaś się bać, a powiem więcej, to powinno cię ucieszyć. — po tonie jego głosu mogła stwierdzić, że uśmiechał się szeroko.
 — No dobra, to jestem zmuszona ci zaufać. — powiedziała z uśmiechem. Po piętnastu minutach auto się zatrzymało. Krzysiek wysiadł pierwszy i poszedł otworzyć drzwi od strony pasażera, a później pomógł dziewczynie wysiąść. Wprowadził ją do jakiegoś budynku i wjechali windą na drugie piętro. Kilkanaście kroków później ściągnął jej z oczu opaskę. Byli w pokoju z dużym biurkiem i masą kartonów. — Okej... Mam tu posprzątać w nagrodę, czy jak? — uniosła do góry brew, nie pewna o co chodzi.
 — Nie głuptasie, to twoje biuro, a w tych kartonach masz jeden z najlepszych sprzętów, jakie znaleźliśmy na rynku. Mam nadzieję, że to ci wystarczy, by zapewnić naszej firmie ochronę przed hackerami. — wytłumaczył szybko dziewczynie o co chodzi i  momentalnie jej twarz pokryła się szerokim uśmiechem. 
 — O Bożeee... — zapiszczała radośnie i rzuciła się na szyję chłopaka. — Nie sądziłam, że to wszystko będzie tak szybko... — Krzysiek wtulił ją mocno w siebie. Sam cieszył się, jak dziecko, że Kuba się zgodził i tak szybko zajął się miejscem i sprzętem. 
 — No, a na co mam czekać, aż znowu ktoś się włamie? Do tego, będziesz od sprzętu, wszystkie naprawy kompów, upgrade'y i inne takie. Pasuje? — zapytał się z uśmiechem. 
 — No jasne, że pasuje, bo to wciąż więcej, niż mogłabym sobie wymarzyć. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć ci, jak bardzo jestem wdzięczna i ile to dla mnie znaczy. Pomimo tego, że siedziałam, to nie skończyłam, jako jakiś cieć, czy sprzątaczka, ale będę miała normalną pracę. 
 — Do tego masz nienormowane godziny pracy i możesz pracować z domu, ale jak każdy w firmie, musisz być dwadzieścia cztery godziny pod telefonem. Oczywiście, jak Grabowski łaskawie ruszy dupę, to dostaniesz numer służbowy i nowy telefon. — powiedział dumnie, jednak mina mu szybko zbledła, kiedy zobaczył łzy spływające po policzkach dziewczyny. — Jagoda, wszystko w porządku? — zapytał niepewnie, łapiąc ją za nadgarstek. 
 — Bo ja nie jestem godna takiego życia, tej całej dobroci, nie wiem co mam powiedzieć... — rozpłakała się na dobre. Chłopak wtulił ją w siebie i głaskał delikatnie po głowie.
 — No już wariatko, uspokój się. To praca, jak każda inna. Pomogłaś nam bardzo, więc my pomagamy tobie. Tak już sisę dzieje, kiedy stajesz się członkiem QueQuality, a to nawet więcej niż label, to rodzina. — powiedział cicho. — Ale dzisiaj masz jeszcze wolne, więc chodź na spacer wzdłuż Wisły. Kupimy jakieś ciacho, kawkę i pogadamy, co ty na to? 
 — Zgoda... — pokiwała twierdząco głową i otarła łzy. 
 — Ale masz mi nie płakać, bo będę cię musiał utopić. — zaśmiał się i wyszli z biura, zeszli tym razem schodami i wyszli na zewnątrz. Spacerkiem doszli nad rzekę, gdzie usiedli w niedużej kawiarni. Krzysiek zamówił im po kawie, a koncepcja ciastka, zmieniła się na deser lodowy. Kiedy zjedli i wypili, udali się na spokojny spacer, gdzie mogli w spokoju porozmawiać. 
 — Nie wiem sama, co mam mówić. Niby jestem taka zła, a  tak miło mnie przyjęliście. 
 — Nie ma ludzi złych, są tylko tacy, którym nikt nie pokazał lepszej ścieżki. — odpowiedział poważnie spoglądając na dziewczynę. 
 — To dobra odpowiedź, podoba mi się. — zaśmiała się pod nosem. 
 — Co się właściwie stało, że cię zamknęli?Wiem, że to nie mój biznes, ale ciekawość mnie zżera, a jesteś jedyną osobą, która ją zaspokoi, bo Shelby pary z ust nie puści. — dziewczyna westchnęła cicho.
— Poznałam na imprezie chłopaka. Był jak marzenie, bynajmniej wtedy mi się tak wydawało. Z dobrego domu, dobrze wychowany, zamożny, każda chciała być jego, jednak on z tabunu swoich wielbicielek wybrał mnie. Najpierw było miło, fajnie i przyjemnie. Jednak trzy lata temu, on chyba zaczął ćpać, bo nie umiem inaczej tego wytłumaczyć. Rzucił się na mnie z pięściami i skatował mnie jak psa, bo coś mu nie podpasowało. Wybaczyłam mu to, no cóż, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Zarzekał się, że nie był wtedy sobą, że pójdzie na terapię, że się zmieni, a ja mu wierzyłam, no bo czemu miałabym mu nie wierzyć. Siniaki zniknęły, rany się zagoiły. Wtedy pojechał sam do klubu na męski wypad. Wrócił pijany i ućpany, znów się na mnie rzucił, ale miał pecha, bo stałam w kuchni. Instynkt samozachowawczy zadziałał, miałam pod ręką nóż... — westchnęła cicho, widział, że było jej ciężko o tym mówić. — Jego rodzice mieli hajs i zrobili wszystko, bym zgniła na długie lata w więzieniu. Nie do końca im wyszło, bo nie uwzględnili wyjścia, za dobre sprawowanie... — spuściła wzrok i wbiła go w taflę wody. 
 — Broniłaś się, to przecież nic złego. — objął ją delikatnie od tyłu. — Niestety, świat ma wiele wad, ale wiesz co?
 — Co?
 — Pokażę ci lepszą ścieżkę życia... — powiedział cicho. Odkąd ją zobaczył, wiedział, że coś ich do siebie ciągnie. 
 — Znasz mnie tylko kilka dni... — powiedziała nieśmiało. 
 — Wiem i to szalone, ale zdobyłaś moją uwagę, do tego niezobowiązujący seks nie jest w moim stylu. Może zaczęliśmy od dupy strony tą znajomość. — kiedy dotarło do niego co powiedział, oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. —Nie zabrzmiało to tak dobrze, jak brzmiało, kiedy to sobie myślałem... Wracając do tematu, to sądzę, że nic się nie dzieje przypadkiem. — uśmiechnął się szeroko. 
 — Czyli wypadałoby iść na randkę, jakieś serenady z różą w dupie i badziewne prezenty? — zapytała z uśmiechem. 
 — Zawsze można znów iść do łóżka i darować sobie te błazenady. — obrócił ją do siebie przodem i patrzyli sobie jeszcze chwilę w oczy z szerokim, wymownym uśmiechem. 

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz