Chapter 31.

244 25 114
                                        

 — Z drogi śledzie, Krzychu jedzie! — Krzysiek wskoczył do basenu na bombę, chlapiąc przy okazji na wszystkie strony. — Kuba z Shelby roześmiali się głośno. Bawili się w wodzie przez kilka dobrych godzin, nim się ściemniło. 
 — Padam na twarz... — powiedział Grabowski, kiedy Krzysiek, pomógł mu się dostać na wózek. 
 — To kładź się spać, ja zostanę jeszcze chwilę i pozbieram ręczniki. — wskazała na tabliczkę z napisem 'Prosimy o zwrot ręczników'.
 — Dobra, to czekam w łóżku. — podjechał do niej i postukał palcem w swoje usta, dziewczyna nachyliła się i wpiła w nie czule. 
 — Zaraz dołączę. — uśmiechnęła się do niego szeroko, a panowie poszli w stronę holu. Usiadła jeszcze na chwilę na brzegu basenu. Było już pusto i cicho. Wzięła ze sobą popielniczkę i papierosa, więc szybko odpaliła używkę i zaciągnęła się głęboko w płuca.  
 — No widzę, że jeszcze żyjesz. — usłyszała głos nieznajomego mężczyzny za sobą, a włos na karku jej się momentalnie zjeżył. 
 — Jak widać na załączonym obrazku. Co dostałeś na mnie zlecenie? 
 — Proponowali, ale się nie zgodziłem. Za dobrze ci z oczu patrzy. — zaśmiał się pod nosem. 
 — To komplement, czy obelga. Mam swoje za uszami, ale niestety, przekładam dobro innych nad swoje. Wyjadę, kiedy będę pewna, że z moim chłopakiem jest wszystko dobrze. 
 — Przecież nie  przyszedłem cię prosić, żebyś wyjechała, zrobisz wszystko w swoim czasie. Ja ci matkować nie zamierzam. 
 — To dobrze, bo wtedy uznałabym cię za wielkiego świra, jak na moją matkę przystało. — zaśmiała się pod nosem i zaciągnęła się fajką. 
 — Co mu się stało? — zapytał nieznajomy. 
 — Guz mózgu, który zawierał komórki rakowe, no i komplikacje pooperacyjne. Mózg nie widzi jego nóg, ale może się da wszystko odkręcić. Kto wie? 
 — Nie myślałaś, żeby z nim zerwać. 
 — Myślałam. Oczywiście, że tak. Moje życie zawaliło się z dnia na dzień, dwa razy. Pierwszy raz, kiedy wyjechał bez słowa i drugi, kiedy się dowiedziałam. Jednak po długiej rozmowie, stwierdziliśmy, że spróbujemy, o ile każde da z siebie 120%.
 — Odważny krok. Mogę? — mężczyzna usiadł koło dziewczyny i zamoczył nogi w basenie. 
 — W sumie to się dosiadłeś, więc po co pytasz? — zaśmiała się pod nosem. 
 — Tak dla zasady. Mam na imię Mike. — wyciągnął w jej stronę dłoń.
 — Shelby. — odpowiedziała i uścisnęła jego rękę. 
 — To jak się wpakowałaś w takie życie, że jest nagroda za twoją głowę? Ja jestem na rynku z dobre dziesięć lat i nie zasłużyłem jeszcze na żaden list gończy. 
 — Działałam na dwa fronty. Weszłam do kartelu, potem mimo wszystko złapał mnie Interpol, który zaoferował współpracę. Nie chciałam iść do pierdla, więc przyjęłam ofertę. Rozpracowałam z nimi kilka mniejszych karteli, zaraz po tym naszym. Potem wplątałam się w tą całą akcję z Kubą, ale zakochałam się w nim... Rzuciłam współpracę z nimi, bo nie taka była umowa, początkowo miałam im pomóc raz. — westchnęła cicho patrząc w wodę. — A jaka jest twoja historia? 
 — Brytyjski wywiad, przeniesienie do Stanów i odkrycie, że mój szef, to szuja wszech czasów. Teraz jestem łowcą głów na zlecenie.
 — Też byś mógł napisać niezłe CV. — zaśmiała się. Chłopak wstał i poszedł w stronę baru. Przyniósł im po piwie.  — Nie wiem, czy to taki dobry pomysł. Powinnam wracać do pokoju. 
 — Przestań, to tylko jedno piwo, ani się nie zwiesisz, ani nie pomoże zbytnio na problemy. 
 — Dlaczego w ogóle mi pomagasz? — zmrużyła delikatnie oczy patrząc na Mike'a. 
 — Dlaczego nie? Jak od czasu do czasu, zrobię coś zgodnie ze swoim sumieniem, to nic mi nie będzie, a nawet będę mógł się dalej oszukiwać, że zostały we mnie resztki człowieczeństwa. — oboje się zaśmiali. 
 — Nie wierzę wciąż w to, że czegoś jeszcze ode mnie chcą. To podłe. 
 — Wiesz co? Mam dla ciebie propozycję. — powiedział z szerokim uśmiechem.
 — Powinnam się jej obawiać? — zmierzyła go wzrokiem. 
 — Nie, broń boże, ale to powinien być dla ciebie dobry układ... — powiedział i upił łyk piwa. 
 — Mam cię błagać, żebyś mi powiedział? — zaśmiała się. 
 — Nie. Zajmę się ludźmi, którzy chcą cię dopaść, a jeśli kiedyś będę potrzebował pomocy, to ty pomożesz mi, co ty na to? 
 — To niezły układ. 
 — Tak to będziesz mogła spokojnie przylecieć do Stanów i nikt cię już nie będzie szukać, ani męczyć. 
 — Jeśli rozwiążesz moje problemy, ja pomogę ci z twoimi... — uścisnęli sobie dłonie, na znak dogadanej umowy. — Ale serio, czemu mi pomagasz? 
 — Wpadłaś mi w oko, do tego szósty zmysł mi podpowiedział, że nie jesteś taką jędzą, za jaką chcesz by cię ludzie postrzegali. Do tego, oczyszczam swoje sumienie. — zaśmiał się. — Nie mam złych intencji, serio. Mogę o coś spytać? 
 — Pytaj. — odpowiedziała i napiła się piwa. 
 — Dlaczego Arizona Sky? 
 — A widziałeś kiedyś zachód słońca nad Wielkim Kanionem? Niebo wtedy wygląda przepięknie.
 — Nie, nie widziałem, ale to niezły nick operacyjny. Trudno poznać, czy chodzi o kobietę, czy mężczyznę. — zaśmiał się. 
 — Świetny temat do rozmowy - etymologia Arizona Sky. To by brzmiało nieźle jako hasło w Wikipedii. — oboje zaśmiali się. 
 — Uważaj na siebie, co? — powiedział, kiedy nagle spoważniał. 
 — Będę, nie mam wyjścia. Mam teraz o kogo zadbać i staję się mniej egoistyczna. No dobra, przesadziłam, staram się być mniej egoistyczna, ale wychodzi, jak zawsze. Życie... — zaśmiała się pod nosem i dopiła piwo. 
 — Chcesz jeszcze jedno? — zaśmiał się.
 — A dawaj. Alkoholu i modlitwy nigdy nie odmawiam, więc... — rozłożyła ręce w geście poddania się i zaśmiała się.
 — Spokojnie, nie wykorzystuję pijanych dziewczyn... 
 — Nie no, kurwa, szacun... — wstała i ukłoniła się przed nim. — Po prostu szczyt możliwości gentlemana. — parsknęła śmiechem. Kiedy rozmawiali dalej, straciła rachubę czasu. Mike odprowadził ją do pokoju, kilka minut po trzeciej. Pożegnali się i facet odszedł w swoją stronę. Przyłożyła kartę do drzwi i pchnęła je. Z jednej strony od środka grzał ją alkohol, z drugiej przemarzła nad tym basenem. Kuba spał spokojnie w łóżku, dziękowała Bogu, że śpi, bo wiedziała, że mógłby się doczepić, że wróciła późno i zadawać jej serię niewygodnych pytań. Nie miała ochoty mu się z niczego spowiadać. Jednak jej misterny plan, nie poszedł najlepiej, kiedy wpadła na krzesełko, które runęło na ziemię, robiąc niezły hałas. Chłopak aż usiadł z wrażenia, w taki wprawiła go szok. 
 — Shelby? Która jest godzina do cholery? — spojrzał na zegarek. — Ja pierdole, gdzie ty się szlajasz? Jesteś pijana? — zapytał, kiedy dziewczyna zachwiała się. 
 — To miało być tylko jedno piwo, ale mi nie wyszło... — rozłożyła ręce w oznace bezradności. 
 — Sama tam siedziałaś tak długo? 
 — Powiedzmy, bo typ był nikim... — spojrzała na niego rozbieganym wzrokiem. 
 — Wchodź do łóżka... 
 — To chyba nie jest najlepszy pomysł... — powiedziała dziewczyna, obawiając się stanu 'helikoptera'. 
 — Kładź się... 
 — No okej, okej... Ale jak rzygnę, to twoja wina. — zaśmiała się i weszła do łóżka. Kuba po chwili zastanowienia stwierdził, że ostatnio tak nawaloną widział ją nad rzeką. Westchnął cicho. 
 — Co to za typ? Ten co się do ciebie przystawiał? 
 — Tak, ale jest serio spoko. Przeprosił za wszystko. — pięść Kuby mimowolnie zacisnęła się na jej słowa. — Ej, ale wyluzuj, bo inaczej, czeka cię szpital. 
 — Nie, to moja złość, ta kontrolowana. — wytłumaczył się szybko, dziewczyna zwinęła pod głowę poduszkę i położyła się. 
 — Dobra zjebałam, dasz mi już spokój... 
 — Pogadamy rano... — westchnął głośno, a dziewczyna odwróciła się do niego tyłem. 

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz