— Z drogi śledzie, Krzychu jedzie! — Krzysiek wskoczył do basenu na bombę, chlapiąc przy okazji na wszystkie strony. — Kuba z Shelby roześmiali się głośno. Bawili się w wodzie przez kilka dobrych godzin, nim się ściemniło.
— Padam na twarz... — powiedział Grabowski, kiedy Krzysiek, pomógł mu się dostać na wózek.
— To kładź się spać, ja zostanę jeszcze chwilę i pozbieram ręczniki. — wskazała na tabliczkę z napisem 'Prosimy o zwrot ręczników'.
— Dobra, to czekam w łóżku. — podjechał do niej i postukał palcem w swoje usta, dziewczyna nachyliła się i wpiła w nie czule.
— Zaraz dołączę. — uśmiechnęła się do niego szeroko, a panowie poszli w stronę holu. Usiadła jeszcze na chwilę na brzegu basenu. Było już pusto i cicho. Wzięła ze sobą popielniczkę i papierosa, więc szybko odpaliła używkę i zaciągnęła się głęboko w płuca.
— No widzę, że jeszcze żyjesz. — usłyszała głos nieznajomego mężczyzny za sobą, a włos na karku jej się momentalnie zjeżył.
— Jak widać na załączonym obrazku. Co dostałeś na mnie zlecenie?
— Proponowali, ale się nie zgodziłem. Za dobrze ci z oczu patrzy. — zaśmiał się pod nosem.
— To komplement, czy obelga. Mam swoje za uszami, ale niestety, przekładam dobro innych nad swoje. Wyjadę, kiedy będę pewna, że z moim chłopakiem jest wszystko dobrze.
— Przecież nie przyszedłem cię prosić, żebyś wyjechała, zrobisz wszystko w swoim czasie. Ja ci matkować nie zamierzam.
— To dobrze, bo wtedy uznałabym cię za wielkiego świra, jak na moją matkę przystało. — zaśmiała się pod nosem i zaciągnęła się fajką.
— Co mu się stało? — zapytał nieznajomy.
— Guz mózgu, który zawierał komórki rakowe, no i komplikacje pooperacyjne. Mózg nie widzi jego nóg, ale może się da wszystko odkręcić. Kto wie?
— Nie myślałaś, żeby z nim zerwać.
— Myślałam. Oczywiście, że tak. Moje życie zawaliło się z dnia na dzień, dwa razy. Pierwszy raz, kiedy wyjechał bez słowa i drugi, kiedy się dowiedziałam. Jednak po długiej rozmowie, stwierdziliśmy, że spróbujemy, o ile każde da z siebie 120%.
— Odważny krok. Mogę? — mężczyzna usiadł koło dziewczyny i zamoczył nogi w basenie.
— W sumie to się dosiadłeś, więc po co pytasz? — zaśmiała się pod nosem.
— Tak dla zasady. Mam na imię Mike. — wyciągnął w jej stronę dłoń.
— Shelby. — odpowiedziała i uścisnęła jego rękę.
— To jak się wpakowałaś w takie życie, że jest nagroda za twoją głowę? Ja jestem na rynku z dobre dziesięć lat i nie zasłużyłem jeszcze na żaden list gończy.
— Działałam na dwa fronty. Weszłam do kartelu, potem mimo wszystko złapał mnie Interpol, który zaoferował współpracę. Nie chciałam iść do pierdla, więc przyjęłam ofertę. Rozpracowałam z nimi kilka mniejszych karteli, zaraz po tym naszym. Potem wplątałam się w tą całą akcję z Kubą, ale zakochałam się w nim... Rzuciłam współpracę z nimi, bo nie taka była umowa, początkowo miałam im pomóc raz. — westchnęła cicho patrząc w wodę. — A jaka jest twoja historia?
— Brytyjski wywiad, przeniesienie do Stanów i odkrycie, że mój szef, to szuja wszech czasów. Teraz jestem łowcą głów na zlecenie.
— Też byś mógł napisać niezłe CV. — zaśmiała się. Chłopak wstał i poszedł w stronę baru. Przyniósł im po piwie. — Nie wiem, czy to taki dobry pomysł. Powinnam wracać do pokoju.
— Przestań, to tylko jedno piwo, ani się nie zwiesisz, ani nie pomoże zbytnio na problemy.
— Dlaczego w ogóle mi pomagasz? — zmrużyła delikatnie oczy patrząc na Mike'a.
— Dlaczego nie? Jak od czasu do czasu, zrobię coś zgodnie ze swoim sumieniem, to nic mi nie będzie, a nawet będę mógł się dalej oszukiwać, że zostały we mnie resztki człowieczeństwa. — oboje się zaśmiali.
— Nie wierzę wciąż w to, że czegoś jeszcze ode mnie chcą. To podłe.
— Wiesz co? Mam dla ciebie propozycję. — powiedział z szerokim uśmiechem.
— Powinnam się jej obawiać? — zmierzyła go wzrokiem.
— Nie, broń boże, ale to powinien być dla ciebie dobry układ... — powiedział i upił łyk piwa.
— Mam cię błagać, żebyś mi powiedział? — zaśmiała się.
— Nie. Zajmę się ludźmi, którzy chcą cię dopaść, a jeśli kiedyś będę potrzebował pomocy, to ty pomożesz mi, co ty na to?
— To niezły układ.
— Tak to będziesz mogła spokojnie przylecieć do Stanów i nikt cię już nie będzie szukać, ani męczyć.
— Jeśli rozwiążesz moje problemy, ja pomogę ci z twoimi... — uścisnęli sobie dłonie, na znak dogadanej umowy. — Ale serio, czemu mi pomagasz?
— Wpadłaś mi w oko, do tego szósty zmysł mi podpowiedział, że nie jesteś taką jędzą, za jaką chcesz by cię ludzie postrzegali. Do tego, oczyszczam swoje sumienie. — zaśmiał się. — Nie mam złych intencji, serio. Mogę o coś spytać?
— Pytaj. — odpowiedziała i napiła się piwa.
— Dlaczego Arizona Sky?
— A widziałeś kiedyś zachód słońca nad Wielkim Kanionem? Niebo wtedy wygląda przepięknie.
— Nie, nie widziałem, ale to niezły nick operacyjny. Trudno poznać, czy chodzi o kobietę, czy mężczyznę. — zaśmiał się.
— Świetny temat do rozmowy - etymologia Arizona Sky. To by brzmiało nieźle jako hasło w Wikipedii. — oboje zaśmiali się.
— Uważaj na siebie, co? — powiedział, kiedy nagle spoważniał.
— Będę, nie mam wyjścia. Mam teraz o kogo zadbać i staję się mniej egoistyczna. No dobra, przesadziłam, staram się być mniej egoistyczna, ale wychodzi, jak zawsze. Życie... — zaśmiała się pod nosem i dopiła piwo.
— Chcesz jeszcze jedno? — zaśmiał się.
— A dawaj. Alkoholu i modlitwy nigdy nie odmawiam, więc... — rozłożyła ręce w geście poddania się i zaśmiała się.
— Spokojnie, nie wykorzystuję pijanych dziewczyn...
— Nie no, kurwa, szacun... — wstała i ukłoniła się przed nim. — Po prostu szczyt możliwości gentlemana. — parsknęła śmiechem. Kiedy rozmawiali dalej, straciła rachubę czasu. Mike odprowadził ją do pokoju, kilka minut po trzeciej. Pożegnali się i facet odszedł w swoją stronę. Przyłożyła kartę do drzwi i pchnęła je. Z jednej strony od środka grzał ją alkohol, z drugiej przemarzła nad tym basenem. Kuba spał spokojnie w łóżku, dziękowała Bogu, że śpi, bo wiedziała, że mógłby się doczepić, że wróciła późno i zadawać jej serię niewygodnych pytań. Nie miała ochoty mu się z niczego spowiadać. Jednak jej misterny plan, nie poszedł najlepiej, kiedy wpadła na krzesełko, które runęło na ziemię, robiąc niezły hałas. Chłopak aż usiadł z wrażenia, w taki wprawiła go szok.
— Shelby? Która jest godzina do cholery? — spojrzał na zegarek. — Ja pierdole, gdzie ty się szlajasz? Jesteś pijana? — zapytał, kiedy dziewczyna zachwiała się.
— To miało być tylko jedno piwo, ale mi nie wyszło... — rozłożyła ręce w oznace bezradności.
— Sama tam siedziałaś tak długo?
— Powiedzmy, bo typ był nikim... — spojrzała na niego rozbieganym wzrokiem.
— Wchodź do łóżka...
— To chyba nie jest najlepszy pomysł... — powiedziała dziewczyna, obawiając się stanu 'helikoptera'.
— Kładź się...
— No okej, okej... Ale jak rzygnę, to twoja wina. — zaśmiała się i weszła do łóżka. Kuba po chwili zastanowienia stwierdził, że ostatnio tak nawaloną widział ją nad rzeką. Westchnął cicho.
— Co to za typ? Ten co się do ciebie przystawiał?
— Tak, ale jest serio spoko. Przeprosił za wszystko. — pięść Kuby mimowolnie zacisnęła się na jej słowa. — Ej, ale wyluzuj, bo inaczej, czeka cię szpital.
— Nie, to moja złość, ta kontrolowana. — wytłumaczył się szybko, dziewczyna zwinęła pod głowę poduszkę i położyła się.
— Dobra zjebałam, dasz mi już spokój...
— Pogadamy rano... — westchnął głośno, a dziewczyna odwróciła się do niego tyłem.
CZYTASZ
UNBREAKABLE II Quebonafide Fanfiction
Fiksi Penggemar„Więzienie dla kobiet o zaostrzonym rygorze". - No serio, nic lepszego nie było? - zapytała przewracając oczami. - No wybacz, że to nie Hilton... Ale jeść dają i na głowę się nie leje. - powiedział podirytowany policjant podchodząc do bramy i legit...
