Chapter 27.

240 26 88
                                        

Opony samolotu, zderzyły się z gładkim asfaltem. Krzysiek przebudził się. Shelby już nie spała, siedziała i patrzyła przez okno. Milczała, tak zdawało mu się przez chwilę, bo nuciła sobie pod nosem jakąś piosenkę. Pomiędzy szumem, a odgłosami pasażerów, miał wrażenie, że to piosenka Kuby, jednak nie mógł się wsłuchać dokładnie co to było. Westchnął cicho, jednak najważniejsze dla niego było, że dziewczyna się uspokoiła. Samolot zatrzymał się, odpięli pasy i zaczęli zmierzać do wyjścia. Przeszli odprawę paszportową i udali się po bagaże. Każde z nich milczało, nie wiedząc, czego się spodziewać.
— Tam z boku lotniska, jest wypożyczalnia samochodów. — Krzysiek przerwał ciszę.
— Okej. — odpowiedziała blondynka, jednak kiedy tylko opuścili lotnisko, dziewczyna wyciągnęła paczkę papierosów i odpaliła szybko jednego. Chłopak westchnął cicho. Postawił koło niej swoją walizkę.
— Pal, a ja pójdę po jakieś auto. — poinformował Shelby, która przytaknęła głową, chłopak znikł jej z oczu, a kiedy skończyła palić, usiadła na swojej walizce. Oparła ręce o kolana, a na dłoniach swoją brodę. Chciała przylecieć do Stanów i pokazać Kubie jej rodzinne strony, nie sądziła, że los da jej szansę powrotu do Ameryki na swoich warunkach. Pociągnęła nosem, żal, smutek, rozgoryczenie i bezradność mieszały się w jej głowie.
— No I don't believe you when you say: "Don't come around here no more". I won't remind you, you said we wouldn't be apart. No I don't believe you. When you say you don't need me anymore so don't pretend to not love me at all... — nuciła pod nosem jeden ze starszych hitów Pink. Często łapała się na tym, że znajdowała piosenki, które pasowały do danej chwili w jej życiu, przez co nieraz czuła się, jakby jej życie było kiepskim musicalem. Brakowało jej łez, by płakać. Dzieliły ich kilometry od tego, by zobaczyć chłopaka... Pytanie brzmiało, czy wrócą z tarczą, czy na tarczy?
— Wsiadaj... — Krzysiek podjechał Mustangiem, specjalnie dla dziewczyny, wziął ten sam model, którym jeździła w Polsce, tylko kolor się nie zgadzał. Dziewczyna wsiadła do samochodu, a czerwonowłosy schował ich bagaże do auta. Otworzył drzwi i wsiadł za kółko. — Mamy pół godziny drogi do szpitala. Shelby, chcę żebyś wiedziała, że cokolwiek tam się nie wydarzy, możesz liczyć zawsze na moje wsparcie i nie zostawię cię z tym samej, rozumiesz?
— Tak. — powiedziała cicho i zapięła pas.
— Dobra, ruszamy. — chłopak odpalił silnik i ruszył zgodnie z wytycznymi nawigacji. Shelby włączyła radio, żeby zagłuszyć tą niezręczną ciszę, pomimo, że jej przeszkadzała, nie chciała rozmawiać. Bała się wybuchu emocji, których mogłaby nie kontrolować. Chyba jeszcze w życiu nie była tak rozbita, czuła się jakby jechała na rzeź. Krzysiek w pewnej chwili złapał ją za dłoń, próbując dodać jej otuchy, jednak nie przyniosło to zamierzonych efektów. Podjechali pod szpital i zaparkowali auto. Wysiedli z niego, a dziewczyna czuła, że żołądek podchodzi jej do serca. Podbiegła pod najbliższy kosz i zwymiotowała samymi kwasami żołądkowymi, bo od ponad 20 godzin nie miała nic w ustach. Krzysiek podbiegł do niej zaniepokojony. — Ciii... Spokojnie, spokojnie... —pogładził ją po ramieniu i pobiegł do auta, wrócił i dał jej wodę, którą przepłukała usta, a potem wzięła gumę do żucia chcąc zabić ten cholerny posmak w buzi. Weszli do środka szpitala, który wyglądał tak ekskluzywnie i nowocześnie, że dziewczyna byłaby skłonna pomyśleć że to hotel i podeszli do recepcji, gdzie powitała ich pani z ciepłym uśmiechem.
— Dzień dobry, przylecieliśmy z Polski, leży u was mój przyjaciel, a jej partner Kuba Grabowski.
— Już sprawdzam. Mógłby pan przeliterować imię i nazwisko?
— Oczywiście. K-U-B-A G-R-A-B-O-W-S-K-I.
— Dziękuję. — kobieta wpisała imię i nazwisko, zajęło jej to kilka sekund, by dać im odpowiedź.
— Wasz przyjaciel znajduje się na ostatnim piętrze, doktor Meyer jest jego prowadzącym, więc powinniście o niego pytać, to udzieli wam wszystkich informacji.
— Czyli on żyje?! — wypaliła blondynka, niewiele myśląc.
— Tak złotko, zdecydowanie żyje, bo inaczej miałabym informacje, że znajduje się na ostatnim piętrze. — pokazała palcem w dół, gdzie znajdowała się kostnica. Shelby nie zastanawiając się ani sekundy dłużej, rzuciła się przez wysokie biurko i przytuliła kobietę.
— Dziękuję, dziękuję, dziękuję! — odkleiła się i pobiegła w stronę wind.
— Nie zapomniała pani czegoś?! — zawołała za nią recepcjonistka i wskazała długopisem na Krzycha, który był wręcz zszokowany, zastrzykiem energii, jaki dostała dziewczyna, która przed chwilą wymiotowała do kosza i zdawała się ledwo stać na nogach.
— A tak... — Shelby uderzyła się w czoło i wróciła po Kondrackiego łapiąc go za rękę, pociągnęła go w stronę wind. Budynek miał osiem pięter, a winda była wolna, co już irytowało dziewczynę. — Ja pierdole, czy ten złom nie może jechać szybciej?
— Weź się uspokój, to szpital nie wieżowiec, jeżdżą tu chorzy ludzie. — popukał się w głowę.
— No to powinni zamontować taką dla ludzi, którym się spieszy i dla tych chorych.
— Tylko nie rzuć się na Kubę, tak, jak na tą dziewczynę w recepcji, bo o mało jej nie zmiażdżyłaś... Nie wiadomo w jakim jest stanie.
— No przecież wiem. — kiedy drzwi windy rozsunęły się, znów szarpnęła przyjaciela za rękę i wybiegła z Krzyśkiem.
— Proszę nie biegać, to szpital, nie plac zabaw. — upomniał ich jeden z pracowników, jednak Shelby miała gdzieś jego uwagę. Przeszli szybko przez szklane drzwi i weszli na oddział.
— W czym mogę pomóc? — usłyszeli za sobą czyjś głos i odwrócili się momentalnie.
— Szukamy doktora Meyera.
— To ja, o co chodzi?
— Szukamy Kuby Grabowskiego. — powiedziała Shelby.
— I chcemy się dowiedzieć co z nim. — dodał Krzychu.
— Zapraszam do gabinetu. Tam usiądziemy i porozmawiamy, a potem zaprowadzę was do Kuby.
— Okej. — odpowiedzieli chórkiem i poszli za lekarzem. Shelby z nerwów, ściskała dłoń Krzyśka.
— Spokojnie. — powiedział brunet i usiedli po drugiej stronie biurka.
— Mężczyzna zakwalifikował się do innowacyjnego programu w zwalczaniu guzów mózgu, poprzez podawanie specjalnych leków i terapii laserowych. Przeszedł serię pięciu zabiegów, polegających na tym, że dostawał porcję leków, potem robiliśmy małe nacięcie w miejscu guza, wycięliśmy nieduży fragment czaszki i był poddawany zabiegowi laserowemu. Dwa tygodnie rekonwalescencji i znowu. To żmudny proces, jednak pozwolił nam pozbyć się guza. Teraz ma podawany pewny rodzaj chemii, ponieważ wykryliśmy w guzie komórki rakowe, jednak jest to najsłabsza z możliwych, istniejących. — Shelby czuła, jakby jej serce miało zaraz wyskoczyć z piersi.
— Czy są jakieś powikłania? — zapytał Krzysiek, a lekarz westchnął.
— Niestety wystąpił niedowład w dolnej partii ciała. Jednak, proszę nie zapominać, że chodzi tutaj o mózg i z czasem wszystko może wrócić do normy. — powiedział doktor Meyer.
— To nic, damy sobie radę. Najważniejsze, że żyje i jest cały. — powiedziała blondynka.
— Jednak ma to oddziaływanie na psychikę pacjenta. Jest pod stałą obserwacją najlepszych profesorów i psychologów.
— Czy my... — zapytała dziewczyna.
— Tak, chodźmy, najważniejsze wiecie. Za dwa tygodnie planujemy wypis, jeśli jego stan będzie tak stabilny, jak do tej pory. Dostanie też listę niepokojących objawów, które, jeśli wystąpią, będą oznaczały, że musi tu wrócić. Co prawda wszyscy wierzymy, że nie będzie żadnego nawrotu. — Meyer wstał od biurka, a para przyjaciół zrobiła to samo. — Przepraszam, jeśli to zabrzmi wścibsko, ale czy pani ma na imię Shelby?
— Tak, a co? — spytała blondynka.
— Stała się pani legendą wśród psychologów. On przy każdej terapii powtarzał, że walczy tylko dlatego, że musi się z panią zobaczyć, bo obiecał, że wróci, a musi dotrzymać słowa. Taka formułka była codziennie, kiedy miał rozmowy z psychologiem. — dziewczyna zrobiła duże oczy.
— Masakra, najgorsze jest to, że my nic nie wiedzieliśmy, bo nie pozwolilibyśmy by był tu sam przez te trzy miesiące.
— Z tego co wiem, nie chciał nikogo wtajemniczać, bo proponowaliśmy mu to nie raz. Był bardzo uparty w tym temacie i nie chciał nikogo martwić. — podeszli pod salę 77. Lekarz złapał za klamkę.
— Proszę poczekać. — powiedziała blondynka i odwróciła się do Krzyśka, który pokiwał tylko twierdząco głową.
— Tak, możesz wejść na razie sama, ale masz pięć minut. — nie musiała zadawać pytania, wiedział dokładnie o co chodzi. Rzuciła mu się na szyję szepcząc dziękuję, a lekarz wpuścił ją do środka sali. Gdyby nie sprzęty i specjalne łóżko, znów stwierdziłaby, że to hotel. Podeszła niepewnie do łóżka, na którym spał Kuba, był przeraźliwie wychudzony i łysy. Dziewczynie napłynęły łzy do oczu i padła na kolana, uderzając nimi o chłodną posadzkę. Przyłożyła dłoń do jego chłodnego policzka. Przyłożyła usta, do jego delikatnie sinych warg i złożyła na nich pocałunek.
— Shelby? —szepnął cicho. — To sen? Bo nie wiem, czy powinienem otwierać oczy...
— Nie, to nie sen, jestem tu. Kochanie, jestem tu... — szeptała, a łzy jak grochy, spływały po jej policzkach.
— Nie powinno cię tu być, nie powinnaś mnie oglądać w takim stanie... — dalej nie otwierał oczu.
— Przestań, powinnam być tu od początku, bo powinieneś nam powiedzieć, ale to nie czas i miejsce na gdybanie. — z wielką zachłannością, ale i bardzo delikatnie wpijała się w jego usta. Kuba otworzył oczy. Widok jego ukochanej blondynki cholernie go cieszył. Wplótł dłoń w jej włosy. Po chwili wyciągnęła ją ze swojej burzy loczków i wtuliła w nią mokry policzek.
— Nie rycz wariatko, już wszystko dobrze, wszystko dobrze... — jemu samemu leciały łzy jak grochy.
— Za dwa dni polecimy do domu i będzie jak kiedyś.
— Nic już nie będzie jak kiedyś, jestem skazany na wózek.
— Ale to może być tylko tymczasowe. Poza tym wyjebane, z tym da się żyć, najważniejsze, że żyjesz, że żyjesz... — upewniała siebie, bo jeszcze nie dowierzała, że wszystko jest dobrze.
— Czemu się nie kontaktowałeś?
— Szczerze? Nie miałem siły, spałem, rzygałem, jadłem i tak w kółko, do tego wszystko mnie bolało... Wybacz, ale chciałem ci oszczędzić łez, a sobie litowania się nade mną.
— Jesteś najgorszym chłopakiem, jakiego miałam w życiu...
— Wiem, ja ciebie też kocham. — powiedział ze stoickim spokojem, chociaż niekontrolowane łzy leciały mu po policzkach.

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz