— Panie doktorze, ona płacze przez sen?! Czy to normalne?! — Krzychu doprowadził lekarza na salę blondynki, gdzie Kuba siedział przy niej i trzymał mocno jej dłoń.
— Tak, to normalne, jej mózg musi być na tyle aktywny, by śniła. To dobry znak, ale póki nie wróci sama do oddychania, nie robiłbym sobie nadziei... — doktor pokiwał głową i wyszedł z sali.
— Ech... To wszystko moja wina, gdybym tu nie przyjechał bez słowa...
— No i co by to dało? — powiedział Krzysiek patrząc na przyjaciela. — Słyszałeś Mike'a? Ktoś na nią polował, ktoś to wszystko ukartował, a ona nam po prostu nie powiedziała...
— Gdyby tylko powiedziała słowo, wrócilibyśmy do Polski...
— Sądzę, że chciała, żebyś mógł się zobaczyć jeszcze z lekarzami przed wylotem. Zawsze najbardziej liczyłeś się dla niej ty...
— Liczę się dla niej ja, liczę! Nie mów o niej w czasie przeszłym, wróci do zdrowia, jest silna.
— Kuba, lepiej nastaw się na najgorsze i miło rozczaruj, serio... — powiedział Kondracki, patrząc na załamanego przyjaciela.
— Życie jest niesprawiedliwe, gdybym nie wylądował na tym wózku na bank bym ją uratował i byłaby razem z nami.
— Albo oboje byście zginęli. Ten tir pędził, nie było szans, żeby wyhamował, nie było szans... Ech... Co ja ci będę mówił, przecież tam byłeś i widziałeś.
— Najważniejsze, że żyje, a ja nie zgodzę się na odłączenie.
— Wiesz, że musisz zadzwonić do jej rodziców, a oni będę najbardziej decyzyjni?
— Wiem, ale jeszcze nie teraz.
— Ile zamierzasz czekać? To już dwa tygodnie, a jej stan się nie polepsza, Kuba... Oni mają prawo wiedzieć.
— Wiesz dobrze, że oni nie potrzebują wizy... Przylecą następnym lotem i co, jak stwierdzą, że nie chcą żeby się męczyła?
— Kurwa, stary, to nie wybieranie smaku lodów, czy czegokolwiek, to wybór decydujący o życiu. Nie zakładaj, że przyjdzie im to tak łatwo.
— Ja już nic nie zakładam...
— No własnie widzę. — Krzychu westchnął ciężko. Musisz jechać chociaż na chwilę do hotelu się ogarnąć.
—Nie chcę.
— Od dwóch tygodni tu siedzisz non stop. Śmierdzisz i prawie nic nie jesz, chłopie. Jak chcesz dalej przy niej trwać, to musisz mieć siłę. Pamiętaj, że sam przeszedłeś ciężki okres w życiu.
— I co mi po tym, jak nie mogę dzielić z nią tego szczęścia? Na dodatek, nasza ostatnia rozmowa to kłótnia o tego dupka...
— Ktoś o mnie mówił? — do sali wszedł Mike i postawił na stoliku kwiaty.
— Wybacz... — powiedział Kuba i przywitali się z mężczyzną.
— Nic się nie stało, masz prawo być na mnie dalej zły.
— Przestań, chciałeś dla niej jak najlepiej... Nie powinienem być na ciebie zły...
— Nie mam do ciebie żalu, o bycie na mnie złym, bez przesady. Sam bym pewnie odchodził od zmysłów, gdyby jakiś obcy facet kręcił się wokół mojej żony.
— Żony?! — powiedzieli zdziwieni panowie jednocześnie.
— Tak mam żonę i córeczkę.
— No to czemu do nich nie jedziesz? — spytał Krzychu.
— Bo jeszcze nie skończyłem roboty, dopiero jak ją skończę... — uśmiechnął się delikatnie.
— Nadal nie wiadomo, kto jej to zrobił?
— Wiadomo, dlatego tutaj jestem, nie? — uśmiechnął się, a chłopakom od razu poprawił się humor.
— Powiedz mi, że cierpiał, tak jak ona... — powiedział Kuba.
— Spokojnie, wszyscy, którzy ją ścigali są... Wykluczeni z gry. Tak, jak obiecałem, do tego zniknęła z listy poszukiwanych. — uśmiechnął się do nich, to dało im nadzieję, że będzie jeszcze kiedyś normalnie.
— Nie będą ciebie ścigać? — spytał Krzysiek.
—Jestem w sumie nikim, mało kto o mnie wie i najczęściej pracuję anonimowo. — odpowiedział z uśmiechem.
— Prawie jak w filmach... — zaśmiał się czerwonowłosy. — Dobra gadka szmatka, popilnujesz jej Mike? Musze zabrać Kubę do hotelu i się z nim rozprawić, zaniedbuje się, a ja jako jego najlepszy kumpel nie mogę mu na to pozwolić.
— Jasne, nie ma sprawy. — powiedział brunet z szerokim uśmiechem.
— Kuba, jedziesz sam, czy wypchnąć cię na siłę.
— Ale tylko prysznic, obiad i wracamy? — powiedział Grabowski patrząc błagalnym wzrokiem na przyjaciela.
— Dobrze. — odpowiedział chłopak. Panowie wyszli, a Mike został sam na sam z dziewczyną. Po kilku minutach wstał i zamknął drzwi. Usiadł przy dziewczynie i wziął jej dłoń, zaczął ją delikatnie gładzić.
— Dotrzymałem obietnicy Mała, zabiłem każdego, kto na ciebie polował. Został tylko jeden gracz w tej grze. Pamiętasz, obiecałaś mi, że mi pomożesz... Kiedy to ja będę potrzebował i to było lekkomyślne, że zgodziłaś się tak łatwo, tak szybko. Moja córeczka jeździ na wózku, jest sparaliżowana, ma ciężką chorobę i potrzebuje leczenia. Na szczęście nigdy nie miałaś dzieci, więc nie potrafisz sobie wyobrazić, jaki to ból dla rodzica, kiedy patrzysz na cierpienie dziecka i jesteś bezradnym, małym, człowiekiem. Żyjemy na świecie, gdzie rządzi pieniądz i pomimo, że pieniądz kiedyś zgubi ludzkość, wciąż o niego walczymy. Ja muszę walczyć po to, by moja córka mogła żyć. Miliony, wydają się być groszami. Teraz ja mam do ciebie prośbę... Pomożesz mi opłacić leczenie córeczki, prawda? Wybacz, że robię to w taki sposób, ale płacą za ciebie podwójnie, odkąd wykończyłem konkurencję. To oznacza, że przynajmniej z rok będę mógł posiedzieć z rodziną, a nie ganiać jak pies, za pieniądzem. — chłopak wyciągnął z bukietu kwiatów mały śrubokręt, ukucnął i rozkręcił gniazdko, spowodował w nim spięcie, a wszystkie maszyny podtrzymujące jej życie przestały działać. — Przepraszam skarbie, szkoda, że taka ładna buźka, wplątała się w taki gnój. Narkotyki nie prowadza nigdy, do niczego dobrego, a z tego biznesu nie wychodzi się na własnych nogach, a jedynie nogami do przodu. Dobrze, że jesteś nieprzytomna, nie będziesz cierpieć. Zaraz w twoich płucach zabraknie tlenu, a ty odejdziesz... Tak cicho i spokojnie, tak jak zasługujesz. Jadę do twojego chłopaka przekazać mu wieści, ale jeszcze potwierdzenie zgonu... — westchnął cicho. Poczekał, aż jej klatka przestanie się unosić. — Lekarza, lekarza!! — zaczął krzyczeć.
— Co się stało?!
— Nie wiem, siedziałem spokojnie, gadałem do niej, a nagle patrzę, że nie oddycha, a monitory są ciemne. — powiedział przerażonym tonem. Jego gra aktorska była pełna podziwu.
— Cholera... Nic nie działa!
— Panie doktorze... Za późno. — powiedziała pielęgniarka. Wszyscy popatrzyli po sobie. Stanęli na baczność i spuścili głowy, oddając dziewczynie ostatni wyraz szacunku. Lekarze zaczęli ją odpinać od wszystkich maszyn i uzupełniać dokumenty.
— Halo?
— Pan Grabowski?
— Tak.
— Dzwonię z szpitala świętej Anny...
— Coś z Shelby?!
— Pana dziewczyna nie żyje. Doszło do spięcia i maszyny przestały działać... Przykro mi.
— Co...?! — z jego rąk wypadł telefon, złapał się za głowę i zaczął krzyczeć ile sił w płucach.
— Kuba! — zdezorientowany Krzychu wpadł do pokoju z łazienki... — Kuba co się dzieje?! — potrząsał przyjacielem, który po chwili przestał krzyczeć i rozpłakał się jak dziecko. — Co się stało?
— Shelby... Nie żyje... — słowa przechodziły mu z trudnością przez gardło. Krzysiek sam uklęk przy chłopaku i potarł twarz dłońmi, oboje siedzieli i ryczeli jak dzieci. Po chwili Krzychu przytulił Kubę, który nie umiał nawet wydusić z siebie słowa. Miał sobie za złe, że stało się to, jak jego tam nie było. Nie rozumiał tego wszystkiego i miał żal do świata. Jego całe życie legło w gruzach w kilka chwil. Jego siła napędowa odeszła, a on został sam. Czuł się tak samotnie, a jego serce krwawiło...
— Trzymasz się jakoś? — Krzysiek stał obok chłopaka. Kuba nie odważył się wejść do kościoła, gdzie była wystawiona trumna. Msza dłużyła się strasznie, a on siedział na tym wózku, nie płakał, chociaż oczy go już piekły. Bogu dzięki był na xanaxie, więc był w miarę spokojny. Do czasu, kiedy z kościoła wynieśli trumnę. Szli zaraz za nią jej rodzice i reszta już nie tak wesołej ekipy. Pozostała reszta QueQuality i poza tym nikt. Odeszła, gdzieś do lepszego świata. Nie szedł za trumną, nie patrzył, jak ją zakopują, nie był w stanie. Nie umiał sobie wyobrazić życia bez jej szalonych pomysłów, bez jej zwykłego uśmiechu.
— Kuba? — Krzysiek spojrzał na przyjaciela, który ze stoickim spokojem, pomimo lecących po policzkach łez, zaczął nucić, a po chwili śpiewać...
— A ja ciągle pamiętam jej słodki uśmiech, gdy witał nas świt. Nie rozumiałem, czemu tak patrzy i mówi mi szeptem, że jestem jak nikt. Teraz wspominam dziewczynę szamana, jak jeszcze wtedy schodziła pod blok, dla niej się nigdy nie kończy zabawa i dalej tańczy, gdy spowił ją mrok... A ja ciągle pamiętam jej słodki uśmiech, gdy witał nas świt. Nie rozumiałem, czemu tak patrzy i mówi mi szeptem, że jestem jak nikt. Teraz wspominam dziewczynę szamana, jak jeszcze wtedy schodziła pod blok, dla niej się nigdy nie kończy zabawa i dalej tańczy, gdy spowił ją mrok...
___________________________________
O matko, wybaczcie, nie byłam w stanie napisać nic dłuższego, bo sama się wczułam w sytuację na tyle, że się popłakałam. To koniec podróży z "Unbreakable". Mam nadzieję, że to była dla was fajna podróż, że się dobrze bawiliście, dziękuję moim czytelnikom, którzy są ze mną od początku <3. To co, jakieś koncepcje na coś nowego? Kontynuacja starego? Chcecie, żeby jeszcze połączenie Shelby x Quebo wrócili? Czekam na opinie i sugestie.
Całuję,
Angel Woodgett
CZYTASZ
UNBREAKABLE II Quebonafide Fanfiction
Fanfiction„Więzienie dla kobiet o zaostrzonym rygorze". - No serio, nic lepszego nie było? - zapytała przewracając oczami. - No wybacz, że to nie Hilton... Ale jeść dają i na głowę się nie leje. - powiedział podirytowany policjant podchodząc do bramy i legit...
