Chapter 20.

280 24 50
                                        

Dwa tygodnie później

Kuba chodził po pokoju w tą i z powrotem.
— Kuba wyluzuj, to zwykłe złamanie, wsadzą ją w gips i nic jej nie będzie... — blondynka chodziła za nim, próbując go uspokoić.
— Powinienem tam jechać, a mi się kurwa wakacji zachciało...
— To nie wakacje, tylko masz nagrać teledysk. — powiedziała do niego. Chłopak momentalnie obrócił się i złapał ją za ramiona potrząsając nią mocno. Dziewczyna spojrzała na niego wystraszonym wzrokiem.
— Nic nie rozumiesz, to moja matka. — powiedział podniesionym tonem.
— Jasne... Nic nie rozumiem, bo jakbym mogła zrozumieć! — wydarła się na niego i wyszła trzaskając drzwiami. Nie rozumiała ani trochę jego zachowania. Rozumiała żal i smutek, ale byli na drugim końcu świata. Wyszła na ulice Rio, gdzie wpadła na wracającą ze spaceru Jagodę i Krzycha.
— Gdzie tak kopytkujesz piękna gazelo? — zaśmiał się chłopak, jednak w odpowiedzi dostał jej piorunujący wzrok. Jagodzie nie potrzeba było nic więcej.
— Kuba jej coś zrobił... Idź z nim pogadaj. — powiedziała cicho do chłopaka i podeszła do koleżanki. — Mijaliśmy fajny bar, masz ochotę na drinka? — zapytała blondynki.
— Alkoholu i modlitwy nigdy nie odmawiam. — powiedziała dziewczyna i udały się do pobliskiego baru. Usiadły przy barze, gdzie zamówiły tequilę.
— Mów, co się stało? — zapytała, kiedy zrobiły cztery szybkie kolejki.
— Chuj się na mnie wyżywał. Jego mama spadła ze schodów i złamała biodro. Nie wiem do końca, co z nią, ale kurczę, starałam się go pocieszyć i uspokoić, a on jakby był w transie. Jeszcze wypierdolił do mnie z tekstem, że ja nic nie rozumiem. — alkohol wchodził w nią jak soczek. Kilka następnych kieliszków znalazło się w niej.
— Z biodrem to nie tak ciekawie, może jej grozić endoproteza. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze.
— Jak dla mnie to może wracać do Polski, nie będzie mnie jakiś jebany celebryta szarpał. — Jagoda widziała, jak bardzo podniosła jej ciśnienie ta cała sytuacja.
— Sama się uspokój, daj mu się uspokoić... Znając życie ochłonie i jeszcze będzie cię przepraszać.
— Nie chcę jego przeprosin. Jak ma być następnym, co będzie mnie traktować jak seks lalkę, to pierdolę szczerze ten interes. Zamierzam się teraz cieszyć tymi wakacjami. — skinęła na barmana i pokazała mu cztery palce. — Pijesz? — spytała widząc dwa pełne kieliszki po stronie brunetki.
— Nie, pij. — uśmiechnęła się ciepło. Postanowiła zostać w miarę trzeźwa, żeby w razie W opiekować się przyjaciółką. Dziewczyna wypiła w przeciągu trzydziestu minut 14 shotów.
— Nawet alkohol dzisiaj nie działa. — powiedziała i wstała gwałtownie. To był błąd, pociemniało jej przed oczami.
— Chyba jednak działa. Chodź idziemy na plażę. Kupimy sobie jakieś piwo po drodze. — uśmiechnęła się szeroko.
— Zgoda. Dobrze, że nie zdążyłam ściągnąć bikini.
— Kochana, jest jedenasta w nocy. — Jagoda roześmiała się.
— A kto bogatemu zabroni? — uśmiechnęła się szeroko. Opuściły bar i udały się w stronę plaży. Brunetka poczuła wibrację telefonu i wyciągnęła urządzenie. Zameldowała się Krzyśkowi, że nie jest najlepiej, ale stara się pomału sprowadzić blondynkę do hotelu.

Kiedy Krzysiek wpadł do hotelu, od razu udał się do pokoju Kuby.
— Co się stało? — zapytał przyjaciela, który chodził w tą i z powrotem oczekując na wiadomości od swojej siostry.
— Mama złamała biodro, a ja wyżyłem się na Shelby. Bosko, kurwa. — cisnął telefonem na łóżko.
— Stary, ale twoje nerwy nikomu nie pomogą, uspokój się i usiądź. Siadaj, powiedziałem!! — fakt, że Krzychu, który zawsze był spokojny i opanowany, wydarł się teraz na niego, spowodował, że chłopak momentalnie usiadł. — Zrobiłeś jej coś?
— Potrząsnąłem nią, ale wystraszyła się mnie. — westchnął.
— Chcesz spierdolić następny związek? Panuj nad nerwami, albo wróć na terapię. Po chuj ją przerywałeś, skoro problem wraca? Kuba, ja cię pięknie proszę, ogarnij się. Ja wiem, że po przejściach z twoim ojcem, jesteś wyczulony na to, czy twojej mamie nie dzieje się krzywda. Masz do tego całkowite prawo, ale na Boga, ona jest dorosła. Poradzi sobie, za trzy dni wrócimy do Warszawy i pojedziesz do niej. Weźmiesz Shelby i pomożecie jej razem, Maciek pewnie też się martwi, gadałeś z nim?
— Nie, nie gadałem z nim. Nawet nie wiem, czy wrócił już do hotelu. Miał szukać z Koziarą miejsc na teledysk.
— No więc właśnie. Nie strasz dziewczyny, nie zasługuje na to, poza tym ja też na tym tracę, bo Jagoda ją pilnuje teraz. — zaśmiał się lekko pod nosem. — Uspokoiłeś się trochę? — spytał po chwili obserwowania Kuby.
— Tak, dzięki i przepraszam. — powiedział do chłopaka.
— Nie mi się należą przeprosiny. — spojrzał na przyjaciela wzrokiem typu „wiesz co masz robić".
— No wiem, no wiem... — powtórzył beznamiętnie.


UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz