—Jagoda? — zapytała zszokowana dziewczyna, widząc na skraju łóżka siedzącą przyjaciółkę. Szybko zerwała się i padła utęskniona w jej ramiona.
— No cześć, nawet paskudo nie wpadłaś na górę i się nie przywitałaś.
— Wybacz, Kuba chciał jak najszybciej przyjechać do Ciechanowa.
— Powiem ci, że postawiłaś tego wariata na nogi. Przyznaj się który ruch go najbardziej postawił? — zapytała i zrobiła posuwisty ruch ręką, jednocześnie wypychając policzek językiem.
— Boże, z kim ja się zadaję... Krzysiek ci nie mówił?
— Tak szczerze, nie mieliśmy czasu na rozmowę, nawet po drodze do Ciechanowa, musiał zjechać na stację benzynową, bo nie mógł wyrobić.
— Zajedziecie się nawzajem, któregoś dnia. — Shelby zaśmiała się ciepło. — Która godzina?
—17:23...
— Cholera grill...
— Spokojnie, trwa w najlepsze, ale nie rozkręcają nic bez ciebie i głównie męczą Kubę pytaniami.Chodź, zrobię cię na bóstwo. — uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła dużą kosmetyczkę ze swojej torebki.
— Przecież to tylko grill... — spojrzała na dziewczynę.
— Grill, nie grill, zjechało sporo osób, więc nie pozwolę ci wyglądać gorzej, niż te laski.
— Laski?
— No praktycznie same pary tam są i nie uwierzysz. Kuba dogaduje się z Mariuszem, więc nawet pani Ela siedzi w objęciach chłopa.
— No to nieźle. — powiedziała zdziwiona i poddała si wszystkim zabiegom upiększającym, jakie przyjaciółka dla niej naszykowała.
— Miałam im pomóc z szykowaniem ogrodu... — przypomniała sobie po chwili blondynka.
— Trudno, to duże dzieci, poradzili sobie, a nawet zrobili więcej, niż ustawa przewiduje. Z resztą zobaczysz sama. Odwalę cię w stylu festiwalowym, może trochę boho, może być? — zaśmiała się kładąc na głowę dziewczyny wianek ze sztucznych kwiatów.
— Oddaję się w twoje ręce, bo ja przy stanie spóźnienia i zaspania, poszłabym tam w dresie. — westchnęła blondynka.
— Dlatego tu siedziałam, żebyś nie zaliczyła takiej wtopy, bo potem mogłabyś się źle czuć w towarzystwie innych lasek. — zaśmiała się ciepło i wyciągnęła ze swojej torby kieckę.
— Jasna sukienka na grilla? Przecież ja ci ją zaraz upierdolę.
— Po pierwsze, to kombinezon, po drugie, jak ubrudzisz to wypierzesz, na szczęście wszystkie plamy schodzą z tego z łatwością. Wkładaj nie marudź, bo twój księciunio na ciebie czeka już zniecierpliwiony. Trzy razy powstrzymywałam go przed budzeniem ciebie. — Jagoda zaśmiała się głośno, a dziewczyna ubrała kombinezon.
— Wow, przeszłaś samą siebie... — dziewczyna spojrzała w lustro, praktycznie się nie poznając.
— No wiesz, to wyjątkowa okazja. Kuba wrócił do domu, wszyscy świętują, to niech przy tobie inne laski wyglądają blado, nie? — dziewczyny zbiły sobie piątkę, a Jagoda podeszła do walizki dziewczyny.
— Załóż do tego te szpilki. — podała jej buty.
— Ja się w nich zabiję na trawniku.
— Przestań, dobrze widziałam, jak w nich biegasz... A teraz wypad, trzeba rozkręcić imprezę na naszych warunkach, albo wcale. — dziewczyny parsknęły śmiechem i zeszły na dół z szerokimi uśmiechami. — Kubuś, królową ci przyprowadziłam... — powiedziała Jagoda z cwanym uśmieszkiem, po czym wybuchnęła śmiechem, kiedy chłopak o mało nie zadławił się własną śliną i nie potknął o własne nogi.
— Źle wyglądam? Bo sadzę, że tym razem moja stylistka przeszła wszystkie granice.
— Pięknie wyglądasz... — wpił się w jej usta, za co dostał kuksańca w bok od brunetki.
— Jak jej zeżresz szminkę, to ty gibasz na górę po kosmetyki. — Kondracki niewiele myśląc, wpił się w usta ukochanej, kiedy podszedł zaraz za Kubą.
— Bo jak je tam wyruchacie, to nie będziecie mieli co w nocy robić! — krzyknął za nimi Moyes, co wywołało salwę śmiechu.
— To co, karaoke? — zaproponował Maciek. Dopiero dziewczyna zauważyła, co chłopaki wyczynili w ogrodzie. Zrobili z palet małą scenę, przynieśli nagłośnienie i mikrofon, poustawiali stoły i zawiesili lampki. Wszystko wyglądało tak pięknie.
— Najpierw zjeść! — powiedziała Shelby. — Co wyście tutaj zrobili za krainę czarów? — zaśmiała się do Kuby i skradła mu jeszcze jeden pocałunek.
— U nas, za młodu, zawsze tak wyglądały imprezy. Bawiliśmy się w jakieś dekoracje, każdy przynosił jakieś jedzenie, wszystko robiliśmy wspólnie i wierz mi, to były najlepsze imprezy na Płońskiej 6, jakie możesz sobie wymarzyć. Zobaczymy, czy dzisiaj też nam się uda. — dał jej buziaka i podprowadził do stołu. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że każdy chichrał pod nosem.
— Coś nie tak? — zmierzyła wszystkich wzrokiem.
— No coś ty, pięknie wyglądasz. — powiedziała dziewczyna Koziary.
— Shelby, to Tadeusz, mój przyjaciel i trener personalny, w dwa miesiące doprowadzi mnie do formy sprzed operacji. — uśmiechnął się do niej szeroko, a Tadzik wstał i podał jej dłoń.
— Milo cię poznać dziewczyno, jestem tu od prawie dwóch godzin, a już krążą wokół ciebie niemałe legendy. — zaśmiał się.
— Na pewno dobrze przekoloryzowane, założę się. — blondynka uśmiechnęła się szeroko i poznała z ludźmi, których jeszcze nie znała lub słyszała tylko o nich. W końcu usiadła do stołu i wzięła się za jedzenie. Za sprawą pani Eli, stół się niemal uginał, a grill cały czas płonął.
— Są i goście specjalni. — powiedział Kuba i zacisnął dłoń, bo nie wiedział, czy Shelby go za to nie rozszarpie.
— Co? Kto taki? — spojrzała na chłopaka, jednak nim zdążyła się odwrócić, usłyszała głos, który poznałaby w każdym miejscu i o każdej porze.
— Córcia, no w końcu, gdzieś nas zaprosili, Jack, stary grzybie, pośpiesz się.
— Mama, tata? Co wy tu robicie? — cieszyła się, że nie zdążyła wsadzić jeszcze do ust jedzenia, bo na bank, własnie w tej chwili, by się nim udławiła.
— Kochanie od miesięcy nie dajesz znaku życia, co się dzieje?
— Mamo, mieszkasz na drugim końcu Warszawy, wystarczyło podjechać. — powiedziała do kobiety, kiedy wstała się przywitać. — Tylko proszę cię, grzecznie.
— Kuba, czy ta istota, moja córka cię głodzi? Strasznie wyglądasz...
— Nie, to przez chorobę. — odpowiedział chłopak, a kobiecie zrobiło się głupio. Shelby pokiwała z niedowierzaniem głową, chociaż w duchu cieszyła się, że niewyparzony język kobiety dostał za swoje.
— Tatuś... — rzuciła się na szyję mężczyzny, który wtulił ją mocno w siebie.
— Cześć córcia, twój chłopak nas zaprosił na grilla, mam nadzieję, że to nie problem. Obiecuję trzymać krótko twoją matkę.
— Jasne tato, bo ona się da. Uważaj, bo uwierzę. — oboje się zaśmiali. — Siadajcie do stołu, pani Ela przygotowała pyszne jedzenie.
— Przywieźliśmy trochę mięcha. — pokazał na reklamówkę.
— Spokojnie, przyda się. Jak jeszcze ktoś przyjedzie, to i tak może braknąć. — blondynka zaśmiała się ciepło.
— Pięknie wyglądasz, to jakaś okazja?
— Tak, Jagoda się do mnie dopadła i postawiła sobie za punkt honoru, żeby zrobić mnie na bóstwo. — oboje znów się zaśmiali.
— Bratowa! Chodź jeść, bo ja chcę pośpiewać! — usłyszeli głoś Maćka.
— Już idziemy! — powiedziała dziewczyna i usiedli do stołu. W końcu wzięła się za jedzenie, słuchając wywodów swojej matki z panią Elą.
— Czyli Elu, nie masz nic przeciwko tej dwójce tak?
— Mamo... — jęknęła blondynka.
— No co, chcę wiedzieć w końcu byłaś i jesteś niesfornym dzieckiem.
— Nie mam nic przeciwko ich związku Caroline, pasują do siebie, uzupełniają się i jedno chroni drugie przed upadkiem, więc to chyba najpiękniejsza miłość.
— Masz rację, może jest szansa na wnuki, póki jeszcze żyjemy. — młodsze towarzystwo parsknęło cichym śmiechem. Blondynka nie skomentowała słów matki, udała po prostu, ze nie słyszy.
— Nooo najadłaś się już?! Czy nie...? — Maciejka prawie skakał z niecierpliwości po krześle.
— Spokojnie Maciek, daj jej zjeść, nie każdy łyka tak jak ty. — dodał Krzychu, a wszyscy parsknęli śmiechem.
— No tego się nie spodziewałam, że ukrywasz swoją orientację... — jego dziewczyna dogryzła mu, a reszta prawie płakała ze śmiechu, widząc, jak do chłopaka dopiero po chwili zaczęło docierać co tu się dzieje.
— O ty czerwonowłosy, wyszczekany plemniku, zaraz cię dopadnę. — chłopaki zaczęli się ganiać wokół stołu.
— Boże, co za banda kretynów. — skwitował ich Kuba.
— Zaczynam stwierdzać, że jednak jesteś dużo bardziej dorosły i poważny, niż twój brat... — powiedziała blondynka z uśmiechem, na co dostała soczystego buziaka.
— Maciek, Shelby już zjadła, możesz ją porwać na to karaoke... — powiedział młodszy Grabowski, na co starszy przestał ganiać Krzycha i podszedł do sprzętu. Moyes dał buziaka swojej dziewczynie.
— Musze iść, bo on jest zdolny spalić mi laptopa. — westchnął Adam i popchnął Maciejkę. — Ani się waż ruszać mojego sprzętu.
— Oj wielki DJ się znalazł... Co tam masz za utwory... — zapytał z ciekawością.
— Idę nim wybierze coś, na czym polegnę. — powiedziała Shelby i dała Kubie buziaka. — Ale ty też pośpiewasz ze mną? — zapytała jeszcze, odwracając się do swojego chłopaka.
— No oczywiście, komu, jak komu, ale tobie nie odmówię. — powiedział z uśmiechem do niej, a dziewczyna przebrnęła przez chłopaków i przeglądała z nimi listę. W końcu zdecydowali się na utwór.
— Ale jesteś pewien, że sobie z tym poradzisz? — Shelby zaśmiała się ciepło, nie sądziła, że Maciek będzie skory do wybrania takiej piosenki.
— Jestem. Dla mojej królowej... — powiedział i zaczął coś tam wyć. Dziewczyna obie panie były bliskie płaczu, kiedy głos Maciejki nieco zawodził. Jednak należał mu się punkt za chęci i odwagę. Shelby, kiedy ogarnęła śmiech zaczęła go wspierać i śpiewać żeński fragment piosenki.
CZYTASZ
UNBREAKABLE II Quebonafide Fanfiction
Fanfiction„Więzienie dla kobiet o zaostrzonym rygorze". - No serio, nic lepszego nie było? - zapytała przewracając oczami. - No wybacz, że to nie Hilton... Ale jeść dają i na głowę się nie leje. - powiedział podirytowany policjant podchodząc do bramy i legit...
