Chapter 33.

224 27 63
                                        

—Jagoda? — zapytała zszokowana dziewczyna, widząc na skraju łóżka siedzącą przyjaciółkę. Szybko zerwała się i padła utęskniona w jej ramiona.
 — No cześć, nawet paskudo nie wpadłaś na górę i się nie przywitałaś. 
 — Wybacz, Kuba chciał jak najszybciej przyjechać do Ciechanowa. 
 — Powiem ci, że postawiłaś tego wariata na nogi. Przyznaj się który ruch go najbardziej postawił? — zapytała i zrobiła posuwisty ruch ręką, jednocześnie wypychając policzek językiem.
 — Boże, z kim ja się zadaję... Krzysiek ci nie mówił? 
 — Tak szczerze, nie mieliśmy czasu na rozmowę, nawet po drodze do Ciechanowa, musiał zjechać na stację benzynową, bo nie mógł wyrobić. 
 — Zajedziecie się nawzajem, któregoś dnia. — Shelby zaśmiała się ciepło. — Która godzina? 
 —17:23...
 — Cholera grill... 
 — Spokojnie, trwa w najlepsze, ale nie rozkręcają nic bez ciebie i głównie męczą Kubę pytaniami.Chodź, zrobię cię na bóstwo. — uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła dużą kosmetyczkę ze swojej torebki. 
 — Przecież to tylko grill... — spojrzała na dziewczynę. 
 — Grill, nie grill, zjechało sporo osób, więc nie pozwolę ci wyglądać gorzej, niż te laski. 
 — Laski? 
 — No praktycznie same pary tam są i nie uwierzysz. Kuba dogaduje się z Mariuszem, więc nawet pani Ela siedzi w objęciach chłopa. 
 — No to nieźle. — powiedziała zdziwiona i poddała si wszystkim zabiegom upiększającym, jakie przyjaciółka dla niej naszykowała. 
 — Miałam im pomóc z szykowaniem ogrodu... — przypomniała sobie po chwili blondynka. 
 — Trudno, to duże dzieci, poradzili sobie, a nawet zrobili więcej, niż ustawa przewiduje. Z resztą zobaczysz sama. Odwalę cię w stylu festiwalowym, może trochę boho, może być? — zaśmiała się kładąc na głowę dziewczyny wianek ze sztucznych kwiatów. 
 — Oddaję się w twoje ręce, bo ja przy stanie spóźnienia i zaspania, poszłabym tam w dresie. — westchnęła blondynka. 
 — Dlatego tu siedziałam, żebyś nie zaliczyła takiej wtopy, bo potem mogłabyś się źle czuć w towarzystwie innych lasek. — zaśmiała się ciepło i wyciągnęła ze swojej torby kieckę. 
 — Jasna sukienka na grilla? Przecież ja ci ją zaraz upierdolę. 
 — Po pierwsze, to kombinezon, po drugie, jak ubrudzisz to wypierzesz, na szczęście wszystkie plamy schodzą z tego z łatwością. Wkładaj nie marudź, bo twój księciunio na ciebie czeka już zniecierpliwiony. Trzy razy powstrzymywałam go przed budzeniem ciebie. — Jagoda zaśmiała się głośno, a dziewczyna ubrała kombinezon. 
 — Wow, przeszłaś samą siebie... — dziewczyna spojrzała w lustro, praktycznie się nie poznając. 
 — No wiesz, to wyjątkowa okazja. Kuba wrócił do domu, wszyscy świętują, to niech przy tobie inne laski wyglądają blado, nie? — dziewczyny zbiły sobie piątkę, a Jagoda podeszła do walizki dziewczyny. 
 — Załóż do tego te szpilki. — podała jej buty. 
 — Ja się w nich zabiję na trawniku. 
 — Przestań, dobrze widziałam, jak w nich biegasz... A teraz wypad, trzeba rozkręcić imprezę na naszych warunkach, albo wcale. — dziewczyny parsknęły śmiechem i zeszły na dół z szerokimi uśmiechami. — Kubuś, królową ci przyprowadziłam... — powiedziała Jagoda z cwanym uśmieszkiem, po czym wybuchnęła śmiechem, kiedy chłopak o mało nie zadławił się własną śliną i nie potknął o własne nogi. 
 — Źle wyglądam? Bo sadzę, że tym razem moja stylistka przeszła wszystkie granice. 
 — Pięknie wyglądasz... — wpił się w jej usta, za co dostał kuksańca w bok od brunetki. 
 — Jak jej zeżresz szminkę, to ty gibasz na górę po kosmetyki. — Kondracki niewiele myśląc, wpił się w usta ukochanej, kiedy podszedł zaraz za Kubą. 
 — Bo jak je tam wyruchacie, to nie będziecie mieli co w nocy robić! — krzyknął za nimi Moyes, co wywołało salwę śmiechu.
 — To co, karaoke? — zaproponował Maciek. Dopiero dziewczyna zauważyła, co chłopaki wyczynili w ogrodzie. Zrobili z palet małą scenę, przynieśli nagłośnienie i mikrofon, poustawiali stoły i zawiesili lampki. Wszystko wyglądało tak pięknie. 
 — Najpierw zjeść! — powiedziała Shelby. — Co wyście tutaj zrobili za krainę czarów? — zaśmiała się do Kuby i skradła mu jeszcze jeden pocałunek. 
 — U nas, za młodu, zawsze tak wyglądały imprezy. Bawiliśmy się w jakieś dekoracje, każdy przynosił jakieś jedzenie, wszystko robiliśmy wspólnie i wierz mi, to były najlepsze imprezy na Płońskiej 6, jakie możesz sobie wymarzyć. Zobaczymy, czy dzisiaj też nam się uda. — dał jej buziaka i podprowadził do stołu. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że każdy chichrał pod nosem. 
 — Coś nie tak? — zmierzyła wszystkich wzrokiem. 
 — No coś ty, pięknie wyglądasz. — powiedziała dziewczyna Koziary. 
 — Shelby, to Tadeusz, mój przyjaciel i trener personalny, w dwa miesiące doprowadzi mnie do formy sprzed operacji.  — uśmiechnął się do niej szeroko, a Tadzik wstał i podał jej dłoń. 
 — Milo cię poznać dziewczyno, jestem tu od prawie dwóch godzin, a już krążą wokół ciebie niemałe legendy. — zaśmiał się. 
 — Na pewno dobrze przekoloryzowane, założę się. — blondynka uśmiechnęła się szeroko i poznała z ludźmi, których jeszcze nie znała lub słyszała tylko o nich. W końcu usiadła do stołu i wzięła się za jedzenie. Za sprawą pani Eli, stół się niemal uginał, a grill cały czas płonął. 
 — Są i goście specjalni. — powiedział Kuba i zacisnął dłoń, bo nie wiedział, czy Shelby go za to nie rozszarpie.
 — Co? Kto taki? — spojrzała na chłopaka, jednak nim zdążyła się odwrócić, usłyszała głos, który poznałaby w każdym miejscu i o każdej porze. 
 — Córcia, no w końcu, gdzieś nas zaprosili, Jack, stary grzybie, pośpiesz się. 
 — Mama, tata? Co wy tu robicie? — cieszyła się, że nie zdążyła wsadzić jeszcze do ust jedzenia, bo na bank, własnie w tej chwili, by się nim udławiła. 
 — Kochanie od miesięcy nie dajesz znaku życia, co się dzieje? 
 — Mamo, mieszkasz na drugim końcu Warszawy, wystarczyło podjechać. — powiedziała do kobiety, kiedy wstała się przywitać. — Tylko proszę cię, grzecznie. 
 — Kuba, czy ta istota, moja córka cię głodzi? Strasznie wyglądasz... 
 — Nie, to przez chorobę. — odpowiedział chłopak, a kobiecie zrobiło się głupio. Shelby pokiwała z niedowierzaniem głową, chociaż w duchu cieszyła się, że niewyparzony język kobiety dostał za swoje. 
 — Tatuś... — rzuciła się na szyję mężczyzny, który wtulił ją mocno w siebie. 
 — Cześć córcia, twój chłopak nas zaprosił na grilla, mam nadzieję, że to nie problem. Obiecuję trzymać krótko twoją matkę. 
 — Jasne tato, bo ona się da. Uważaj, bo uwierzę. — oboje się zaśmiali. — Siadajcie do stołu, pani Ela przygotowała pyszne jedzenie. 
 — Przywieźliśmy trochę mięcha. — pokazał na reklamówkę. 
 — Spokojnie, przyda się. Jak jeszcze ktoś przyjedzie, to i tak może braknąć. — blondynka zaśmiała się ciepło. 
 — Pięknie wyglądasz, to jakaś okazja? 
 — Tak, Jagoda się do mnie dopadła i postawiła sobie za punkt honoru, żeby zrobić mnie na bóstwo. — oboje znów się zaśmiali. 
 — Bratowa! Chodź jeść, bo ja chcę pośpiewać! — usłyszeli głoś Maćka. 
 — Już idziemy! — powiedziała dziewczyna i usiedli do stołu. W końcu wzięła się za jedzenie, słuchając wywodów swojej matki z panią Elą. 
 — Czyli Elu, nie masz nic przeciwko tej dwójce tak? 
 — Mamo... — jęknęła blondynka. 
 — No co, chcę wiedzieć w końcu byłaś i jesteś niesfornym dzieckiem. 
 — Nie mam nic przeciwko ich związku Caroline, pasują do siebie, uzupełniają się i jedno chroni drugie przed upadkiem, więc to chyba najpiękniejsza miłość. 
 — Masz rację, może jest szansa na wnuki, póki jeszcze żyjemy. — młodsze towarzystwo parsknęło cichym śmiechem. Blondynka nie skomentowała słów matki, udała po prostu, ze nie słyszy. 
 — Nooo najadłaś się już?! Czy nie...? — Maciejka prawie skakał z niecierpliwości po krześle. 
 — Spokojnie Maciek, daj jej zjeść, nie każdy łyka tak jak ty. — dodał Krzychu, a wszyscy parsknęli śmiechem. 
 — No tego się nie spodziewałam, że ukrywasz swoją orientację... — jego dziewczyna dogryzła mu, a reszta prawie płakała ze śmiechu, widząc, jak do chłopaka dopiero po chwili zaczęło docierać co tu się dzieje. 
 — O ty czerwonowłosy, wyszczekany plemniku, zaraz cię dopadnę. — chłopaki zaczęli się ganiać wokół stołu. 
 — Boże, co za banda kretynów. — skwitował ich Kuba. 
 — Zaczynam stwierdzać, że jednak jesteś dużo bardziej dorosły i poważny, niż twój brat... — powiedziała blondynka z uśmiechem, na co dostała soczystego buziaka. 
 — Maciek, Shelby już zjadła, możesz ją porwać na to karaoke... — powiedział młodszy Grabowski, na co starszy przestał ganiać Krzycha i podszedł do sprzętu. Moyes dał buziaka swojej dziewczynie. 
 — Musze iść, bo on jest zdolny spalić mi laptopa. — westchnął Adam i popchnął Maciejkę. — Ani się waż ruszać mojego sprzętu. 
 — Oj wielki DJ się znalazł... Co tam masz za utwory... — zapytał z ciekawością. 
 — Idę nim wybierze coś, na czym polegnę. — powiedziała Shelby i dała Kubie buziaka. — Ale ty też pośpiewasz ze mną? — zapytała jeszcze, odwracając się do swojego chłopaka. 
 — No oczywiście, komu, jak komu, ale tobie nie odmówię. — powiedział z uśmiechem do niej, a dziewczyna przebrnęła przez chłopaków i przeglądała z nimi listę. W końcu zdecydowali się na utwór. 
 — Ale jesteś pewien, że sobie z tym poradzisz? — Shelby zaśmiała się ciepło, nie sądziła, że Maciek będzie skory do wybrania takiej piosenki. 
 — Jestem. Dla mojej królowej... — powiedział i zaczął coś tam wyć. Dziewczyna obie panie były bliskie płaczu, kiedy głos Maciejki nieco zawodził. Jednak należał mu się punkt za chęci i odwagę. Shelby, kiedy ogarnęła śmiech zaczęła go wspierać i śpiewać żeński fragment piosenki.  

UNBREAKABLE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz