Cała ferajna udała się do domu Kuby, po drodze kupując sobie alkohol. Dobry nastrój ich nie opuszczał, kiedy tylko przekroczyli próg domu Kuby, cała ferajna udała się do jego pokoju, by się przebrać w czyste rzeczy. Grabowski przyniósł wszystkim ręczniki i każdy w miarę możliwości się ogarnął. Shelby dała Jagodzie suche ciuchy i poszli całą ekipą do sypialni pani Eli.
— O proszę, wypuściłam dwójkę, wróciła czwórka. — kobieta przywitała wszystkich szerokim uśmiechem.
— Kupiliśmy ci piwko, napijesz się z nami, tak? — zapytał Kuba.
— No nie wiem, za dziesięć minut ma przyjść Mariusz. — Que momentalnie skoczyło ciśnienie, na sam dźwięk tego imienia.
— Nie ma problemu zaraz się dokupi kilka piw, albo ja się podzielę swoimi. — powiedział Krzychu, kiedy tylko przywitał się z mamą swojego przyjaciela. — To Jagoda, moja dziewczyna. — powiedział dumnym tonem, przedstawiając brunetkę, która podała kobiecie dłoń i uśmiechnęła się szeroko. Przerwało im pukanie do drzwi.
— Ja otworzę. — powiedziała Shelby i udała się do przedpokoju. Pociągnęła za klamkę, a mężczyzna za drzwiami zrobił spore oczy na jej widok.
— Przyszedłem do Eli.
— Pan musi być Mariusz, zapraszam, czeka na pana w swojej sypialni. Jestem Shelby, jestem dziewczyną Kuby, miło mi pana poznać.
— Mi również. — odpowiedział i wszedł z wielkim bukietem kwiatów do sypialni pani Eli. — O jej, ale tu dzisiaj dzikie tłumy, dają coś za darmo, czy jak? — zaśmiał się widząc całą ekipę.
— Za darmo, to u nas tylko wpierdol. — powiedział Kuba, a jego matka spiorunowała go wzrokiem.
— Oni już idą do pokoju Kuby, wpadli się tylko przywitać.
— Czy ty nas własnie wyrzucasz, na rzecz jego obecności? — Quebo spojrzał zdziwiony i wyszedł z trzaśnięciem drzwi.
— Okeeej... — skwitował Krzychu.
— Wezmę zakupy. — powiedziała Jagoda, która zaczęła z powrotem pakować wszystko do reklamówek. Shelby wyszła z toalety i zobaczyła, że wszyscy idą do pokoju jej chłopaka, więc bez słowa podążyła za tłumem.
— Miłej zabawy. — powiedziała Jagoda i pomachała do mamy Kuby i jej amanta.
— Wzajemnie kruszynko. — powiedziała szybko pani Ela i pomachała jej.
— Ja pierdolę, za kogo ten kutas się uważa. — Kuba chodził w tą i z powrotem po pokoju.
— Stary, wyluzuj, fajnie razem wyglądają, a do tego twoja mama jest szczęśliwa. Chyba chciałeś tego?
— Tak, ale nie z nim. — powiedział poddenerwowany chłopak i wyciągnął z reklamówki piwo.
— Oj coś mi się zdaje, że to będzie ciężki wieczór. — skwitowała Shelby do Jagody, kiedy brunetka usiadła koło niej i dała jej piwo.
— My mamy trochę lepiej, bo możemy się urwać zawsze. — zaśmiała się pod nosem Jagoda.
— Ja na szczęście mam auto pod domem, więc zawsze to jest jakiś plan awaryjny. — uśmiechnęła się delikatnie.
— Przestań, jak nie będzie się mógł ogarnąć, to możesz zawsze przyjść do nas, Krzysiek ma spory pokój, to się bez problemu pomieścimy. — uśmiechnęła się.
— Oby nie trzeba było takich akcji odwalać, mam nadzieję, że za chwilę mu przejdzie i spędzimy miło resztę dnia. — blondynka przerzuciła oczami.
— Naprawdę, jest tyle świetnych facetów na tym świecie, a ona musiała sobie wybrać, jakiegoś takiego podrzędnego typa. Na dodatek, nawet nie potrafił się nią dobrze zająć, że się biedna połamała. No słów mi brak na tego gościa. — Grabowski zaciskał dłonie w pięści ze złości.
— Kuba, wyluzuj, zastanów się przez chwilę co ty wygadujesz... Twoja mama jest szczęśliwa, a facet wydaje się naprawdę spoko. Tylko ty nie masz czasu go poznać, bo zachowujesz się jak gówniarz. Do tego obwiniasz go za całe zło świata, a tak nie wolno. Jakbyś się czuł, jakby twoja mama najeżdżała tak na mnie? Jednak tego nie robi, akceptuje mnie i stara się mnie jak najlepiej poznać. Wiesz czemu? Bo cię kocha i chce dla ciebie jak najlepiej. Więc skoro ja ci daję szczęście to ona temu szczęściu nie stanie na drodze. Do tego mam wrażenie, że gdyby było źle między nami, to byłaby pierwszą osobą, która starałaby się nam pomóc i nas pogodzić. Taka jest rola matki, dbać o dobro swojej rodziny, a najbardziej swoich dzieci, za wszelką cenę i w każdy możliwy sposób...
— Może masz trochę racji, ale nie trawię gościa... Mam ochotę go wyjebać z tego domu...
— Nie, no do niego teraz nic nie dociera, jak się zaparł i uparł, to nawet łopatologia mu do głowy nie wejdzie... — prychnęła pod nosem blondynka.
— Zgadzam się z Shelby. Sorry, jesteś moim przyjacielem, ale przesadzasz.
— Weźcie wszyscy wypierdalajcie... — rzucił nagle rozwścieczony.Każdy zrobił duże oczy i popatrzył po sobie.
— Racja, przenosimy imprezę do mnie, a Smerf Maruda niech sobie posiedzi w samotności, to mu dobrze zrobi. — powiedział Krzychu z niedowierzaniem kręcąc głową na boki.
— Spoko. — dziewczyny zaczęły się podnosić.
— Ty nigdzie nie idziesz. — powiedział do Shelby.
— Kazałeś wypierdalać wszystkim, więc co, nagle sobie przypomniałeś, że jesteś w związku. Co się z tobą ostatnio dzieje?! — popatrzyła na niego spod byka i wyszli z pokoju. W ostatniej chwili Kuba złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
— No zostań... — powiedział ni to rozkazując ni to prosząc.
— Nie. Koniec tej popisówy, idę do Krzycha napić się w spokoju piwa i pobawić, jeśli nie zrozumiałeś. — czuła, jak jego dłoń zaciska się coraz mocniej na jej nadgarstku, a skóra zaczyna bieleć. Spojrzała w jego oczy, w jej malował się strach. Nie powiedział już nic, puścił ją i usiadł w fotelu, odwrócił się plecami do wyjścia i patrzył w okno. Dziewczyna dopiero po chwili wypuściła wstrzymane powietrze i popatrzyła na niego z żałością. Coś się działo, a on wyraźnie, nie chciał nikomu powiedzieć o co chodzi. — Jak ochłoniesz to dołącz do nas. — powiedziała cicho i cała trójka wyszła z mieszkania. Przenieśli się do bramy obok. Żadne z nich nie chciało wchodzić na górę, więc usiedli na zadaszonych schodach i otworzyli sobie po piwie.
— Ja pierdole, co mu odwala? — cisze przerwała Jagoda.
— Nie wiem, ale coś musiało się stać. — powiedział poważnie Krzychu.
— Może powinieneś z nim pogadać? Jesteś jego najlepszym przyjacielem, więc to tobie powinien się najchętniej zwierzyć. — dodała blondynka patrząc na czerwonowłosego. — Mam wrażenie, że jeśli bym tam została, on mógłby się posunąć do przemocy. — Shelby westchnęła cicho.
— No co ty... — powiedział Krzysiek, chociaż sam nie był pewien co do swojego przyjaciela.
— Nie wiem co jest grane, ale najpierw mną szarpał, teraz mnie mocno ściskał za nadgarstek. — pokazała jeszcze lekko zaczerwienione miejsce na jej ciele. — To się nie robi wcale fajne. Ma gorsze skoki nastrojów, niż baba w ciąży.
— Może, jak wrócicie do Warszawy, przeszukaj jego rzeczy? Może coś znajdziesz? — zaproponowała brunetka.
— Nie wiem, może to nie jest głupi pomysł, tylko, że głównie przesiadujemy u mnie. — powiedziała dziewczyna i spojrzała na przyjaciół.
— No to istnieje jedno proste rozwiązanie. — dodał Krzychu, a obie panie zwróciły wzrok ku niemu.
— Jakie?! — zapytały chórkiem.
— Załóż ładną bieliznę, na to tylko płaszcz. Pojedź do niego, zapukaj do drzwi i zrzuć płaszcz. Dla dobra sprawy poruchasz sobie, a jak pójdzie rano do firmy, to mieszkanie jest dla ciebie. —dziewczyny parsknęły śmiechem.
— FBI przy nas to pikuś. — skwitowała Jagoda.
— Ale z drugiej strony, jak coś znajdę, to jeszcze się wścieknie, że grzebałam mu w rzeczach. — powiedziała blondynka zastanawiając się, jak to wszystko mogłoby wyglądać i analizując każdą wersję wydarzeń.
— Przecież nikt nie chce dla niego źle i z zawiści, czy złości. Martwimy się o niego i chcemy dla niego jak najlepiej, no to chyba nie powinien być zbyt wściekły o ile da sobie wytłumaczyć. — pomyślała na głos brunetka
— Nie mam bladego pojęcia. Coraz częściej łapię siebie na tym, że ja go prawie nie znam... — westchnęła cicho dziewczyna.
— Spokojnie, ja go znam od prawie dwudziestu lat i też nieraz mi przechodzi ta myśl przez głowę, więc to chyba nic dziwnego w przypadku Kuby.
— Wkurza mnie to, to był taki fajny dzień i Grabowski musiał wszystko spierdolić, a niech go chudy byk... — wkurzona blondynka pstryknęła w maleńki kamyczek, który przeleciał gdzieś daleko. Wyciągnęła z torebki fajki. — Chce ktoś? — zapytała wyciągając rękę do góry.
— Ja się chyba skuszę. — powiedziała Jagoda i wzięła jednego. Blondynka odpaliła jej, a potem sobie. Jednak o mało nie udusiły się, kiedy zobaczyły, jak drzwi od klatki schodowej do mieszkania Grabowskich otwierają się i wylatuje przez nie Mariusz, a zaraz za nim Kuba.
— Ja pierdolę, siedźcie tu. — Krzysiek przeskoczył przez poręcz i zeskoczył na ziemię, biegnąc szybko w stronę bijących się mężczyzn.
CZYTASZ
UNBREAKABLE II Quebonafide Fanfiction
Fanfiction„Więzienie dla kobiet o zaostrzonym rygorze". - No serio, nic lepszego nie było? - zapytała przewracając oczami. - No wybacz, że to nie Hilton... Ale jeść dają i na głowę się nie leje. - powiedział podirytowany policjant podchodząc do bramy i legit...
