9. (+)

753 41 25
                                        

Ashton

Dźwięk budzika, którego wczoraj zapomniałem wyłączyć, obudził mnie w sobotni poranek, tuż przed godziną dziewiątą. Wczoraj zostałem w pracy niemalże do piątej rano, z racji, iż nie mogliśmy pozbyć się gości, którzy za wszelką cenę chcieli dostać choć jednego, niby to ostatniego drinka lub zatańczyć do jeszcze jednego letniego remixu. W końcu Michael zdenerwował się i wymachując rękami wyrzucił gości za drzwi, zamykając je na wszystkie możliwe zamki.

Jęknąłem, sfrustrowany przez nadal dzwoniący budzik. Dłonią zacząłem macać blat szafki nocnej w poszukiwaniu telefonu. Z nadal zamkniętymi powiekami wygrzebałem go w końcu z jakiejś szuflady. Nie mam pojęcia co tam robił, ale czy to takie ważne? Odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu wyłączyłem budzik, uprzednio uchylając zaspane i ciężkie powieki. Pod moimi oczami pojawiły się już czarne worki. Najwidoczniej nocna praca wcale mi nie służyła. A już na pewno nie mojej cerze czy samopoczuciu. 

Uniosłem się na przedramionach i spojrzałem w stronę tej drugiej połowy łóżka, którą zazwyczaj zajmował Calum. Tym razem chłopaka nie było ani w naszym łóżku, ani w sypialni. Ziewając, podniosłem się z posłania. Nie trudząc się z rozejrzeniem się za mulatem, podreptałem w stronę łazienki. Nawet nie zarejestrowałem faktu, że drzwi od toalety były wyraźnie zamknięte. Byłem na tyle niewyspany i zmęczony, że po prostu uchyliłem je i wślizgnąłem się do środka.

Już miałem odkręcić wodę w umywalce i ochlapać twarz zimną wodą, aby rozbudzić się chociaż trochę, kiedy spojrzałem w stronę zaparowanej kabiny prysznicowej, w której wyraźnie ktoś się znajdował. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy pod grubą warstwą pary wodnej, unoszącej się powoli w górę kabiny, dostrzegłem zarys zgrabnej sylwetki Caluma.

Dziękuję bardzo. Już chyba nie potrzebuję niczego na pobudkę.

Poczułem jak robi mi się sucho w gardle, kiedy chłopak, dotychczas stojący do mnie tyłem, powoli odwrócił się w moją stronę. Dopiero teraz usłyszałem, że chłopak nucił jakąś melodię pod nosem. Jego mokre włosy zdawały się być czarne, niczym heban. Przełknąłem ślinę, kiedy chłopak szybkim gestem odgarnął kilka doszczętnie mokrych kosmyków z twarzy, jako, że te zasłaniały mu widoczność. Właśnie wtedy Calum dostrzegł mnie.

- Co ty tu kurwa robisz? - chłopak pisnął, ku mojemu zaskoczeniu rękoma przykrywając lewą stronę piersi, gdzie znajdowało się serce, a nie genitalia. Calum musiał się mnie w ogóle nie wstydzić, skoro nawet nie pokwapił się zasłonięciem swoich najintymniejszych miejsc. 

Nie żebym narzekał.

- Ja... Myślałem, że może gdzieś poszedłeś czy coś.. I, no ten... Chciałem skorzystać z toalety? - jąkałem się oraz plątałem we własnych słowach.

- I nie zauważyłeś, że drzwi od łazienki były zamknięte? - mulat uchylił lekko drzwiczki kabiny prysznicowej, aby mógł mnie lepiej słyszeć, przez co strużka pary wodnej wleciała wprost do łazienki, sprawiając, że lustro również zaczęło parować.

Nie odpowiedziałem, jedynie zacząłem przeskakiwać z nogi na nogę. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, a tym bardziej z oczami czy z rękami, które smętnie zwisały wzdłuż mojego ciała. Powinienem wyjść czy zostać? Co miałem mu powiedzieć?

- Wiesz - zaczął Calum, wzdychając i otwierając drzwi od kabiny szerzej - Skoro już tu przyszedłeś to możesz wejść pod prysznic. Zaoszczędzimy wodę i takie tam. Trzeba dbać o środowisko, nie sądzisz?

Niepewnie skinąłem głową. Bardzo powoli zacząłem zdejmować jedyne ubranie jakie na sobie miałem, czyli koszulkę oraz bokserki. Odzienie oczywiście zapożyczone było od stojącego przede mną, aktualnie całkowicie nagiego, takiego jak go pan Bóg stworzył, mulata. Musiałem w końcu kupić sobie jakieś nowe ubrania. Albo w jakiś sposób dostać z powrotem te stare, zamknięte w moim mieszkaniu. Na chwilę obecną obie opcje wydawały mi się tak trudne, że aż histerycznie śmieszne. Nadal nie miałem grosza przy duszy, a najemca mieszkania wręcz mnie przerażał, o czym zaświadczał fakt, że moja stopa nadal nie postała u jego progu, kiedy ten bezczelnie wyrzucił mnie na bruk, bez pozwolenia spakowania się.

DEVILISH // cashton 👿Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz