XI

219 25 5
                                        

- Orano, gdzie byłaś? Wszędzie cię szukałam – tymi słowami powitała ją Pakita, gdy tylko znalazła się na swoim piętrze. – Właśnie byłam sprawdzić po raz drugi w twoim pokoju. Nigdy więcej nie znikaj mi tak dziecko.

- Wybacz ciociu – obie skierowały się do drzwi pokoju Orany.

Dziewczyna od razu zauważyła w rękach ciotki plik dokumentów, na co ta powiedziała.

- Przyniosłam kontrakt małżeński. Razem z wujkiem doszliśmy do wniosku, że powinnaś go znać. Co powiesz na wspólne czytanie i analizę? To da ci poczucie większego udziału w tym wydarzeniu, w każdym razie tak uważa mój mąż.

Obie z ciotką zajęły miejsca na kanapie. Orana nie dostała żadnej kartki do ręki. Zrozumiała, że jej zadaniem będzie jedynie słuchanie. Nim jednak Pakita rozpoczęła lekturę, zapytała:

- Jak twoje samopoczucie?

- Chyba lepiej. Staram się sobie to wszystko poukładać.

- I bardzo dobrze. Słuszna decyzja. Spokojnie, jeszcze obie będziemy się śmiać z twoich rozterek, najprędzej na weselu – westchnęła wesoło ciotka, klepiąc ją po ręce.

- Tak, być może – bąknęła. – Chciałam zapytać, czy mamy jakieś plany na jutro?

- Na jutro? – ciotka zmarszczyła brwi, jakby ciężko się nad czymś głowiąc.

- Tak, chciałabym się wybrać rano do sadu. Czy wyrazisz na to zgodę?

- Planowałam na jutro wycieczkę do pobliskiego miasteczka, ale skoro ogród jest tym, czego potrzebujesz, udamy się ...

- Nie, ciociu. Chciałam się wybrać sama – Pakita nadal miała ten chmurny wzrok, który nie budził sympatii. – Możesz śmiało pojechać do miasteczka. Wolałabym nawet zostać sama. Wiesz – spuściła wzrok. – Żeby dać myślom czas.

- A – ciotka zamknęła usta i przez moment przypatrywała się jej w milczeniu. – Czy ja wiem? Wolałabym, żebyś nie zostawała sama.

- Nic mi nie będzie. Znam to miejsce już całkiem dobrze.

Ciotka rzuciła jej jedynie spojrzenie pełne politowania, jakby właśnie stwierdziła coś całkiem przeciwnego. Jednak zaraz się uśmiechnęła i rzekła:

- Niech ci będzie. Ale będę musiała wyznaczyć dla ciebie jakąś opiekę.

- W porządku – odparła od razu, choć nie była zadowolona z tej decyzji.

Nie wiedzieć czemu, wyczuwała, że ciotka nie byłaby zadowolona z informacji o spotkaniu z Ulanem. Poza tym Orana widziała chyba w jego osobie jakąś cząstkę czegoś własnego, wolnego do przekonań innych. Wszak, wbrew temu, co sądzili jej bliscy, razem z Ulanem spotykali się z własnej woli, dzieląc wspólną tajemnicę i lubiąc tak po prostu swoje towarzystwo. Ciotka z pewnością dopatrywałaby się drugiego dna w ich schadzce i nie dała wiary na słowo, że chcą dyskutować o drzewach.

Nic w tym dziwnego, bo ja sama także nie chcę rozmawiać jedynie o drzewach – nawet Oranę zaskoczyła ta myśl.

Ciotka zaczęła czytać kontrakt, a jej myśli nadal dryfowały w odmiennych kierunkach.

W sumie nie bardzo wiedziała, o czym jeszcze mogłaby rozmawiać z Ulanem. Czy wcześniej się nad tym zastanawiała? Nie. Rozmowa z tym konkretnym mężczyzną zawsze przychodziła łatwo, a tematy pojawiały się samoistnie. Najlepsze w tym było to, że nie uważała ich wymiany zdań za coś wyuczonego, sztucznego czy naciąganego. Tak samo rozmawiało jej się z Rubi czy tatą i być może dlatego lubiła jego towarzystwo, gdyż kojarzyło się z czymś normalnym i szczerym.

UtopiaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz