Chciałam dać rano, ale miałam awarię internetu. Zapraszam na kolejny rozdział.
Na dzień przed Nowym Rokiem, na Grimmauld Place zjawił się profesor Snape i przekazał Harry'emu, że wraz z rozpoczęciem semestru zacznie uczyć go oklumencji. Brunet, usłyszawszy to, poczuł niemiły uścisk w żołądku. Nie, żeby nie ufał nauczycielowi eliksirów, ale jednak w jego życiu zdarzyły się sytuacje, których wolałby nie ujawniać innym.
- A co mam powiedzieć, jakby ktoś się mnie spytał, co robię w pańskim gabinecie? - zapytał Harry, kiedy Snape oznajmił mu, żeby nikomu nie zdradzał prawdziwej natury dodatkowych zajęć, tylko najbardziej zaufanym przyjaciołom. - Przecież nie powiem, że jestem na korepetycjach z eliksirów.
- No tak, każdy kto cię zna wie, że ich nie potrzebujesz – powiedział Snape. - Wtedy powiesz, że przyszedłeś porozmawiać ze mną o eliksirach.
Harry kiwnął głową. Tak, w to ludzie na pewno uwierzą. Przecież wszyscy wiedzieli o jego miłości do warzenia mikstur, a profesor Snape był znany z tego, że wiedział o nich praktycznie wszystko. Przekazawszy mu te informacje, profesor poinformował jeszcze Gryfona, kiedy będzie oczekiwał go w swoim gabinecie, po czym pożegnał się i opuścił dom przy Grimmauld Place.
Tak się złożyło, że dokładnie tego samego dnia pan Weasley został wypuszczony ze Świętego Munga i wyprawiono dla niego przyjęcie powitalne. Artur wzniósł toast za Harry'ego, któremu zawdzięczał życie. Cała rodzina Weasleyów wypiła za zdrowie piętnastolatka, a chłopak poczuł się nieswojo. On sam nie uważał się za jakiegoś bohatera, tym bardziej, że na samym początku wszyscy koledzy z dormitorium byli zdania, że po prostu śnił mu się koszmar. Dobrze się stało, że jednak poinformowali profesor McGonagall.
Przed powrotem do Hogwartu, Syriusz wręczył Harry'emu jakiś przedmiot owinięty w papier. Ojciec chrzestny poradził mu otworzyć prezent dopiero w zamku. Chłopak schował go do kieszeni i uściskał Syriusza. Do Hogwartu wrócili Błędnym Rycerzem. Od ostatniej podróży tym autobusem, Harry był zdania, że nie lubi nim podróżować i po tej jeździe jego zdanie się nie zmieniło.
- Lepiej by było użyć sieci Fiuu – westchnął Draco, kiedy podnosił się z podłogi po gwałtownym hamowaniu.
- Też tak uważam – powiedział Harry pomagając mu wstać.
Po powrocie do zamku, Harry pożegnał się z Draco i ruszył do swojej wieży. Kiedy znalazł się w dormitorium, wyjął z kieszeni prezent od Syriusza i rozwinął go. W środku było małe, prostokątne lusterko. Harry obejrzał je dokładnie i na odwrocie zobaczył napisaną przez Syriusza wiadomość, że jest to jedno z dwukierunkowych lusterek, którego używał wraz z Jamesem w czasach szkolnych. On sam miał drugie. Harry postanowił sprawdzić lusterko i szepnął do niego imię swojego ojca chrzestnego. Przez chwilę nic się nie działo, a potem w lusterku pojawiła się twarz Syriusza.
- Harry – ucieszył się mężczyzna. - Jesteś już w Hogwarcie?
- Tak, cały i zdrowy – odpowiedział z uśmiechem Harry. - Genialny pomysł z tym lusterkiem.
- Przypomniałem sobie o nich, kiedy Dumbledore wspomniał, że korespondencja do Hogwartu i z Hogwartu może być przechwytywana, a sieć Fiuu – obserwowana. Dlatego postanowiłem dać ci to lusterko i dzięki temu możemy rozmawiać bez strachu, że ktoś z ministerstwa doniesie Knotowi o treści naszych rozmów.
Harry wyjawił Syriuszowi, że obawia się trochę lekcji oklumencji, ale ojciec chrzestny zapewnił go, że wszystko będzie dobrze.
- Ufasz Severusowi, prawda? - zapytał Syriusz.
- Oczywiście, że tak – odpowiedział Harry. - Jest jedną z nielicznych osób, którym naprawdę ufam.
- Więc nie masz się czego obawiać.
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanfictionHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
