Witam was w Nowym Roku i po bardzo długiej przerwie. Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście i macie ochotę dalej czytać "Warzyciela". Bardzo Wam dziękuję za cierpliwość. Na razie Harry Potter nie jest fandomem w którym regularnie siedzę, jak zapewne zorientowaliście się po czasie jaki upłynął od ostatniego rozdziału. Bez dalszych opóźnień, zapraszam do czytania i koniecznie dajcie mi znać co myślicie.
Harry wrócił do Pokoju Wspólnego w o wiele lepszym nastroju, niż wtedy gdy go opuszczał. Mając świadomość, że profesor Snape pomoże mu zdobyć wspomnienie profesora Slughorna, poczuł jak przytłaczający go od tygodni ciężar nieco zmalał. Czasami się zastanawiał skąd u profesora Dumbledore'a taka skrytość, zupełnie jakby przekazanie ważnej informacji komukolwiek, nawet najbardziej zaufanej osobie, było dla dyrektora kwestią życia i śmierci.
Gryfon postanowił na razie nie przejmować się tym. Może w życiu profesora Dumbledore'a wydarzyło się coś co nauczyło go, żeby nie dzielił się ważnymi informacjami i kwestiami z innymi? Cokolwiek to było, nie należało do obecnych zmartwień Harry'ego.
***
Od ogłoszenia przez dyrektora wiadomości o zawieszeniu Romlidy Vane w obowiązkach uczennicy, Draco był wyraźnie zdenerwowany i niespokojny. Nic dziwnego. Domyślał się (tak samo jak chyba wszyscy w szkole) kogo Gryfonka chciała zniewolić amortencją. Nie trzeba było być geniuszem, żeby się zorientować, że Romilda zastawiła sidła na Harry'ego.
Jego Harry'ego.
Na samą myśl, Ślizgonowi podnosiło się ciśnienie. Przecież, gdyby jej się udało, nie tylko Harry byłby zmuszony ożenić się z nią (gdyby zaszła w ciążę), ale jeszcze istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że mogliby się spodziewać kolejnego Czarego Pana. Przecież Voldemort został poczęty właśnie dlatego, że jego matka odurzyła jego ojca amortencją.
Nie chcąc dopuścić do podobnej sytuacji, a także martwiąc się o ukochanego, Draco poprosił Harry'ego, żeby uważał co je lub pije, żeby przypadkiem nie połknąć amortencji albo innego eliksiru miłosnego.
- Twoja troska bardzo mnie porusza, Draco – powiedział z uśmiechem Harry. - Obiecuję, że będę ostrożny.
- I nie będziesz przyjmował prezentów od nieznajomych, tak? - chciał się upewnić Draco.
- Tak, to też ci obiecuję.
- Dobrze. Nie chcemy, żeby historia się powtórzyła.
- Nie, nie chcemy.
Harry uśmiechał się lekko, ilekroć Draco pozwolił sobie na okazywanie swojej opiekuńczej strony. To nie tak, że zaglądał Harry'emu przez ramię i sprawdzał co chłopak robił. Po prostu przypominał mu o ostrożności, o której łatwo zapomnieć kiedy jest się zmęczonym.
Draco ostatnio zauważył, że jego chłopak jest zmartwiony i domyślał się, że to dlatego, że Ron był w Skrzydle Szpitalnym. Co prawda pani Pomfrey zapewniała, że rudy chłopak dojdzie do siebie, głównie dzięki temu, że Harry podał mu bezoar wystarczająco wcześnie, jednak sytuacja, która miała miejsce w gabinecie Slughorna każdego mogłaby wytrącić z równowagi. Podczas śniadania, jakiś tydzień po urodzinach Rona, Draco zapytał Harry'ego (który siedział obok niego przy stole Ślizgonów) o powód jego przygnębienia.
- Domyślam się, że po części chodzi o Weasleya – powiedział. - Ale to chyba nie wszystko, co?
- To nie wszystko – zgodził się Harry.
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanfictionHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
