Do sali weszli nieco wcześniej niż nauczyciel, a brunet wprost drżał z ekscytacji. Liczył, że wiele się nauczy i będzie mógł rozwijać swój wrodzony dar. Draco zerkał na przyjaciela i zastanawiał się czy chłopak sobie poradzi. Nie wątpił w jego umiejętności, wielokrotnie przyglądał się jak Harry warzył proste eliksiry i wychodziły mu one fantastycznie. Jednak młody Malfoy odczuwał pewien niepokój.
Chłopcy usiedli w jednej ławce, a Harry natychmiast wbił wzrok w stojący na blacie kociołek i blondyn zauważył jak zielone oczy jego przyjaciela rozbłysły. Obaj ignorowali spojrzenia rzucane im przez współdomowników.
Kogo obchodzi, że Gryfon i Ślizgon się przyjaźnią, skoro znają się praktycznie od dziecka?
Po kilku chwilach do sali wszedł profesor Snape. Ubrany był w długą, czarną szatę, której peleryna łopotała za nim gdy szedł.
- Nie będzie żadnego machania różdżkami ani głupich zaklęć w tej sali – powiedział stanowczo podchodząc do biurka i opierając się o nie, gdy już odwrócił się przodem do klasy. - Dlatego, nie spodziewam się, że wielu doceni wielką naukę i prawdziwą sztukę jaką jest warzenie mikstur.
Usłyszawszy to, Harry poczuł jak dreszcz przebiegł mu po plecach. Choć nauczyciel nie wyglądał zbyt przyjaźnie, czuł, że jednak dojdą do porozumienia, skoro mają podobne zdanie w kwestii warzenia eliksirów. On też uważał, że była to prawdziwa sztuka. Nie zwlekając otworzył zeszyt i zaczął notować wszystko, co profesor powiedział do tej pory.
- Harry – szepnął Draco. - Lepiej to odłóż.
- A jak mi coś umknie? - zapytał czarnowłosy nie przerywając pisania. - Ciszej bądź, Draco, bo mi profesora zagłuszasz.
Blondyn zerknął na nauczyciela, który właśnie wbił bardzo nieprzyjazny wzrok w notującego ucznia.
„Oj, będzie nieprzyjemnie" pomyślał.
- Ktoś jednak – powiedział profesor Snape nie odrywając wzroku od Harry'ego – chyba przybył do Hogwartu posiadając wiedzę tak olbrzymią i czuje się na tyle pewny, że Woli. Mnie. Nie. Słuchać!
Draco trącił Harry'ego łokciem, chociaż poczuł się bardzo urażony w imieniu przyjaciela. Przecież Harry słuchał profesora bardzo uważnie, nawet wszystko zapisał.
- Pan Potter – odezwał się profesor, kiedy Harry podniósł głowę i spojrzał na niego. - Nasza nowa, wielka gwiazda.
Gdyby nie wyraźny sarkazm w głosie nauczyciela, Harry by się uśmiechnął. Wiedział sporo o eliksirach i różnych składnikach, ale z całą pewnością jego wiedza była znacznie mniejsza w porównaniu z tą, którą posiadał profesor. Pansy, siedząca kilka stolików dalej, nie ukrywała triumfalnego uśmieszku. Wreszcie Potter oberwie.
- Proszę mi powiedzieć co otrzymam, jeśli dodam korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu? - zapytał nauczyciel.
Harry już otworzył usta, żeby odpowiedzieć, kiedy ręka, siedzącej po jego drugiej stronie, Hermiony wystrzeliła w górę tak gwałtownie, że strąciła mu okulary z nosa i musiał je pospiesznie złapać, żeby nie spadły.
- Jeśli do nalewki z piołunu doda się sproszkowany korzeń asfodelusa, można otrzymać silny eliksir usypiający – odpowiedział pewnie Gryfon, kiedy okulary znalazły się na swoim miejscu. - Tak silny, że został nazwany Wywarem Żywej Śmierci.
- Dobrze – powiedział profesor z lekkim zawodem w głosie. - Skoro tyle pan wie, to może jeszcze powie mi pan gdzie będzie szukał, jeśli każę panu znaleźć bezoar?
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanfictionHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
