Rozdział XLI

1.8K 133 25
                                        

Przepraszam, że musieliście długo czekać. I przepraszam też, że rozdział jest taki krótki. Nie mam ostatnio prawie w ogóle weny ani ochoty na pisanie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Bez dalszych wstępów zapraszam do czytania.


Choć szóstoklasiści mieli sporo wolnego czasu, musieli go przeznaczyć na naukę, bo było jej bardzo dużo. Z czasem stało się jasne, że zaklęcia niewerbalne były wymagane nie tylko na obronie przed czarną magią, ale też na transmutacji i zaklęciach. Dlatego właśnie, Harry postanowił wprowadzić ćwiczenie tych zaklęć na spotkaniach Gwardii Dumbledore'a. Oczywiście nie każdy musiał je ćwiczyć, tylko szósto- i siódmoklasiści. Podczas pierwszego spotkania, w trakcie drugiego tygodnia roku szkolnego, okazało się, że zjawiło się całkiem sporo osób. Pośród powracających obecni byli wszyscy, którzy nie ukończyli jeszcze szkoły.

No, prawie wszyscy.

Zachariasz Smith przyszedł do Pokoju Życzeń i oznajmił, że on nie będzie już przychodził. I tak był zdania, że zajęcia tej grupy to strata czasu, który może przeznaczyć na naukę czegoś pożytecznego. Kiedy Ron to usłyszał, chciał zrobić Zachariaszowi krzywdę, ale powstrzymała go Astoria, która złapała go za ramię.

- Daj spokój, Ron – powiedziała wystarczająco głośno, żeby odchodzący Puchon ją usłyszał. - Jak nie będzie umiał rzucić porządnie zaklęcia w pojedynku ze śmierciożercą, to przecież nie będzie twoja wina. Ani tym bardziej Harry'ego. To dobrze, że Harry w ogóle chce nas uczyć. W końcu... żaden nauczyciel nie przekaże nam takiej wiedzy jaką posiada Harry. Nie każdy z nich ma doświadczenie w walce z Sam-Wiesz-Kim.

Ron przyznał rację swojej dziewczynie i tylko odprowadził Zachariasza niechętnym spojrzeniem. Kiedy drzwi zamknęły się za Puchonem, Harry odchrząknął, żeby zwrócić na siebie uwagę kolegów i koleżanek.

- Wszyscy już są? - odpowiedziało mu zgodne kiwnięcie głowami. - Bardzo dobrze. Witam znowu tych, którzy byli w zeszłym roku i witam nowych członków Gwardii Dumbledore'a. Proszę, żeby nowi członkowie wpisali się na listę – Draco pokazał wszystkim pergamin z nazwiskami członków, który miał przy sobie od kiedy usunął go z tablicy, żeby lista nie wpadła w ręce Umbridge – po zakończeniu dzisiejszego spotkania. Hermiona rozda wam również zaczarowane monety, dzięki którym będziecie wiedzieć, kiedy odbędzie się następne spotkanie.

Wszyscy nowi członkowie kiwnęli głowami, a potem Harry przeszedł do zajęć. Zaczął od powtórzenia tego, co już przerabiali w zeszłym roku, pomagając tym, którzy mieli problemy. Potem poradził tym członkom, którzy byli obecni już zeszłym roku, poćwiczyć Zaklęcie Patronusa, a w międzyczasie zajął się tymi, dla których ten czar był jeszcze za trudny. Okazało się, że całkiem sporo nowych uczestników nie potrafiło dobrze rzucić Expelliarmus, Drętwota i Protego. Po około dwóch godzinach, Harry oznajmił, że to koniec zajęć na jeden wieczór i przypomniał nowym członkom o wpisaniu się na listę i odebraniu zaczarowanych monet.

- O i jeszcze jedno – dodał, zanim ludzie zdążyli wyjść – od przyszłego spotkania, szósto- i siódmoklasiści będą ćwiczyli rzucanie zaklęć niewerbalnie.

Rozległy się jęki zawodu i niedowierzania.

- Proszę mi tu nie narzekać. Wiem, że to trudne, ale dzięki dodatkowym ćwiczeniom łatwiej będzie się tego nauczyć. Co więcej, zauważcie, że śmierciożercy nie zrobią tak, żeby było wam wygodnie. Widziałem, że rzucali zaklęcia bez wypowiadania formuły na głos, więc jeśli i my opanujemy tą sztukę, możemy ich nawet zaskoczyć.

Choć uczniowie byli niepocieszeni, że będą musieli ćwiczyć zaklęcia niewerbalne, rozumieli co Harry chciał im przekazać.

W tym tygodniu Harry nie miał lekcji z Dumbledorem, bo dyrektor nie miał czasu. Dlatego też, zajęcia z profesorem Snapem mogły potrwać nieco dłużej.

Warzyciel (Drarry)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz