Rozdział XXV

2.9K 203 92
                                        


Pettigrew odział swojego pana w czarną szatę, a Voldemort podniósł ręce i zarzucił na głowę kaptur. Nie przysłonił mu całej twarzy i szkarłatne oczy były bardzo dobrze widoczne. Czarny Pan podszedł do Petera i dotknął Mrocznego Znaku na jego lewym przedramieniu. Harry widział wyraźnie, jak blady symbol staje się czarny jak węgiel, a sekundę później jego bliznę przeszył dotkliwy ból.

Na niebie pojawiły się czarne smugi i niedługo wokół Voldemorta stanęli ubrani w czarne szaty ludzie, z maskami na twarzach. Czarny Pan powitał swoich śmierciożerców, a potem dodał, że jest rozczarowany faktem, że nikt nie próbował go odnaleźć. Podchodził do każdego i po kolei zdejmował im maski wymawiając ich nazwiska. Harry usłyszał, że wśród nich byli państwo Parkinsonowie, Wilhelm Avery, a także ojcowie Vincenta Crabbe'a, Gregory'ego Goyle'a i Teodora Notta. Śmierciożercy padali przed swoim panem na twarze i błagali o wybaczenie.

- Tobie, Bella, daruję – powiedział Voldemort w pewnym momencie, zatrzymując się przed kobiecą figurą. - Wiem, że praktycznie cały ten czas spędziłaś w Azkabanie i dopiero niedawno udało ci się umknąć.

Harry nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Po cichu liczył, że ta kobieta to nie Bellatrix Lestrange. Niestety jego nadzieje okazały się płonne.

- Panie mój – rozległ się przepełniony czcią kobiecy głos, który Harry od razu rozpoznał. - Tak się cieszę, że wreszcie do nas wróciłeś. Wyczekiwałam tego dnia.

- Bella, twoja lojalność zostanie nagrodzona. Szkoda, że twój mąż nie dożył mojego powrotu.

Bellatrix pokłoniła się nisko, a w międzyczasie Voldemort skierował się ku mężczyźnie stojącemu obok niej. Ból w sercu Harry'ego wzmógł się, kiedy usłyszał kolejny znany głos.

- Panie mój – odezwał się Lucjusz Malfoy. - Gdybyś dał mi jakiś znak, gdybym usłyszał chociaż pogłoskę...

- Były znaki mój niewierny „przyjacielu" – powiedział ironicznie Voldemort. - I więcej niż pogłoski.

- Zapewniam cię, panie, że nigdy nie wyparłem się dawnej drogi życia.

Lucjusz padł na twarz przed Voldemortem i błagał o wybaczenie. Gdy Czarny Pan poszedł do innych śmierciożerców, pan Malfoy zerknął na Harry'ego i poczuł jak serce mu szybciej zabiło. Zielone oczy ukochanego jego syna patrzyły na niego oskarżycielsko i jednocześnie z bólem. Lucjusz pomyślał, że Harry ma pełne prawo poczuć się zdradzony i niczego nie pragnął w danym momencie bardziej niż podejść do nagrobka (nie zważając na pilnującego go olbrzymiego węża), uwolnić Harry'ego i przenieść się z nim przed bramę Hogwartu. Nie mógł na same tereny szkoły, bo były chronione zaklęciami antyaportacyjnymi. W międzyczasie Voldemort dalej okazywał swoje niezadowolenie innym śmierciożercom i wyczarował Glizdogonowi nową dłoń.

- Lucjuszu – szepnęła do szwagra Bellatrix, kiedy miała pewność, że Czarny Pan jej nie usłyszy. - Musimy coś wymyślić. Harry musi stąd uciec.

- Powiedz mi coś, czego nie jestem świadom, Bellatrix – odpowiedział jej szeptem Lucjusz. - Tylko jak to zrobić, żeby Czarny Pan się nie zorientował? Harry odesłał Cedrika z powrotem do Hogwartu, jednocześnie odcinając sobie jedyną drogę ucieczki, jaką miał.

- Na pewno coś wymyślimy.

Bellatrix i Lucjusz umilkli, kiedy Voldemort zaczął opowiadać jak to się stało, że stracił moc, a także co się z nim działo przez trzynaście lat. Okazało się, że Glizdogon wrócił do niego niecały rok wcześniej, a Harry pomyślał, że przepowiednia wygłoszona przez profesor Trelawney o słudze, który wróci do swego pana, sprawdziła się w całości.

Warzyciel (Drarry)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz