Rozdział XLIV

1.4K 86 16
                                        


Wesołych Świąt! Jak wam mija ten świąteczny czas? Wybaczcie, że tak długo nie było nowego rozdziału, ale wena postanowiła współpracować dopiero teraz. Poza tym nie miałam głowy do pisania. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i jeszcze raz przepraszam za długi okres oczekiwania. I ponownie, Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku.


Harry wyszedł z ministrem do ogródka. Nie bardzo wiedział, czemu mężczyźnie tak zależało na tym, żeby nikt im nie towarzyszył podczas rozmowy. Chyba że nie chciał, aby ktoś (np. Syriusz) co chwilę się wtrącał. Nie, żeby Harry nie umiał poradzić sobie sam, ale w podobnych sytuacjach lubił mieć kogoś przy sobie, choćby w charakterze wsparcia.

Stanęli przy płocie oddzielającym ogródek Weasleyów od reszty działki. Przeważnie był on bardzo zarośnięty, ale teraz ze względu na porę roku, cały był przykryty gęstą warstwą śniegu. Nie przeszkadzało to gnomom w opuszczaniu swoich kryjówek w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.

Minister próbował zacząć jakoś rozmowę, mówiąc o ogrodzie oraz zamieszkujących go gnomach, ale Harry nie dał się wywieść w pole.

- Panie ministrze, dobrze wiem, że nie przyszedł pan tutaj tylko po to, żeby rozmawiać zemną o ogrodzie i zimowych zwyczajach gnomów – odezwał się w którymś momencie Harry. - Proszę przejść od razu do rzeczy.

- Widzę, że lubisz bezpośredniość – stwierdził z uznaniem Scrimgeour. - To dobrze, bo nie lubię owijać w bawełnę. Mam do ciebie prośbę.

- Wysłucham, ale nie obiecuję, że spełnię.

Minister kiwnął głową, czując wdzięczność, że Harry przynajmniej pozwolił mu wyjaśnić z czym przychodzi. Powiedział, że po czerwcowych wydarzeniach w gmachu ministerstwa, instytucja bardzo straciła na wiarygodności.

- Nie jest to nic dziwnego – ciągnął dalej. - Po całym roku zaprzeczania powrotowi Tego Którego Imienia Nie Można Wymawiać, nagle do społeczeństwa dociera wiadomość, że jednak wrócił. Jak pan wie, jednomyślnie domagali się dymisji mojego poprzednika.

- Tak wiem i kiedy się dowiedziałem, wcale nie byłem zaskoczony – powiedział Harry. - Nawet mnie to rozbawiło. Za wszelką cenę próbował nie dopuścić do straty stanowiska i ostatecznie został go pozbawiony.

- Dokładnie. Panie Potter, ministerstwu bardzo by pomogło, gdyby od czasu do czasu pan przychodził. Dzięki temu ludzie zobaczą, że wciąż mogą polegać na ministerstwie w sprawach bezpieczeństwa. Miałby pan również możliwość, żeby porozmawiać z Ashtonem Herbaleafem. To szef Departamentu Ochrony Zdrowia. Jest uzdrowicielem z wieloletnim doświadczeniem oraz posiada rozległą wiedzę w zakresie eliksirów. Jestem pewien, że będziecie mieli mnóstwo tematów do rozmowy.

Harry słuchał Scrimgeoura uważnie i od razu wychwycił nieudolną machinację polityczną. Malfoyowie zadbali o to, żeby Harry umiał rozpoznać, kiedy ktoś próbuje nim manipulować. Proponując mu spotkanie z szefem Departamentu Ochrony Zdrowia, minister próbował przedstawić nastolatkowi ewentualne korzyści, jeśli tylko zgodzi się na przedstawianą mu propozycję. Co prawda, to było ich pierwsze spotkanie, ale Harry nie pierwszy raz zastanawiał się, czy Scrimgeour aby na pewno nadaje się na Ministra Magii. Czytając różne artykuły w gazetach i słuchając rozmów, które nie raz toczyły się przy stole (czy to w domu, czy w Wielkiej Sali), doszedł do wniosku, że mężczyzna raczej nie sprawdza się na nowym stanowisku. Co prawda był wyśmienitym aurorem, nikomu gorszemu nie pozwolono by być szefem Biura Aurorów, ale kierowanie jedną konkretną grupą czarodziejów, a pilnowanie, żeby całe ministerstwo się nie rozleciało, to były dwie zupełnie różne sprawy.

Warzyciel (Drarry)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz