W rozdziale wspomniana zostanie wymyślona przeze mnie drużyna quidditcha oraz manewry, które również sama nazwałam. I jeszcze jedno, nie wiem jaką drużynę quidditcha lubi Draco, o ile w ogóle jakąś lubi, więc mu ją wybrałam na potrzeby opowiadania.
Harry i Draco siedzieli razem w przedziale i wyglądali przez okno. Krajobraz zmieniał się powoli: zatłoczone miasto zostało zastąpione przez pola i łąki. Od opuszczenia przez pociąg stacji, żaden z chłopców się nie odezwał. Czasem lubili tak siedzieć w ciszy i po prostu podziwiać widoki. W pewnej chwili usłyszeli jak drzwi przedziału otwierają się i obaj odwrócili głowy od okna. W drzwiach stał Ron.
- O, tu jesteś, Harry – powiedział na widok przyjaciela. - Wszędzie cię szukałem. Cześć, Malfoy.
- No witaj, Weasley – odpowiedział mu chłodnym tonem Draco.
Harry zerkał to na jednego, to na drugiego. Wyczekiwał chwili, kiedy rzucą się sobie do gardeł. Na szczęście nie doszło do tego i Ron zapytał czy może usiąść z nimi. Brunet nie miał nic przeciwko, a Malfoy tylko skinął głową. Nawet jeśli nie podobała mu się obecność rudzielca, to zniesie ją jeśli Harry'emu to odpowiada. Co prawda wolałby tą podróż spędzić tylko z Harrym, ale skoro już Weasley się pojawił, no to już niech zostanie.
- Harry, jak sądzisz, do jakiego trafisz domu? - zapytał Ron, kiedy zajął miejsce obok Pottera.
- Jeszcze nie wiem, ale chyba każdy jest dobry, co nie? - odpowiedział Harry.
- Każdy ma swoje swoje dobre i złe strony – powiedział Draco.
- Na przykład większość tych, którzy skończyli Slytherin zwróciła się ku czarnej magii –powiedział Ron. - I stanowiła zagrożenie dla innych.
- Ron, nie zaczynaj – powiedział Harry.
Draco chciał odgryźć się rudzielcowi, ale uznał, że nie ma ochoty marnować na to oddechu. Nie będzie odpowiadał na jego durne zaczepki.
- Prawdą jest, że Ślizgoni są bardziej przebiegli niż mieszkańcy innych domów – powiedział. - Ale zawsze dbają o swoją reputację i nie okazują słabości.
- To bardzo dobrze – stwierdził Harry. - Skoro Ślizgoni nie okazują słabości, nikt nie będzie mógł wykorzystać ich przeciwko nim. A pozostałe domy?
- Kurkoni są znani z mądrości – powiedział Ron. - Ale często są też tak gadatliwi, że ciężko z nimi wytrzymać. Gryfoni są odważni.
- Ale często się zdarza, że ich odwaga przekracza granicę lekkomyślności – dodał Draco.
Ron chciał kazać mu się zamknąć, ale Harry spojrzał na niego srogo. Następnie blondyn powiedział, że Puchoni to ponoć tacy, którzy nie pasują do innych domów, na co Ron wtrącił, że to tylko głupi stereotyp, bo mieszkańcy Hufflepuffu nie mają sobie równych, jeśli chodzi o pracowitość i lojalność. Harry stwierdził, że gdyby mógł wybierać, to chciałby być w Gryffindorze albo Slytherinie. Draco uśmiechnął się, a Ron wytrzeszczył oczy.
- Słyszałem, że Sami-Wiecie-Kto też chodził do Hogwartu – powiedział rudzielec po kilku chwilach milczenia.
- Voldemort był w Hogwarcie? - zdziwił się Harry ignorując wzdrygnięcie Rona na dźwięk tego nazwiska. - Syriusz nie powiedział mi o tym.
- Może nie widział takiej potrzeby – powiedział Draco.
- Pewnie masz rację.
Po kilku chwilach Harry postanowił zmienić temat rozmowy i spytał przyjaciół o quidditcha. To był jeden z ich wspólnych tematów. Ron jak zwykle okazywał swoje niezadowolenie z powodu kolejnej przegranej Armat z Chudley, a Draco spokojnie opowiadał o swojej ulubionej drużynie –Niezrównanych ze Stonewall. Harry, w przeciwieństwie do swoich przyjaciół, nie miał jednej ulubionej drużyny, tylko kilka: Sroki z Montrose, Strzały z Appleby, Harpie z Holyhead, portugalską Armadę z Bragi, luksemburskich Bombardierów z Bignoville, a także polskie Smoki z Krakowa.
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanfictionHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
