Witam po długiej przerwie. Macie dzisiaj kolejny rozdział. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale nie miałam czasu, weny ani ochoty na pisanie. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
To co dzieje się na Ukrainie jest po prostu straszne. Jestem całym sercem za Ukrainą i gorąco wspieram naszych sąsiadów, którzy walczą o swoją niepodległość.
Bez dalszych opóźnień zapraszam was na wyczekiwany rozdział i dziękuję za cierpliwość.
Harry dużo czasu spędzał nad swoim podręcznikiem do eliksirów czytając przede wszystkim odręczne notatki wciśnięte między drukowany tekst. Miał wrażenie, że już gdzieś widział to pismo. Drobne, schludne i lekko pochyłe. W pewnej chwili, usłyszał pełne niezadowolenia prychnięcie. Podniósł głowę i ujrzał Hermionę wpatrującą się w jego książkę z wyraźną niechęcią.
- O co chodzi, Hermiono? - zapytał Harry powstrzymując zirytowane sapnięcie. Hermiona bardzo wyraźnie pokazywała ostatnimi czasy, że ten podręcznik bardzo jej się nie podoba.
- Powinieneś pozbyć się tej książki – oznajmiła stanowczo dziewczyna.
- To by było głupie – oznajmił Ron.
- A to dlaczego? Przecież nie potrzebuje podpowiedzi tego całego Księcia Półkrwi. I bez tego jest wyśmienitym warzycielem.
Uwadze Harry'ego nie umknął fakt, że kiedy szatynka wymawiała to przezwisko, to właściwie je wysyczała. Miała przy tym taką ilość nienawiści w głosie, że brunet popatrzył na nią ze zdumieniem. Nie tylko on, bo Ron również miał zdziwiony wyraz twarzy.
- Hermiono... wszystko gra? - zapytał rudowłosy chłopak.
Dziewczyna nie odpowiedziała i wróciła do wypracowania na starożytne runy, które właśnie pisała. Chłopcy patrzyli na nią jeszcze przez jakiś czas, a potem zajęli się tym co robili wcześniej. W pewnej chwili, Harry zauważył, że obok formułki jednego zaklęcia znajdował się skrót od słowa „niewerbalne".
- Hm – mruknął pod nosem. - Hermiono, znasz zaklęcie Levicorpus? - zapytał zerkając na przyjaciółkę.
- Jakbym je na ciebie rzuciła, to byś zawisł głową do dołu, zawieszony w powietrzu za kostki – odrzekła nie przerywając pisania.
Brunet zamyślił się patrząc na formułkę zaklęcia. Jego działanie wydawało mu się znajome. Po niedługim czasie przypomniał sobie, gdzie je widział. W zeszłym roku, we wspomnieniu profesora Snape'a. Z zamyślenia wytrącił go głos Hermiony.
- Mam nadzieję, że nie planujesz używać zaklęć zapisanych w tej książce – rzuciła ostrzegawczo.
- Jeśli już, to tylko po to, żeby poznać ich działanie – odrzekł Harry.
- Harry, pewnie większość tych zaklęć jest nielegalna.
- Levicorpus jest legalne. Mój ojciec często je stosował.
Kiedy dziewczyna spytała skąd Harry o tym wie, skłamał mówiąc, że od Syriusza. Nie zamierzał opowiadać przyjaciołom co widział w myślodsiewni. Tym bardziej, że Hermiona pewnie by go zrugała za naruszanie czyjejś prywatności. Nie chcąc już rozmawiać na ten temat ponownie zagłębił się w podręczniku. Wciąż miał wrażenie, że już gdzieś widział ten charakter pisma.
W pewnej chwili poczuł na sobie czyjś wzrok i podniósł głowę. Zdążył zauważyć, że Romilda i jej koleżanki przyglądały mu się z drugiego końca salonu i szybko odwróciły wzrok, kiedy zorientowały się, że na nie patrzył. Co prawda dziewczyna zastosowała się do jego polecenia i trzymała się z daleka, ale odniósł wrażenie, że nie potrwa to długo. I miał co do tego bardzo złe przeczucia. Wiedział, że Romilda coś kombinuje, tylko nie wiedział co takiego.
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanfictionHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
