Po publikacji artykułu w tygodniku „Czarownica", Harry postanowił podjąć kroki w celu ustalenia, w jakie zwierzę zmienia się Rita Skeeter. Nie było to łatwe, gdyż będąc niezarejestrowanym animagiem, musiała pilnie strzec swojego sekretu. Harry był pewny, że nawet jej fotograf nie miał pojęcia, że dziennikarka zmienia się w zwierzę. Draco pocieszył go mówiąc, że kto jak kto, ale Harry na pewno coś wymyśli. No i przecież nie jest w tym sam. Ma pomoc zarówno swoich przyjaciół z Gryffindoru jak i Slytherinu.
Wielkimi krokami zbliżał się kwiecień przynosząc ze sobą słoneczne dni i wyższe temperatury.
- Harry, pójdziesz ze mną do Hogsmeade w ten weekend? - zapytał Draco któregoś dnia w ostatnim tygodniu marca.
- Zapraszasz mnie na randkę, Draco? - odpowiedział pytaniem Harry uśmiechając się.
- A i owszem. Zobacz, jesteśmy razem od grudnia i jeszcze nie byliśmy na randce.
- W porządku. Gdzie się spotkamy? Tradycyjnie, w Sali Wejściowej?
- Idealnie. Będę na ciebie czekał.
Harry kiwnął głową i pocałował chłopaka w policzek. Blada twarz Draco pokryła się rumieńcem. Gryfon był bardzo wdzięczny, że ma przy sobie swojego Ślizgona i nie zamierzał pozwolić, żeby ktokolwiek mu go odebrał. Draco był jego i już.
W weekend chłopcy udali się do wioski tylko we dwóch. Ich przyjaciele uszanowali ich chęć spędzenia czasu sam na sam i nie przeszkadzali im. Gryfon i Ślizgon udali się najpierw tradycyjnie do Miodowego Królestwa, a potem na wzgórze, do Wrzeszczącej Chaty. Obserwując ją z daleka wspominali swój trzeci rok. To właśnie w tamtym budynku poznali prawdę o Bellatrix Lestrange i Parszywku.
- Ciekaw jestem, gdzie zwiał ten szczur – powiedział Draco obejmując Harry'ego ramieniem.
- Myślę..., że wrócił do swojego pana – odpowiedział Harry.
Draco popatrzył na Harry'ego unosząc brwi, więc brunet opowiedział Ślizgonowi o swoich snach, w których widział Voldemorta i Glizdogona, a także jeszcze jednego człowieka, którego Bellatrix rozpoznała jako Bartemiusza Croucha Juniora.
- Słyszałem o nim – powiedział Draco. - Moi rodzice kiedyś o nim rozmawiali. Podobno Crouch Jr był wzorowym uczniem w szkole, a zaraz po jej ukończeniu przyłączył się do śmierciożerców. Ponoć wielbił Czarnego Pana i jego ideę czystości krwi ponad wszystko. Został pochwycony jakieś dwa lata po tym jak Czarne... jak Voldemortowi nie udało się ciebie zabić. Pomagał mojej ciotce w rzucaniu zaklęcia Cruciatus, aż do chwili, kiedy nie doprowadzili swoich ofiar do utraty zmysłów. Ponoć to pan Crouch Senior skazał ich na Azkaban.
- Własnego syna? - zdziwił się Harry.
Draco pokiwał głową.
- Na dożywocie. Jego syn nie przetrwał Azkabanu. Zmarł parę lat później.
- To dziwne, bo w moim śnie wyglądał na całkiem żywego, pomimo wychudzenia.
- Harry, to był tylko sen.
- Wiesz, nie jestem tego tak do końca pewien.
Draco przytulił Harry'ego, żeby dodać mu otuchy. Gryfon nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że zaczął drżeć. Ślizgon nie wiedział czy to ze strachu, czy z zimna (tego dnia było jeszcze dosyć chłodno), nie obchodziło go to. Chciał po prostu dać swojemu Harry'emu jak największe poczucie bezpieczeństwa. Po kilku chwilach, Draco odsunął się lekko od bruneta i pochwycił go za podbródek. Pochylił się i pocałował go. Długo i namiętnie. Harry odpowiedział na pocałunek z całą miłością, jaką żywił do blondyna. Był tam, gdzie było jego miejsce, w ramionach Draco. I nikt mu nie powie, że jego miejsce jest gdzie indziej, bo nie jest.
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanfictionHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
