Podczas śniadania, kiedy profesor McGonagall rozdała plany zajęć, Hermiona bardzo się ucieszyła, że już w pierwszym tygodniu zaczną się nowe przedmioty. Jej koledzy nie podzielali tego entuzjazmu. Harry'ego bardziej interesowało jakie eliksiry będą przygotowywać w tym roku, jak będą wyglądały lekcje obrony przed czarną magią (i liczył przy okazji, że będzie więcej obrony, a mniej teatru) oraz jak Hagrid poradzi sobie w nowej roli.
Na naukę nowych przedmiotów musieli jednak trochę poczekać, gdyż po śniadaniu mieli lekcje zaklęć z Kurokonami. Profesor Flitwick powitał trzeciorocznych po wakacyjnej przerwie i rozpoczął zajęcia. Zrobili szybką powtórkę z tego, co było w zeszłym roku i przeszli do nauki zaklęcia zamrażającego. Pod koniec lekcji, nauczyciel zadał im do napisania na przyszły tydzień wypracowania o zaklęciach zamrażających i ćwiczenie zaklęcia Glacius. Po zaklęciach udali się na zielarstwo z Puchonami. Na pierwszych zajęciach profesor Sprout poinformowała ich, że w tym roku zaczną zajmować się roślinami, które mogą być bardziej niebezpieczne niż dotychczas, jednak na samym początku trzeba było zebrać sok z fruwokwiatu.
- Kto mi powie z jaką rośliną łatwo pomylić fruwokwiat? - zapytała profesor Sprout, a Hermiona, Harry i Neville unieśli ręce. - Tak, panie Longbottom, słucham.
- Z diabelskimi sidłami- odpowiedział Neville.
- Zgadza się, panie Longbottom – pochwaliła go profesor Sprout. - Dziesięć punktów dla Gryffindoru. A kto wie, czym fruwokwiat różni się od swojego bardziej niebezpiecznego odpowiednika?
Harry i Hermiona ponownie unieśli ręce. Ku zdumieniu wszystkich, zrobił to również Ron. Nauczycielka poprosiła Harry'ego, żeby udzielił odpowiedzi.
- Przede wszystkim tym, że nie spróbuje nas udusić, kiedy go dotkniemy i tym, że jego sok stosuje się przy tworzeniu różnych maści, pani profesor. Fruwokwiat wygląda i zachowuje się podobnie do diabelskich sideł, ale jest zupełnie niegroźny. I woli bardziej oświetlone miejsca.
- Świetnie. Kolejne dziesięć punktów dla Gryffindoru. Aby zebrać sok z ich pnączy, musicie delikatnie naciąć te grubsze – w nich znajduje się sok. Kiedy poczuje dotyk oplącze się wokół tego, co go dotyka. Ale nie bójcie się, jak powiedział pan Potter, fruwokwiat nie zrobi wam żadnej krzywdy. Kiedy już natniecie pnącze, podstawcie pod rozcięcie fiolkę. Napełnijcie tyle, ile dacie radę.
Fruwokwiat rzeczywiście był niegroźny. Kiedy uczniowie dotykali pnączy, te ochoczo owijały się wokół nich, ale nie zaciskały się, jak miały w zwyczaju diabelskie sidła. Pod koniec lekcji wszystkie fiolki, jakie przygotowała nauczycielka, były wypełnione zielonkawym sokiem o dość mocnym zapachu.
Gdy lekcja dobiegła końca, uczniowie udali się na lunch. Harry usiadł ze Ślizgonami, ku wielkiemu niezadowoleniu Pansy, która jak zwykle próbowała go wygonić. Brunet przez dłuższy czas ignorował jej zaczepki (które w tym roku stały się wyjątkowo uszczypliwe, zwłaszcza po tym, jak do uszu Pansy dotarła wieść, że Harry zemdlał z powodu dementora). Rozpoczął rozmowę z Draco o eliksirach, nowych przedmiotach i Bellatrix Lestrange. Od czasu do czasu inni Ślizgoni też przyłączali się do rozmowy.
- Czy twoja mama mówiła ci kiedyś o niej? - zapytał Harry.
- Kiedyś wspomniała, że ma dwie starsze siostry – odpowiedział Draco. - Ciotkę Andromedę znasz, a co do ciotki Bellatrix... jedyne co wiem, to że moja mama miała z nią świetny kontakt. Ponoć słynęła w rodzinie z dość wybuchowego charakteru. Jak coś rozgniewało Bellatrix, tylko jej siostry umiały ją uspokoić. Ale któregoś dnia coś się popsuło w relacjach sióstr mojej matki.
- Może miało to związek z tym, że pani Andromeda została wykluczona z rodziny.
- A została?
CZYTASZ
Warzyciel (Drarry)
FanficHarry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał...
