Rozdział XXIX

3.2K 188 193
                                        

Ważna informacja po rozdziale.


Po uczcie powitalnej Harry i reszta Gryfonów udali się do Pokoju Wspólnego. Chłopak od razu zauważył, że ludzie zerkają na niego z niepokojem i szepczą za jego plecami. To już wcześniej go irytowało, ale teraz stało się jeszcze gorsze. Przechodząc przez Salon Gryfonów miał wrażenie, że wszyscy się na niego gapią i to niezbyt przychylnie. Co prawda nie każda osoba tak na niego patrzyła, ale znaczna większość. Chłopak poczuł się jak w czasach dziecięcych, kiedy w podobnych sytuacjach pragnął tylko jednego – zaszyć się w ciemnym kącie z kociołkiem, składnikami i przepisem.

Udał się do sypialni i rozpakował. Był właśnie w trakcie robienia czegoś na kształt posłania dla Nagini, kiedy Dean spytał o wakacje. Okazało się, że pani Finnigan nie chciała puścić syna z powrotem do szkoły, a wszystko przez to, że wierzyła w bzdury wypisywane w „Proroku Codziennym". Seamus był zdania, że Harry upadł na głowę twierdząc, że Sam-Wiesz-Kto powrócił. Dean i Neville, którzy przysłuchwali się wymianie zdań jasno określili czyją stronę biorą w tym sporze – wierzą Harry'emu.

Jak Harry skończył posłanie dla Nagini poprosił ją by wypełzła z koszyka, a kiedy to zrobiła, podał jej trochę wywaru odwracającego skutki eliksiru kurczącego i po chwili, odzyskała swój pierwotny rozmiar: długa na dwanaście stóp i o potężnym ciele.

- Jaki szanujący się Gryfon trzyma przy sobie węża? - warknął Seamus.

Nagini słysząc jego napastliwy ton syknęła na niego, a Harry poradził jej, żeby się nie przejmowała.

- Harry, co on powiedział? - zapytał Neville.

- Powiedziała Seamusowi, żeby siedział cicho, bo tylko najpotężniejsi czarodzieje mają węże za towarzyszy – odpowiedział spokojnie Harry.

- Twój wąż to ona, a jak ma na imię?

- Nagini.

Harry uznał, że bezpieczniej będzie nie mówić kolegom z dormitorium, że zabrał ją od Voldemorta. Już i tak pokłócił się z Seamusem, nie chciał dolewać oliwy do ognia. Kiedy Finnigan chciał uczynić jeszcze jedną złośliwą uwagę odnośnie węża, pojawił się Ron i tylko to, że Seamus nie chciał dostać szlabanu, powstrzymało Irlandczyka przed ciągnięciem kłótni.

Następnego dnia, w drodze na śniadanie, Harry dowiedział się, że nie tylko Seamus nie wierzy w powrót Voldemorta. Wśród dziewczyn też nie brakowało takich, które uważały, że powinien się leczyć na głowę. Według Hermiony, Lavender Brown posunęła się nawet do stwierdzenia, że Harry powinien odstawić eliksiry, bo opary sprawiają, że świruje. Brunet postanowił zostawić to bez komentarza. Uznał, że nie warto przejmować się dziewczyną, która wierzy na słowo profesor Trelawney.

Kiedy otrzymali swoje plany zajęć, Ron jęknął na widok poniedziałkowego rozpisu. Jednak Harry'ego ucieszył fakt, że po historii magii mają dwie godziny eliksirów. Pierwszy dzień i już zajęcia z jego ulubionego przedmiotu. Rudy chłopak oznajmił żartobliwie, że utalentowani warzyciele i przyszli Mistrzowie Eliksirów nie mają głosu i Harry posłusznie zamilkł, choć kąciki jego ust zadrgały. Po śniadaniu poszli na lekcje. W tym roku musieli się mocno przyłożyć, gdyż na piątym roku zdawali sumy – bardzo ważne egzaminy, które wpływały na ich przyszłe kariery.

Na lekcjach profesora Binnsa jak zawsze panowała senna atmosfera, ale Harry i Hermiona walczyli z chęcią zapadnięcia w drzemkę i robili notatki. Pozwalali później przepisywać kolegom i koleżankom, żeby mieli się z czego uczyć. Po historii udali się do lochów na lekcję eliksirów. Profesor Snape rozpoczął od wzięcia wakacyjnych wypracowań i zapowiedział, że teraz będzie ich oceniał pod kątem egzaminacyjnym.

Warzyciel (Drarry)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz