12. The Better Ride

648 31 0
                                        


Caroline postanowiła pójść do kuchni i zrobić sobie kawę, a ja zgłosiłam się na chętną, by także napić się ciemnego napoju, o przyjemnym zapachu, uspokajającym mnie.
W pomieszczeniu atmosfera odrobinę, lecz wyczuwalnie, zgęstniała. Caroline wręcz nienawidzi jak mamy przed sobą sekrety. Ale czy tęsknota za ukochaną osobą wytłumaczy mętlik w mojej głowie?
Muszę przerwać ciszę, pomyślałam, powiedzieć im co przekazała mi wiedźma.

- Ona powiedziała mi coś o śmierci rodziców. Nie wiem czy mam w to wierzyć, ale... nie zdawało mi się żeby kłamała. - zaczęłam w końcu, po tym jak wzięłam łyk mojej kawy z mlekiem.

- Masz kiepski gust do ludzi, ale skoro tak mówisz. - na słowa Mikealsona, ja i Caroline spiorunowałyśmy go wzrokiem, a on przewrócił oczami. - Co powiedziała?

- Że nie był to po prostu nieszczęśliwy wypadek, powiedziała że... że to było coś nadprzyrodzonego. Że gdyby nie ja... - przełknęłam ślinę, co sprawiło mi żadko spotykaną trudność. - ...nie użyli by wtedy takiej ilości magii i mieli koncentrację na drodze. Że uciekali, by mnie chronić. Czyli...

- Nawet nie kończ tego zdania. - przewał mi Stefan, pochodząc bliżej krzesła na którym siedziałam. - To nie twoja wina, o niczym nie wiedziałaś.

- Niby nie, ale byłam rozumna, mogłam im pomóc, domyślić się. - z każdym zdaniem wracały bolesne wspomnienia, o których myślałam że już nigdy do nich nie wrócą.

- Nie mów tak, zrobili wszystko żebyś się nie domyśliła. - po kolejnych słowach bruneta, zastygłam unosząc głowę, by popatrzeć mu w oczy.

- Zaraz. Ty wiedziałeś? Wiedziałeś i nie pisnąłeś ani słowa?! - byłam w szoku, nigdy nie mieliśmy między sobą tajemnic, a przynajmniej tak myślałam. - Wiedziałeś... przed czym? Znaczy, przed czym chcieli mnie chronić? Lub przed kim...

- Nie wiem... nie chcieli mi powiedzieć. Przepraszam, kazali mi nic nie mówić. - w oczach chłopaka widać było skruchę.

- Musieli mieć powód, jest okej, ale żadnych tajemnic. - wyciągnęłam małego paluszka, na przysięgę. Caroline pobiegła na około wysepki kuchennej i dołączyła.

- Nie zapominajcie o mnie. - uśmiechnęła się. Mimo tego ile przeszła w ostatnich latach, nadal jest usmiechnięta. Pamiętam jak zapytałam ją dwa lata temu, jak to wszystko tak dobrze nosi, ten ciężar, ciągłe dowiadywanie się nowych żeczy. Odpowiedziała mi wtedy, iż fakt że tak dobrze to nosi, nie znaczy, że nie jest to ciężkie. Zmieniła się po tym jak dowiedziała się o nadprzyrodzonej części świata, o dziwo, na lepsze.

- Nigdy byśmy o tobie nie zapomnieli, Caroline. - odpowiedziałam na to.

- To dobrze, nie wybaczyłabym wam. Będzie okej, dowiemy się co się wtedy dokładnie stało i będziesz mogła wreszcie znów spać spokojnie.

- To dużo dla mnie znaczy, wasza pomoc. Twoja też, Niklaus. - dodałam, pod koniec wypowiedzi spoglądając na blondyna. Wcześniej patrzył się w podłogę, ale podniósł na mnie wzrok. Uśmiechnął się w typowy dla niego sposób, ale w jego wyrazie twarzy można było wyczytać zmianę. Nie wiem jednak co skrywało się za uniesionymi kątami ust i wesołymi oczami.

- No dobra, koniec tej słodyczy. Jutro jedziemy do Mystic Falls, ale zachaczymy o miasto w którym się urodziłaś. Twoi rodzice mieli jakiś bliższych przyjaciół? - zapytał po chwili.

- Tak, powiedzmy. Najbliższa przyjaciółka mamy nadal mieszka w naszym sąsiedztwie. Myślę że się nie obrazi jak zadamy jej kilka pytań. - odpowiedziałam, zastanawiając się czy to dobry pomysł. Znały się od młodego wieku, Maryssa Versall bardzo ciężko przezyła stratę bliskiej, a tak właściwie najblizszej jej osoby.

- Też wiedźma? Bedziemy musieli uważać. - oparła na to hybryda. Klaus nie miał za grosz wyczucia.

- Nie, wilkołak. Mama i ona poznały się, bo mama pomogła jej w pierwszej przemianie. Znam ją od małego. Ufam jej. - ostanie dwa słowa wypowiedziałam odrobinę wolniej i dokładnie, patrząc wymownie na najstarszego towarzysza. Już rozumiem dlaczego Rebekah powiedziała mi że jej brat jej paranoiczny, Niklaus nikomu nie ufał, zawsze sprawdzał wszystko sam, potrzebował dobrych ludzi, którzy pokazaliby mu że zaufanie to nie słabość. Może to po prostu moja dziwna analiza psychologiczna, a może mam jednak w jakiś sposób rację.

- Ale to oznacza że musimy się wyspać.. znaczy się ty musisz, Lottie. - Caroline zmieszała się gdy w połowie zdania przypomniało jej się że jako jedyna potrzebuję snu. Zaśmiałam się odrobinę na jej minę.

- No dobra, nara chłopaki, przyjaciółki muszą pogadać. A jak będziecie podsłuchiwać swoim...no, ekstra słuchem. - tu wskazałam dziwnie na swoje uszy - Będzie szlaban.

- Nie możesz nasz uziemić Charlotte, jesteśmy około sto razy silniejsi i szybszy od ciebie. - odpowiedział na to Klaus, śmiejąc się ze mnie.

- Nie znasz moich możliwości, Mikealson, to ja mam dostęp do magii. - czasem zdarzają mi się przypływy odwagi, najczęściej jak się z kimś kłucę lub przedrzeniam, mam tak od zawsze, nawet nie wiedząc skąd to się bierze.

- Miło to tak po nazwisku. - jedyne co zrobiłam to zaśmiałam się na nasze przedrzenanie się i pociągnełam Caroline za rękę do pokoju jak małe dziecko które chce iść po lody.








Good Changes // tvdOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz