30.

10 0 0
                                        

*Gin*

Lucas podał mu piwo, które cuchnęło niczym wiekowe masło w skarpecie. Krzywiąc się, pociągnął łyka. 

- Co to za syf - rzucił Mike, przedzierając się przez coś, co na co dzień chyba służyło jako salon. Lucas i Gin szli za nim. Mijali rozwalone poduszki na ziemi, resztki popcornu, walające się puste butelki po piwie i czerwone kubeczki z nieznaną cieszą. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny przemieszany z zapachem drzewa sandałowego. Mike obejrzał się przez ramię i wywrócił oczami. Na kanapie kilka metrów od nich leżała półnaga para. Za nimi nawalony chłopak wieszał się na szyi dziewczyny. Dalej grupka chłopaków z drużyny grała w Beer Ponga. 

- Myślicie, że trafimy na rozbieraną wersję? - spytał Mike. Gin poklepał go po ramieniu. 

- Oby - mruknął tylko. 

Brnęli dalej w głąb domu, mijając całujące się pary, tańczących ludzi czy pseudo DJ'a. Były też śpiące osoby na podłodze. Nawaliłeś się? Co tam, zatarasuj innym drogę. Gin opróżnił ostatnim haustem butelkę piwa i odstawił ją na stolik. 

- A może byśmy... - zaczął Mike, ale Gin nie usłyszał, co było dalej, bo ktoś pociągnął go za rękę. 

- Gin - usłyszał kilka głosów powtarzający w kółko jego imię. Otoczył go tłum fanek. Niektóre z nich kojarzył ze szkoły, na pewno z kilkoma się spotykał przez chwilę, ale były też takie, które kleiły się do niego za bardzo. Niestety, był za bardzo trzeźwy, by znieść to z gracją. 

- Gin - jakaś czarnowłosa wymruczała jego imię wprost do jego ucha. Obłapywały go, co normalnie wcale by mu nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że choćby przez pięć minut chciałby być wolny. 

- Cześć, dziewczyny - Mike wkręcił się w tłum dziewczyn i zaczął je zaczepiać. Gin zerknął na Lucasa i rzucił mimo natarczywych dziewczyn:

- Odpuść, wyluzuj trochę. 

Szczęka Lucasa drgnęła nieznacznie i jego wzrok podążył w inną stronę i po chwili bez słowa odszedł. Gin natomiast czuł obce dłonie na całym ciele. Był rozkojarzony. Próbował zebrać myśli. Obok niego Mike świetnie się bawił. Któraś zaczęła całować Gina po szyi. Odsunął się. Czyjeś ręce wsunęły się pod jego koszulkę. 

- Gin - znów usłyszał swoje imię. Rozejrzał się po pokoju i wtedy jego wzrok padł na tłum przy drzwiach. Z daleka rozpoznał Trevora w towarzystwie dwóch dziewczyn. Kilka osób mijało ich ze śmiechem. Gin wydostał się z tłumu wielbicielek i ruszył w tamtą stronę. 

- I wtedy właśnie... - mówił Trevor, ale przerwał, gdy jedna z dziewczyn potknęła się i mało nie upadła. Druga obejmowała ją w pasie i zataczała się ze śmiechu. 

- Świetnie, że przyszłyście - oznajmił Trevor, obejmując w pasie brązowooką. 

- Nieee, świetnie, że ty przyszedłeś - zaśmiała się druga, trącając go palcem w miejsce pod żebrami. Gin przedarł się przez tłum i bez zawahania chwycił tą z jaśniejszymi włosami za rękę. 

- Cześć, Gin - przywitał go Trevor. 

- Gin - wymamrotała Lauren, śmiejąc się. Nie wiedział, czy była pijana czy może coś wciągała, ale tak nie zachowywała się jego Lauren. 

- Gin - powtórzyła, a jej ciepły oddech łaskotał jego szyję. 

- Charles? - spojrzał na bliźniaczkę. 

- Świetnie się bawię, mamo - ona też się śmiała. 

- Widzisz, świetnie się bawimy - podsumował Trevor. Gin zacisnął mocniej dłoń na dłoni Lauren. 

Because I promisedOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz