21. 1cz. maratonu

195 10 5
                                        

Per Karol.

Umyliśmy się i przebraliśmy, a później byliśmy już gotowi do spania.

- idziemy spać ty mały śpioszku

- poczekaj, najpierw muszę z tobą porozmawiać - powiedział znaspanym głosem.

Usiadłem na łóżku zainteresowany.

- w sumie to ja też mam Ci coś do powiedzenia - odparłem nagle przypominając sobie słowa Ernesta.

- słucham

- bo dzisiejsza rozmowa z Ernestem dała mi wiele do myślenia, mówił mi coś o tym, że powinienem znaleźć sobie kogoś i tak dalej, mówił też, że powinienem też porozmawiać z tobą...

- właśnie o to chodzi, bo jest coś co chciałbym Ci powiedzieć... odkąd cię poznałem byłeś dla mnie kimś wyjątkowym, zajmujesz ważne miejsce w moim sercu i... podjąłem, że chyba kocham cię Karol, kiedyś gdy nakryłeś mnie jak śpię z twoją koszulką to nie tak, że było mi zimno tylko martwiłem się i chciałem Ci o tym powiedzieć, co czuje bo Igor wyprał mi mózg i w sumie miał rację ale.. moje uczucie nawet dla mnie są tak bardzo skryte i nieznane - odparł z niepewnością w głosie.

- to śmieszne bo.. ja też cię kocham, całego ciebie, twoje włosy bez lakieru, twoje oczy w których można się zanurzyć, twoje ciepło bijące na każdym kroku oraz śmiech, przez który sam chce się uśmiechać, tylko dla ciebie

Hubert był tak zaskoczony, pewnie nie spodziewał się tego, że również to czuję, ja za to nie spodziewałem się tego po nim.

Przez chwilę poczułem lekki napływ gorąca na moje ciało. Hubert objął mnie delikatnie a ja położyłem mu ręce w pasie. Niemal wrew woli topniałem i stawałem się uległy dotykowi skóry blondyna. Złączyliśmy usta w lekkim, namiętnym pocałunku, lecz w jednej chwili iskra pomiędzy nami zmieniła się w płomień. Wplotłem dłonie w jego miękkie włosy nabierając powoli tępa i pewności.

Hubertowi ewidentnie to nie odpowiadało bo przyspieszał coraz bardziej, zarzucił swoje ręce wokół mojej szyji i przyciągał mnie do siebie.

- skoro tak chcesz się bawić - oznajmiłem i popchnąłem go jeszcze bardziej do tyłu aż w końcu położył się na poduszkach.

Położyłem się na nim i kontynuowałem czułości. Tym razem po chwili przerzuciłem się na szyje, całowałem go delikatnie ale nie mogłem się oprzeć i zrobiłem mu tam malinkę na co jęknął cichutko. Bardzo mnie to w tamtym momencie podnieciło.

- Karol, może nie tutaj, wróćmy do domu...

- to tylko chłopaki, nie takie rzeczy się w życiu widziało i słyszało - oznajmiłem na co już się więcej nie odezwał.

Chciałem go, jego ciała jak i samej jego osoby. Spojrzałem mu w oczy, on jedynie na potwierdzenie ponowie złączył nasze wargi w pocałunku, który tym razem był już pełen porządnia i namiętności.

Zacząłem ściągać mu powoli koszulkę, następnie również zrobiłem to sobie. Czułem, że Hubert się podniecał tym, co robię. Następnie przeszedłem do niesfornego guzika w spodniach i rozporka. Po jakimś czasie udało mi się go odpiąć i ściągnąłem z niego kolejną, niepotrzebną część ubrania.

- jesteś taki piękny - szepnąłem mu do ucha i zacząłem całować go coraz niżej i niżej aż doszedłem do bokserek.

Już miałem się zabierać za  najlepsze z tej całej zabawy lecz w tym samym momencie łóżko pod nami się załamało a my wylądowaliśmy na podłodze.

No tak, to jest ta jedna deska, której nie naprawiłem...

Jedyne co teraz zdołałem zrobić to zaśmiać się do łez.

- wszytko tam dobrze Romeo?

- tak, odwal się. Ile słyszałeś? - odparlem gdy usłyszałem głos Ernesta.

- na tyle by wiedzieć, że już było buzi buzi - powiedział i zaczął się śmiać.

- kto kogo całuję - odezwał się Maciek.

- no Karol i Hubert jełopie - tym razem odezwał się Marcin.

- to takie słodkie - powiedział Piotrek na co już nie wytrzymałem.

- czy wy wszyscy serio podsłuchiwaliście nas?

- to myślisz, że czemu zaproponowaliśmy ci abyście tu zostali, my wiedzieliśmy już po twojej ostatniej "wizycie", że coś jest na rzeczy. Bo niby czemu aż tak byś się wkurzył za pierwszego lepszego człowieka? Od tygodni planujemy wasze zejście! - poinformował Piotrek z wielką ekscytacją.

- przestańcie podsłuchiwać i odwalcie się, oficjalnie jestem zły ale i tak dziękuję - powiedziałem i więcej już nikt się nie odezwał.

Gdy skończyliśmy naszą pogawentkę spotkałem się z pytającym wzrokiem Huberta, no tak on pewnie myślał, że zwariowałem bo gadam sam ze sobą.

- Karol, wszytko w porządku?

- tak, rozmawiałem z chłopakami...

- ale ich tu... ahaaaaaa, twoje magiczne moce

- nie wiem czy on jest świadomy, że my nie jesteśmy czarodziejami, tylko wampirami - znów wtrącił się Ernest.

- ERNEST ZAMKNIJ SIĘ I PRZESTAŃ PODSŁUCHIWAĆ

- chyba nie będę wnikać - oznajmił na moje słowa.

- wracamy do domu? - zapytałem gdy się zorientowałem, że dalej leżymy na podłodze.

- już mi się nie chce wstawać, po prostu śpijmy - oznajmił i wtulił się we mnie.

- ale...

- śpij! - przerwał mi szybko chcąc jak najszybciej zasnąć.

Już więcej się nie odezwałem, tylko również wtuliłem się w blondyna i oddałem w przyjemny sen z słodkim niebieskookim blondynem obok.

ELUWINA,

A oto pierwsza część naszego maratonu, wrzucę ich pewnie dwie albo trzy, przez to że byłam mało aktywna ostatnimi dniami. Widzimy się jeszcze dziś ;)

marchewka ~ 804 słowa

Never Say Never Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz