Rozdział 21

26 4 0
                                        




Zbliżał się powoli koniec wakacji, a letnie wieczory stawały się chłodniejsze. Meredith i Brandon spędzali ze sobą niemal każdą wolną chwilę, ciesząc się ostatnimi tygodniami przed rozpoczęciem nowego etapu w ich życiu.

Siedzieli na drewnianym tarasie domu Meredith, wpatrując się w niebo przyozdobione ciepłym blaskiem zachodzącego słońca. W powietrzu unosił się zapach lawendy, a z wnętrza domu słychać było cichy szum radia, które ojciec Meredith zostawił wcześniej włączone. Rozmowa naturalnie zeszła na temat przyszłości.

– Więc to już pewne? Atlanta University? – zapytał Brandon, spoglądając na nią z zaciekawieniem, bawiąc się kapslem od butelki coli.

– Tak. Zawsze chciałam studiować prawo, a Atlanta to mój dom. – odpowiedziała z uśmiechem. – To trudne, ale wiem, że sobie poradzę. Już teraz czytam podręczniki, analizuję przypadki prawne... czasami się zastanawiam, czy nie wzięłam na siebie zbyt wiele.

Brandon zmarszczył brwi, przyglądając jej się uważnie.

– Dasz sobie radę, Mer. Znam cię i wiem, że jak coś sobie postanowisz, to to osiągniesz. Poza tym... kto, jak nie ty? Jesteś uparta i ambitna.

Meredith zaśmiała się cicho, kiwając głową.

– Może masz rację. A ty na pewno nie zdecydujesz się na studia?– zaczęła rysować palcem jakieś niewidoczne wzory na drewnianym stole.

Brandon wzruszył ramionami, choć w jego spojrzeniu widać było pewność.

– Nie są dla mnie. Chcę pracować u ojca w jego firmie. To warsztat tak jak ci wspominałem, ale na dużą skalę. Zajmujemy się nie tylko naprawami, ale też tuningiem i renowacją klasyków. Wiesz, zrobię jakieś egzaminy zawodowe, zdobędę uprawnienia... ale głównie chcę się skupić na pracy. Mechanika mnie fascynuje. Uwielbiam rozwiązywać problemy, naprawiać rzeczy, które inni spisali na straty. Poza tym... studia to duże zobowiązanie. Wolę zdobywać doświadczenie w praktyce.

– W sumie... to całkiem ekscytujące. – przyznała Meredith. – Zawsze mnie ciekawiło, jak to jest składać coś od podstaw. Czy to nie jest trochę jak układanie puzzli?

Brandon zaśmiał się, opierając rękę na oparciu krzesła.

– Coś w tym jest. Ale powiedzmy, że te puzzle mają trylion różnych kawałków, a połowa z nich jest zardzewiała. – uśmiechnął się lekko. – Ale lubię to. Może kiedyś pokażę ci, jak wygląda taki silnik od środka?

– Może. – powiedziała z lekkim uśmiechem. – Chociaż raczej nie wyobrażam sobie siebie w smarze i ubrudzoną olejem.

Brandon spojrzał na nią z rozbawieniem.

– Myślę, że wyglądałabyś świetnie nawet w warsztatowym kombinezonie.

Kilka dni później, pod wieczór, Brandon miał okazję poznać ojca Meredith – pana Andrew. Spotkanie było zaplanowane, a Brandon podszedł do niego z należytą starannością. Przyjechał w eleganckiej, choć niezbyt oficjalnej koszuli i ciemnych spodniach, trzymając w ręku butelkę whisky – trunek, o którym Meredith wspomniała, że jest ulubionym jej ojca, a w drugiej ogromny bukiet czerwonych róż.

Gdy wszedł do domu, panowało przyjemne ciepło, a w powietrzu unosił się zapach kolacji. Meredith wyglądała zachwycająco – długie czarne włosy swobodnie opadały na ramiona, a jej strój składający się z prostej letniej sukienki był niezwykle urokliwy.

– Wyglądasz przepięknie, Mer. – szepnął Brandon, gdy ojciec jeszcze nie wyszedł na powitanie. – To dla ciebie.

–Dziękuję. – uśmiechnęła się lekko, czując delikatne rumieńce na policzkach. – Są piękne.

Kolacja przebiegła w serdecznej atmosferze. Pan Andrew, choć początkowo nieco poważny, szybko znalazł wspólny język z Brandonem. Rozmawiali o pracy, mechanice i planach na przyszłość. W międzyczasie wspominali także dzieciństwo Meredith – ojciec z uśmiechem opowiadał, jak jako dziecko próbowała leczyć swoje zabawki, zanim jeszcze zdecydowała się na prawo.

– Warsztat to niełatwa droga. – powiedział pan Andrew, sięgając po kieliszek. – Wymaga cierpliwości, precyzji i ogromnej wiedzy. Masz do tego smykałkę?

– Tak sądzę. – odpowiedział Brandon pewnym głosem. – Znam się na silnikach, od małego pomagałem ojcu. Mechanika to dla mnie coś więcej niż tylko praca, to sposób na życie.

Pan Andrew uśmiechnął się lekko.

– To dobrze. Cenię ludzi, którzy wiedzą, czego chcą. A ty, Meredith? Masz świadomość, że prawo to też ciężka droga? – spojrzał na córkę z troską.

– Wiem, tato. – odparła spokojnie. – Ale jestem gotowa. Chcę pomagać ludziom, zmieniać rzeczy na lepsze. To nie tylko kariera, to moje powołanie.

Ojciec pokiwał głową, widząc jej determinację. Później rozmowa zeszła na bardziej luźne tematy – wspominali różne śmieszne sytuacje z dzieciństwa Meredith. Brandon opowiadał o tym, jak kiedyś przez pomyłkę nalał oleju do chłodnicy, a ojciec Meredith dzielił się anegdotami z pracy.

Gdy wieczór dobiegł końca, Meredith odprowadziła Brandona do auta. Nocne powietrze było rześkie, a ulice pogrążone w ciszy.

– Dziękuję za dziś. – powiedziała cicho, spoglądając mu w oczy. – Ojciec cię polubił.

– To dobrze, bo będę tu częstym gościem. – odparł z uśmiechem.

Meredith zbliżyła się i musnęła jego usta delikatnym pocałunkiem. Brandon odwzajemnił gest, a potem spojrzał na nią ciepło, zanim wsiadł do auta i odjechał.

Wróciła do domu, gdzie jej ojciec czekał w salonie. Spojrzał na nią z uśmiechem.

– Dobry chłopak. – stwierdził krótko.

Meredith uśmiechnęła się, czując ciepło w sercu.

**

ApparentOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz